Polskie kino dokumentalne: kamera blisko człowieka

Dokumenty intymnego życia
Doczekaliśmy się aż dwóch nominacji oscarowych dla polskich dokumentów: „Joanny” i „Naszej klątwy”. Czy to dowód siły naszej kinematografii, czy tylko zbieg okoliczności?
Tytułowa Joanna z synem Jasiem w dokumencie Anety Kopacz
Aneta Kopacz

Tytułowa Joanna z synem Jasiem w dokumencie Anety Kopacz

Debiutująca reżyserka Aneta Kopacz najpierw poznała historię Joanny Sałygi. Była czytelniczką jej bloga, popularnej „Chustki” (chustka.blogspot.com) – dziennika, w którym Sałyga od kilku lat opisywała, jak oswaja się ze śmiercią jako chora na raka żołądka matka kilkuletniego Jasia. Reżyserka natychmiast zapragnęła zrobić o niej film – ten, który właśnie kandyduje do Oscara i którego kinową premierę poprzedza słowo od Andrzeja Wajdy: „Tak wyrazistej współczesnej postaci młodej kobiety świadomej tego, że są to ostatnie dni jej życia, polskie kino nie stworzyło od lat”.

Aneta Kopacz od razu wiedziała, że nie będzie się skupiać na raku, chemii i bólu – raczej na życiu, prostej i pięknej codzienności. Przyszła na prezentację reportażu radiowego o „Chustce”, podeszła do bohaterki, przedstawiła się i zadała pytanie: czy zgodzi się, by nakręcić o niej film. To samo, które – jak się okazało – zadawali wcześniej znani reżyserzy. I spotkali się z odmową. Kopacz zaproponowała, że w minutę spróbuje ją przekonać. Dwa dni później spotkały się na zdjęciach.

To niejedyny w tej historii zbieg okoliczności. Joanna o swoim nowotworze usłyszała 9 kwietnia 2010 r. Dokładnie tego samego dnia żona studenta Warszawskiej Szkoły Filmowej Tomasza Śliwińskiego – Magdalena Hueckel – dowiedziała się, że na świat przyjdzie ich syn Leo.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj