Pisarz Janusz Rudnicki obraził kobiety. „Naszym” wolno?
Tylko inteligentna kobieta pojmie sens żartu polegającego na tym, że starszy mężczyzna publicznie nazywa ją k****. Pozostałe nie rozumieją artystów i nie mają poczucia humoru. Polska stolicą kultury 2017 – kultury gwałtu.
Janusz Rudnicki
Grazyna Myślinska/Forum

Janusz Rudnicki

Reporterka Anna Śmigulec na łamach „Wysokich Obcasów” o pisarzu Januszu Rudnickim: „Rozmawiamy miło, kafejka pełna ludzi, aż tu nagle w drzwiach pojawia się ów kolega, a pisarz woła do niego: »Chodź, ku**y już są!«”.

Rudnicki publikuje protekcjonalną odpowiedź, która markuje przeprosiny: „Anka, do mężczyzn też mówię czasem per k****”, a nawet jeszcze bardziej ordynarnie. Tłumaczy, że to tylko taka gra na słowa, rodzaj kodu między samymi swoimi. Żart, „coś w rodzaju, człowiek ich szuka po burdelach, a one siedzą tu, we Wrzeniu Świata. Czyli jakaś mikroprzypowieść” – pisze Rudnicki.

Ale w tle snuje się dłuższa narracja, na wielu poziomach. Mamy dwie moralności – tę oficjalną, w której jasno deklarujemy wartości i lubimy stawać w obronie słabszych. Oraz tę przeznaczoną na użytek własny, własnej rodziny czy grupy zawodowej. To permisywizm moralny – zezwalamy na przekraczanie normy, którą każemy respektować innym. O ile ochoczo piętnujemy taką hipokryzję w łonie Kościoła, to zezwalamy na nią we własnym, inteligenckim gronie.

Jeżeli obleśnie i seksistowsko odzywa się Roman Sklepowicz czy Rafał Ziemkiewicz, media centrum i lewicy gotują się z oburzenia. Ale jeśli w sposób uwłaczający kobiecie odzywa się nasz, no, to wtedy zupełnie co innego. Najczęstszy argument w obronie Rudnickiego? Wierzę mu, bo go znam!

Reakcje kobiet na słowa Janusza Rudnickiego

Naturalnie, na poziomie wypowiedzi mało kto broni pisarza – w zasadzie panuje zgoda co do tego, że słowa były chamskie i prostackie. Ale równocześnie słychać chór głosów ludzi mediów i ludzi pióra, którzy rozmywają ciężar jego skandalicznych słów. Najdonośniej brzmią głosy kobiet, dotychczas wysoko zawieszone w dyskusjach o tym, co wypada:

Krystyna Kofta, pisarka: „Błąd polega na tym, że (Anna Śmigulec – red.) wzięła do siebie bezpośrednio to »tykanie k****mi«”.

Eliza Michalik, dziennikarka Superstacji, podpisuje się pod słowami Kofty „rękami i nogami”. Dodaje, że kontekst był taki: „K***w wszyscy szukają w burdelach, a one siedzą w knajpach dla dziennikarzy, k***y już przyszły. I nie o dziewczynach, tylko ogólnie, o wszystkich w kawiarni oraz o nich samych. Bo Janusz z tym kumplem mówią do siebie niestety publicznie per k***y”.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj