Społeczeństwo

Klauzula zniewolenia

Przemoc wpisana w klauzulę sumienia

Przemoc coraz chętniej przebiera się za demokrację. Ustawę farmaceutów wprowadził do Sejmu instytut Ordo Iuris. Przemoc coraz chętniej przebiera się za demokrację. Ustawę farmaceutów wprowadził do Sejmu instytut Ordo Iuris. Maciej Jarzebinski / Forum
W konflikcie o wolność sumienia coraz mniej chodzi o moralność, a coraz bardziej o zalegalizowanie przemocy.
Inicjatywa Ordo Iuris w sprawie całkowitego zakazu aborcji skończyła się wielotysięcznymi manifestacjami na ulicach i parasolkowym protestem.Dawid Żuchowicz/Agencja Gazeta Inicjatywa Ordo Iuris w sprawie całkowitego zakazu aborcji skończyła się wielotysięcznymi manifestacjami na ulicach i parasolkowym protestem.
„Klauzulę” wymyślono, by chroniła lekarzy i położne przed głębokim wewnętrznym konfliktem.Krzysztof Żuczkowski/Forum „Klauzulę” wymyślono, by chroniła lekarzy i położne przed głębokim wewnętrznym konfliktem.

Mało które pojęcie zrobiło w Polsce taką karierę jak „klauzula sumienia”. Ostatnio pada w kontekście drukarni z Łodzi, której pracownik odmówił zrealizowania zamówienia dla organizacji LGBT. Na wniosek ministra sprawiedliwości, w obronie pracownika, jego „prawem do sumienia” zajmie się Trybunał Konstytucyjny. Wcześniej dwie instancje sądu upominały go, odwołując się do Kodeksu wykroczeń, a rzecznik praw obywatelskich podkreślał, że takie traktowanie klientów to dyskryminacja. Jednak minister sprawiedliwości wcale tak nie uważa. Twierdzi za to, że „prawo do sumienia jest kategorią nadrzędną, bo kładącą podwaliny pod demokrację”. I że to je trzeba chronić.

Sumień dobyli też myśliwi. Właściciele gruntów od miesięcy wyłączali je sądownie z okręgów łowieckich, przynajmniej trzy z nich pozbawiając w ten sposób dostępu do lasu i zwierząt do odstrzelenia. Zgodnie z nową ustawą Ministerstwa Środowiska, właśnie podpisaną przez prezydenta, już nie będą mogli powoływać się na prawo własności ani nawet na troskę o własne bezpieczeństwo. Jedyną okolicznością na tyle ważną, by przegonić myśliwych z własnej ziemi, zostało „sumienie” i „przekonania religijne”. No, trzeba będzie jeszcze udowodnić w sądzie szczerość tych przekonań.

W kolejce są farmaceuci. W grudniu 2017 r. zgłosili popartą 15 tys. podpisów ustawę, wedle której każda apteka, nawet jedyna w mieście – i każdy aptekarz z osobna – będzie mogła powołać się na „klauzulę sumienia” i odmówić sprzedaży dowolnej substancji. Czy także ratującej życie – nie jest jasne, a jednak projekt poparło Biuro Analiz Sejmowych. A także minister zdrowia, który jeszcze rok temu był przeciw, jednak do zmiany zdania przekonało go, jak mówi, orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego, że „prawo lekarza, jak każdej innej osoby, do powstrzymania się od działań sprzecznych z własnym sumieniem wypływa wprost z wolności gwarantowanej przez Konstytucję”.

Gdy Sejm zajmował się sumieniami farmaceutów i właścicieli gruntów, pewien pracownik rzeszowskiego sklepu odmówił klientce zabicia karpia przed świętami. Wręczając jej żywą rybę w plastikowej torbie, też powołał się na „klauzulę sumienia”. Klientka poskarżyła się gazecie. Redaktorzy od menedżera sklepu usłyszeli, że pracownik jako człowiek wolny też ma prawo do sumienia.

Od klauzuli do klauzury

Niewiele jest pojęć tak opacznie rozumianych. „Klauzulę” wymyślono, by chroniła lekarzy i położne przed głębokim wewnętrznym konfliktem. Granice odwoływania się do własnego sumienia jasno wytyczała w tamtym czasie ustawa „o gwarancjach sumienia i wyznania”. Wciąż obowiązuje. Zapisano w niej, że korzystanie z wolności sumienia nie może prowadzić do uchylania się od obowiązków publicznych nałożonych przez inne ustawy. Żeby zrównoważyć ten zapis, z racji na drastyczność zabiegu aborcji, na początku lat 90. do ustaw lekarskich i położniczych dopisano „klauzulę”, uznając, że zmuszanie kogokolwiek do dokonania czegoś, co on pojmuje jako zabójstwo, jest formą przemocy, a państwo prawa nie może popierać tego rodzaju przemocy. Lekarskie prawo do „klauzuli sumienia” równoważyć miał obowiązek skierowania pacjenta do innego medyka, od którego mógłby uzyskać pomoc.

Potem wiele razy majstrowano przy ustawie aborcyjnej, protestowano na ulicach i zbierano podpisy pod wykluczającymi się projektami nowelizacji.

Część lekarzy popadała w coraz głębszy rygoryzm moralny – wśród nich prof. Bogdan Chazan, publicznie ubolewający nad setkami aborcji, które przeprowadził – inna część nie chciała się wychylać albo robiła skrobanki już za pieniądze i po cichu. Pojawiały się też nowe medyczne konteksty, w jakich przywoływano pojęcie „klauzuli sumienia”, jak in vitro, nowe formy antykoncepcji, eutanazja. Ale samo brzmienie klauzuli i jej sens pozostawały bez zmian.

Radykalnie zmieniło się to z początkiem lat 2000. Pierwszą głośną sprawą z „klauzulą” w tle był przypadek Alicji Tysiąc. Donoszenie ciąży z dużym prawdopodobieństwem miało ją pozbawić wzroku. Przyznało to niezależnie trzech okulistów, ale każdy z nich, z racji „klauzuli sumienia”, odmówił jej wydania zaświadczenia, bo byłoby ono podstawą do przerwania ciąży. Kobieta została zmuszona do donoszenia. Wada wzroku pogłębiła się, skazując ją na trwałe inwalidztwo. Niebawem opinia publiczna dowiedziała się, że trzech kolejnych lekarzy – z Tarnowa, Krakowa i Łodzi – celowo kierowało ciężarną kobietę po skierowania od jednego do drugiego, przedłużało procedury i piętrzyło formalne wymagania po to, by było za późno na legalną aborcję uszkodzonego płodu. Lekarze kłamali, że wyniki badań nie dają stuprocentowej pewności uszkodzeń (a dawały), w końcu przyznawali wprost, że postępują tak, żeby uniemożliwić przerwanie ciąży.

Sprawą tarnowsko-krakowsko-łódzką zajął się sąd, a w tle były dziesiątki innych, podobnych przypadków: okłamywania, przedłużania, utrudniania dostępu do badań, opóźniania wyników. Coraz więcej relacji rozgoryczonych kobiet o gabinetach lekarskich – o zwykłym chamstwie podlanym moralizatorskim sosem. Aż w 2004 r., w Łodzi, w szpitalu zmarła 29-latka w 5. tygodniu ciąży. Zarodek ledwie wykształcił bijące serce, ale kobiecie odmówiono badań, które mogły uratować jej życie, argumentując, że mogą źle wpłynąć na ciążę.

Od pomocy do przemocy

W 2012 r. członkowie Komitetu Bioetycznego przy Polskiej Akademii Nauk zdecydowali, że wycofują się z prac komisji sejmowej zajmującej się dostosowywaniem do nowych realiów prawa karnego. Powodem, oficjalnie ogłoszonym, było nadużywanie przez posłów w interpretowaniu prawa kategorii moralnych, zresztą reprezentujących jedynie moralność w ujęciu katolickim. Notabene, szef komisji prof. Zbigniew Szawarski był pierwszym etykiem, który – już w latach 70. – podnosił publicznie konieczność zapewnienia lekarzom prawa do sumienia. Był wtedy po stypendium w Wielkiej Brytanii i serii spotkań z wybitnym filozofem prof. Anthonym O’Hearem.

Ponad trzy dekady po tamtej publikacji, w dekadę po wprowadzeniu „klauzuli sumienia” do kodeksów, Polska przegrywała kolejne procesy przed Trybunałem w Strasburgu, a w wyrokach podnoszono, że państwo nie ma skutecznych instrumentów prawnych, pozwalających obronić się jednym Polakom (pacjentkom) przed sumieniami drugich (ginekologów). Traktowanie kobiet w polskich szpitalach nazwano „torturami” oraz „postępowaniem nieludzkim”. Ani śmierć z Łodzi, ani nawet te epitety dostatecznie nie wstrząsnęły opinią publiczną. Z programów akademii medycznych zniknął zabieg aborcji, a Trybunał Konstytucyjny na wniosek Naczelnej Izby Lekarskiej uwolnił medyków od konieczności wskazywania zastępstwa (czego w praktyce i tak często nie realizowali).

I tak aż po rok 2016 i „sprawę Chazana”. Dyrektor szpitala Świętej Rodziny celowo przetrzymał na oddziale kobietę, by uniemożliwić legalne przerwanie źle rozwijającej się ciąży. Po cesarskim cięciu (a więc narażeniu kobiety na poważny uszczerbek na zdrowiu) urodziło się dziecko bez mózgu, części czaszki, oczu, twarzy. Żyło kilka dni. Psychika niedoszłych rodziców została zdemolowana, ale dyrektor, okrzyknięty niemal „świętym”, został zatrudniony u ministra zdrowia, żeby zajął się opracowaniem nowych standardów w położnictwie.

„Klauzula” – symbol społecznego wyrobienia, dojrzałości, umowy o wrażliwości opartej na zrozumieniu, że skoro świat składa się z zazębiających się i wykluczających praw, potrzebne są narzędzia, które nie pozwolą na dominację siły – stała się swoim zaprzeczeniem. Dziś powoduje głównie, że jedni bez przeszkód prawnych stosują przemoc wobec innych.

Od słowa do czynu

Jest już tej przemocy w przestrzeni społecznej bardzo wiele. Od tej werbalnej, insynuacyjnej, pomawiającej (np. minister zdrowia mówiący, że „kobiety będą łykać tabletki antykoncepcyjne jak cukierki”; księża głoszący, że ludzie urodzeni dzięki metodzie in vitro są „genetycznie wadliwi” i „mają na twarzach bruzdy”; niedawne słowa premiera, że „przemoc dotyczy związków nieformalnych, nie małżeństw”), po przemoc w obrazach. Niczym innym jak czystą formą przemocy są znów powracające na ulice manipulacyjne plakaty, drukowane przez „obrońców życia”. Płody po aborcjach, serwowane kierowcom na autostradach, obliczone na to, by wstrząsnąć nimi dostatecznie, aby poczuli złość. Tę złość można wykorzystać.

Owa przemoc, podniesiona do rangi wartości i ukryta za autorytetem Kościoła, stała się już punktem odniesienia do interpretacji prawa. „Jeśli lekarz jest przede wszystkim dobrym katolikiem, a dopiero potem lekarzem, jak oświadczył w Strasburgu jeden z naszych profesorów, konsekwencje tej postawy mogą być fatalne” – pisze prof. Szawarski.

Przemoc coraz chętniej przebiera się za demokrację. Ustawę farmaceutów wprowadził do Sejmu instytut Ordo Iuris. Głośno zrobiło się o nim przed dwoma laty, gdy jego członkowie starali się o całkowity zakaz aborcji w Polsce. Ich inicjatywa skończyła się wielotysięcznymi manifestacjami na ulicach i parasolkowym protestem. Ordo Iuris nie próżnowało. W 2017 r. sprowadziło do Polski Norweżkę, której w jej kraju ograniczono prawa rodzicielskie, by w jej imieniu wystąpić w Polsce o azyl polityczny. Przekonało OBWE do wprowadzenia do raportu „o przestępstwach nienawiści” nowej kategorii: „przestępstwa nienawiści wobec grupy chrześcijan w Polsce”. Gdy zagłębić się w szczegóły, okazuje się, że chodzi o kradzież tabernakulum i profanację cmentarza, jednak będzie można znów powiedzieć Polakom, że są ofiarami. I że mają prawo wziąć odwet.

Udający zatroskanych o demokratyczne wartości działacze Ordo Iuris na swoich stronach piszą, że „uważny obserwator bez trudu dostrzeże radykalizm, z jakim podejmuje się dziś krytykę istniejącego ładu społecznego. Nie służy ona jednak oczyszczeniu, lecz stanowi atak na jego fundamenty, również te, które wyraźnie poświadcza i afirmuje Konstytucja RP. Dzieje się to często przy bierności instytucji, które ładu społecznego winny bronić w pierwszej kolejności. Głos upominającego się o jego poszanowanie społeczeństwa obywatelskiego jest często de facto ignorowany przez władzę, w przeciwieństwie do natarczywych postulatów wąskich środowisk, które ład ten kwestionują”. Brzmi znajomo? No właśnie.

Od kamienia lawina

Dlaczego się na to godzimy? Przecież radykalni przeciwnicy antykoncepcji to w Polsce margines, kilka procent społeczeństwa, podobnie jak zwolennicy całkowitego zakazu aborcji czy in vitro. Przeciwników udzielania rozwodów liczy się w promilach. Nie jesteśmy też do tego stopnia społecznie niedojrzali, żeby zbiorowo wierzyć, że dylematów, których nie widać, nie ma. Dzieci myślą, że zabawki schowane pod kocem znikają, ale całe społeczeństwo nie mogło do reszty zdziecinnieć i uwierzyć, że pozwalając umierać ciężarnej bez pomocy, pozbywamy się konfliktu sumienia.

„Wyobraźmy sobie taki scenariusz: kobieta odprawiona z gabinetu idzie na wiadukt i rzuca się pod autobus. Czy lekarz ma czyste sumienie? Czy też ma głębokie poczucie winy i wyrzuty sumienia do końca życia? Poczytajmy Camusa, przypomnijmy sobie tę wspaniałą prozę, dziś zapomnianą” – pisze prof. Zbigniew Szawarski. I dodaje: „Kto nie ma wyrzutów sumienia, jest człowiekiem moralnie niedojrzałym. Albert Schweitzer, duchowny i noblista mawiał, że czyste sumienie jest wynalazkiem diabła”.

A jednak brniemy w to. Jedni, bo nie zauważyli, kiedy „klauzula sumienia” zamieniła się w przemoc. Stracili z oczu fakt, że za „klauzulą” nie stoi już chrześcijańska moralność. Może obrazy i filmy, z jakimi w ich wrażliwość wdarli się „obrońcy życia”, okazały się na tyle wstrząsające, że starają się więcej do owych obrazów – i tematu – nie wracać. Jeszcze inni, może bardzo liczni, wchodzą w to dlatego, że przemoc jest atrakcyjna. Choć elity sprzed niemal trzech dekad, nauczone doświadczeniem życia w totalitaryzmie, miały dość wrażliwości, by wymyślić „klauzulę sumienia”, okazało się, że w praktyce owej „klauzuli” brakuje oparcia w bardziej uniwersalnych wartościach. Wrażliwości na dyskryminację, równości, opierającej się na wyśmiewanej dziś politycznej poprawności zasadzie, że każdy członek społeczeństwa ma prawo do szacunku, do poszanowania własnych wartości, własnej religii, swojego życia rodzinnego. W tym samym stopniu, niezależnie od religii czy koloru skóry. Te wszystkie pojęcia, dzięki którym zaistniała w Polsce „klauzula sumienia”, nie wrosły w nasze społeczeństwo dostatecznie głęboko.

Z drugiej strony mamy naturę ludzką. Niepoprawnie ciążącą ku ciemnej mocy – jak chce prawa strona. – Dyskryminacja stosowana przez jedną grupę na innej poprawia samoocenę. To klasyka badań w psychologii społecznej, jeszcze z lat 70. – mówi prof. Michał Bilewicz, kierownik Centrum Badań nad Uprzedzeniami na Uniwersytecie Warszawskim. – Człowiek ma gatunkową skłonność do stosowania przemocy. Dyskryminowanie innych podtrzymuje w nas poczucie wyższości. Mizoginia działa podobnie, daje mężczyznom poczucie zachowania struktury dominacji. Jeśli tę opresyjność uda się ubrać w kategorie moralne, tym lepiej czuje się jej sprawca – mówi.

Swoje dołożył internet. Zdaniem prof. Bilewicza jest dziś czymś w rodzaju emocjonalnego rynsztoka. Płynie tam wszystko co najgorsze, razem tworząc silny nurt. Każdy z nas czasami tam zagląda.

Od początku

Pytanie, czy aż tak wielu ludzi w Polsce poprze przemoc, rozumiejąc, że to przemoc? Może nie jest z nami aż tak źle? Rozbierzmy wreszcie tę „klauzulę” z moralnego przebrania, z demokratycznych haseł, udawanej troski o prawa jednostki i zobaczmy, jaka jest. Mówmy. Wołajmy o wartość, jaką jest empatia. Wszystkie procesy społeczne zaczynają się od słów.

Na razie zamiast zwrotu jest odwet. Gdy w Rzeszowie w plastikowej reklamówce zdychał karp, w Warszawie w trzech różnych sklepach odmówiono obsługi Magdalenie Ogórek. Podobno wbrew sumieniom sklepikarzy było wzięcie pieniędzy od kogoś, kto pojawia się w publicznej telewizji. Tymczasem na blogach ludzie zastanawiają się, co będzie z państwem, w którym nikt – z powodu sumienia – nie będzie obsługiwał nikogo. Łatwo skupić się na absurdzie, to zawsze jakiś wentyl. Trudniej będzie wrócić do punktu wyjścia – by „klauzula sumienia” była narzędziem chroniącym przed przemocą, a nie nią samą.

Polityka 2.2018 (3143) z dnia 09.01.2018; Społeczeństwo; s. 26
Oryginalny tytuł tekstu: "Klauzula zniewolenia"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Uzależnieni od uzależnionych

Seks, hazard, komputer – z uzależnionym żyje się na krawędzi. Chciałoby się mieć gwarancję, że nałóg partnera nie powróci. Ale gwarancji nie ma i nie będzie.

Izabela O’Sullivan
17.09.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną