Tabu zniknęło. Coraz więcej wniosków o eutanazję w Holandii
Pytanie, czy sprawy nie zaszły już jednak za daleko?
Z niektórymi pacjentami przeprowadza się aż 15 wywiadów lub więcej, zanim zatwierdzi się ich decyzję.
Matthias Zomer/StockSnap.io

Z niektórymi pacjentami przeprowadza się aż 15 wywiadów lub więcej, zanim zatwierdzi się ich decyzję.

W tym roku 7 tysięcy osób poddało się w Holandii eutanazji. To prawie 70 proc. więcej niż jeszcze pięć lat temu. „Ten temat przestał być wreszcie tabu” – uważa Steven Pleiter, dyrektor Levenseindekliniek, jednego z kilku ośrodków, w którym przeprowadza się te zabiegi.

Eutanazja stała się legalna w Holandii, jako pierwszym kraju na świecie, w 2002 roku. „Nieznośne cierpienie bez perspektywy poprawy” – w ten sposób, lakonicznie, o mówi o zabiegu prawo. A to znaczy, że „nie trzeba być chorym na raka, żeby być w stanie »ostatecznym«”, jak tłumaczy Pleiter.

W odpowiedzi na rosnące zapotrzebowanie – w 2017 roku wnioskowano 18 tysięcy razy w sprawie eutanazji „na życzenie” – w klinice Levenseindekliniek trwa rekrutacja dla lekarzy i pielęgniarek. Razem z Pleiterem pracuje 57 lekarzy, ale do końca przyszłego roku będzie ich potrzeba więcej niż 100.

W klinice każdej osobie poświęca się dużo czasu. Z niektórymi pacjentami przeprowadza się aż 15 wywiadów lub więcej, zanim zatwierdzi się ich decyzję. Następnie, zgodnie w wymogami prawnymi, poszukuje się opinii na temat historii medycznej pacjenta. W zależności od przypadku może upłynąć kilka dni lub miesięcy, zanim dojdzie do zabiegu.

Profesjonalizm całej operacji nie budzi wątpliwości, ale czy sprawy nie zaszły przypadkiem za daleko?

Kto powinien mieć zgodę na eutanazję

Profesor etyki Theo Boer, który zasiadał w komitecie ds. eutanazji (2005–2014), popierał rozszerzenie prawa do niej, teraz jest zdania, że śmierć uległa „zbyt daleko posuniętej profesjonalizacji”. „Liczby gwałtownie zaczęły rosnąć od 2007 roku. Holendrom zabrało kilka lat, żeby uświadomić sobie, że mają taką możliwość. Znam wiele osób, które wyobrażają sobie tylko jedną śmierć: przez zastrzyk. Kiedyś eutanazji poddawane były tylko osoby chore na raka, a początkowo 98 proc. przypadków to byli pacjenci, którzy mieli przed sobą najwyżej kilka dni życia. Teraz stanowią oni jedynie 70 procent”.

Pytanie, jakie kryteria przyjąć, żeby ocenić, kto cierpi bardziej i powinien otrzymać zgodę na taki zabieg? Czy należałoby stworzyć listę chorób, które wywołują takie cierpienie i uprawniają do skorzystania do takiej możliwości?

Steven Pleiter ma na to odpowiedź. Przypomina o przypadku 60-letniego mężczyzny, który cierpiał na kompulsywne zaburzenie osobowości. Regularnie samookaleczał się brzytwą, dopóki nie zgłosił się do kliniki i nie poprosił, aby zakończono jego życie. Albo 79-latka, który nie chciał czekać, aż rozwinie się u niego demencja, obserwując ją wcześniej o swojej matki.

źródło: „The Guardian”

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj