Społeczeństwo

Pani Basia, czyli ciocia babcia przyrodniego brata

Dzieci rozwodników: nasze, twoje, moje

Co i rusz wracają głosy o potrzebie nie utrudniania, lecz upraszczania procedury rozwodu, choćby tego bez orzekania o winie. Co i rusz wracają głosy o potrzebie nie utrudniania, lecz upraszczania procedury rozwodu, choćby tego bez orzekania o winie. Igor Morski / Polityka
Rozstania, rozwody, serie związków nieformalnych. Nowe skomplikowane układy rodzinne to wyzwanie dla dzieci, rodziców, dziadków i całego systemu prawnego.
Z obserwacji prawników wynika, że rozstający się rodzice coraz częściej zwracają się po rozstrzygnięcia do sądu, nawet w drobnych sprawach.darknula/PantherMedia Z obserwacji prawników wynika, że rozstający się rodzice coraz częściej zwracają się po rozstrzygnięcia do sądu, nawet w drobnych sprawach.
Rodziny patchworkowe, wielopiętrowe, rekonstruowane, mogą przejmować funkcję tak opłakiwanych dawnych wielopokoleniowych klanów.TatyanaGl/PantherMedia Rodziny patchworkowe, wielopiętrowe, rekonstruowane, mogą przejmować funkcję tak opłakiwanych dawnych wielopokoleniowych klanów.

Artykuł w wersji audio

Klasa czwarta, szkoła podstawowa w niewielkim P. w Łódzkiem. 24 uczniów, w tym jeden wychowywany przez oboje rodziców. Reszta ma w domu różne skomplikowane sytuacje. Rozwody już po albo w trakcie. Rozstania „na próbę”, „na przemyślenie”. W Polsce co roku rozpada się ok. 67 tys. małżeństw, mających ok. 50 tys. dzieci. – A każdy rozwód rodzi szereg pytań na przykład dla szkoły. Czy któryś z rodziców ma ograniczoną władzę rodzicielską? Jeśli tak, to w jakim zakresie? Na przykład ojciec lub matka może tylko w jednym dniu w tygodniu odebrać dziecko, w innym nie można mu go wydać? – opowiada Monika Winek, psycholożka, dawniej także nauczycielka polskiego. – Gdy podobne okoliczności dotyczą większości uczniów, nauczyciel staje przed wyzwaniem, żeby to wszystko opanować.

A to tylko techniczna część tematu. Demograf prof. Piotr Szukalski z Uniwersytetu Łódzkiego zwraca uwagę, że wśród dzieci rozwiedzionych par przybywa tych najmłodszych, 3–6- latków. To już jedna trzecia. Rozchodzący się mężowie i żony w większości mają całkiem młodych rodziców. Dziadków zagrożonych utratą kontaktów z wnukami w wyniku rozwodu ich rodziców, przeżywających rodzinne zawirowania, przybywa rocznie po ok. 150 tys. To wielka społeczna zmiana. Młodsi rozwodnicy to większe szanse na nowy związek, może niejeden, i na więcej rodzeństwa. A uwzględnić należałoby jeszcze skutki rozpadu związków nieformalnych; w 2016 r., rekordowo, jedna czwarta dzieci – 95,6 tys. – urodziło się parom, które nie miały ze sobą ślubu. Są miejsca w Polsce, np. w Zachodniopomorskiem, gdzie dzieci pozamałżeńskich jest już większość. Takie związki też się rozpadają. Pozostaje problem, jak to wszystko ułożyć po nowemu?

Z obserwacji prawników wynika, że rozstający się rodzice coraz częściej zwracają się po rozstrzygnięcia do sądu, nawet w drobnych sprawach. – Dziś sędziowie częściej niż jeszcze kilka lat temu pozostawiają władzę rodzicielską i ojcu, i matce – tłumaczy mec. Magdalena Czernicka-Baszuk, specjalistka od prawa rodzinnego. – Starają się też bardziej dbać, aby dziecko miało częstszy kontakt z rodzicem, z którym nie mieszka. Coraz częściej oboje rodzice angażują się w podejmowanie decyzji takich jak wybór szkoły czy zajęć dodatkowych. Samo w sobie służy to dobru dzieci, ale też sprawia, że wiele sytuacji, które jeszcze kilkanaście lat temu zamknęłaby decyzja matki – lub ojca – pozostaje otwartych. Trzeba negocjować. A rodzice nie chcą.

Szkoła życia

Ich konflikt najmocniej przenosi się na organizację życia szkoły. Nauczyciele zwykle starają się nie zaogniać. Jeśli pod jakimś dokumentem jest wymagany podpis obojga rodziców, zgadzają się poprzestać na sygnaturze jednego, nawet jeśli oboje mają pełnię władzy rodzicielskiej. Ale nierzadko wówczas drugi ostro protestuje. Dla zasady.

Typowym polem sporów jest dieta. Pani Z. chce, by jej 4-letnia córka była karmiona wegetariańsko. Przedszkole prywatne to umożliwia. Ale pan Z. z wolą żony absolutnie się nie zgadza. W przedszkolnej kuchni w sprawie żywienia dziewczynki zapanował pat, aż sama 4-latka zaczęła odmawiać jedzenia czegokolwiek. Temat dyżurny to uczestnictwo w religii. Matka chce, żeby syn chodził, ojciec absolutnie nie wyraża zgody.

– W podobnych sytuacjach zapraszam rodziców do gabinetu. Kiedy nie ma porozumienia, zapowiadam, że sprawę będzie musiał rozstrzygnąć sąd – opowiada dyrektorka podstawówki w dużym mieście. Czasem działa to studząco, czasem nie. Bywają rodzice, dla których im więcej pretekstów do kolejnego starcia w sądzie, tym lepiej. Wiecznym powodem kłopotów są też wycieczki, zwłaszcza za granicę. Wniosek o paszport musi być podpisany przez oboje rodziców. Szkoła dzwoni do ojca. Ten odmawia podpisania wniosku. Mówi: matka ma gacha w Brukseli. Wyjadą. Już nie zobaczy dzieci. – Do wniosku o dowód tymczasowy wystarczy jeden podpis. W ten sposób czasem obchodzi się potrzebę wyrobienia dokumentów do klasowego wyjazdu w strefie Schengen. Ale to też często wikłanie dziecka w dwuznaczne sytuacje. Ma coś w urzędzie mówić, czegoś nie powiedzieć, coś zmyślać – zauważa Monika Winek.

Jolanta Kapica, nauczycielka i wicedyrektorka w Szkole Podstawowej w Porajowie na Dolnym Śląsku, przyznaje, że o sytuacji rodzinnej uczniów w czasie lekcji raczej się nie rozmawia. W prowadzonej przez nią 17-osobowej klasie co najmniej siedmiu uczniów jest z rodzin niepełnych lub nieformalnych. Ale może więcej? Dzieci sprawnie omijają te tematy, zwłaszcza jeśli są uwikłane w konflikt rodzicielski. Bardzo często – są. Zwłaszcza w takich wypadkach czasem potrzebna jest diagnoza.

Jeszcze raz z życia szkoły: uczeń sprawia wychowawcze kłopoty, rozbija lekcje, bywa agresywny. Matka przynosi orzeczenie z poradni, że dziecko ma zespół Aspergera i potrzebuje specjalistycznego wsparcia, a ojciec przynosi diagnozę „swojego” psychologa, że syn jest zdrowy. – Tę sprawę rozstrzygał sąd. Ostatecznie dziecko trafiło na terapię, matka z nim pracuje, ale mały wciąż jest rozdarty między rodzicami, nie ma równowagi psychicznej – opowiada Jolanta Kapica. Ma wrażenie, że ojciec nie chciał diagnozy, w myśl podejścia: „Ja jestem normalny, nie będziecie mi z dziecka wariata robić”.

Decyzje o leczeniu dzieci rodzice są zobowiązani podjąć wspólnie. Jeśli nie mogą się porozumieć – pozostaje sąd. Mec. Magdalena Czernicka-Baszuk ocenia, że taki brak zgody – na badanie, leczenie, aparat ortodontyczny, rehabilitację – niemal zawsze ma drugie dno: czasem obawę przed stygmatyzacją, ale częściej chęć zrobienia na złość.

Ale często chodzi też o lęk, że diagnoza poskutkuje wzrostem kosztów utrzymania dziecka, co uzasadnia podwyższenie alimentów. Podobnych spraw przybywa. – 12-latka ma skróconą nogę. Jej matka przedstawia opinie ortopedyczne, że ze względu na fazę wzrostu kości jest najlepszy moment, by przeprowadzić operację wydłużenia. Ojciec nie wyraża zgody. Argumentuje, że kiedy córka skończy 18 lat, sama podejmie decyzję w sprawie swojego zdrowia – opowiada prawniczka.

Większą skłonność matek do przechyłu w stronę nadopiekuńczości i ojców w kierunku zaniedbania potwierdzają specjaliści różnych obszarów. Prof. Andrzej Radzikowski, pediatra z wieloletnim stażem, ocenia, że w pracy lekarzy powraca to codziennie. – Matki łatwiej jest przekonać niż ojców, zwłaszcza tych po rozwodach, że warto wykonać dzieciom szczepienia nie tylko obowiązkowe, ale i zalecane. I nie chodzi o żadne przekonania ideologiczne, tylko o fakt, że za szczepienia zalecane po prostu trzeba płacić.

Licz na siebie

Pieniądze zawsze są problemem po rozwodach. Czy chodzi o opłaty za wycieczki i różnorakie warsztaty, czy szkolne sesje zdjęciowe, nierzadko nauczycielka nie wie, co jest regulowane alimentami, co nie jest, i biega od ojca do matki po składkę. Zdarza się i tak, że biega na prośbę matki. Były mąż prędzej posłucha nauczycielki niż jej. Przed kimś obcym będzie mu wstyd.

Jest kontekst rozwodów, który nie zmienia się co do zasady: milion dzieci w Polsce nie otrzymuje zasądzonych alimentów. – Ich uporczywe niepłacenie jest przestępstwem. Łatwiej je ścigać dzięki niedawnej nowelizacji przepisów, według której już trzymiesięczna zaległość w świadczeniach wystarcza, by doszło do wyczerpania znamion przestępstwa. Ale niepłacących rodziców jest, według biur informacji gospodarczej, wciąż kilkaset tysięcy, 96 proc. to ojcowie – wylicza dr Sylwia Spurek, zastępczyni rzecznika praw obywatelskich. Egzekucja komornicza przynosi skutek jedynie w niespełna 20 proc. spraw. Jeśli jest bezskuteczna, pojawia się możliwość skorzystania z Funduszu Alimentacyjnego – ale tylko dla dzieci w rodzinach, których dochód na osobę nie przekracza 725 zł. – Takie kryterium dochodowe określono w 2007 r. i od tamtej pory nie było ono waloryzowane, mimo że minimalne wynagrodzenie wzrosło ponaddwukrotnie – podkreśla dr Spurek. – Obecnie wynosi ok. 1530 zł netto. Co oznacza, że rodzic wychowujący jedno dziecko i zarabiający minimalne wynagrodzenie kryterium dochodowego nie spełnia. W efekcie Fundusz pomaga ok. 300 tys. dzieci.

Rozwiązaniem bywa wystąpienie o alimenty od dziadków. Takich spraw w kancelariach przybywa, wolniej w Warszawie, szybciej w mniejszych miejscowościach. Kwoty, na które można liczyć, nie są duże. – Dziadkowie są zobowiązani do alimentacji na poziomie wydobycia wnuka ze stanu niedostatku. Nie ma sztywnych progów dochodowych. Wystarczy udowodnić, że dochody rodzica sprawującego pieczę po odjęciu jej niezbędnych kosztów utrzymania nie wystarczają na zaspokajanie podstawowych potrzeb dziecka – wyjaśnia adwokat z małego miasta na Mazowszu. W praktyce przyjmuje się, że za 600–900 zł na osobę da się zaspokoić podstawowe potrzeby. Od dziadków można uzyskać tylko kwoty brakujące do tego poziomu, rzędu 100–200 zł.? W co piątej, co dziesiątej sprawie sąd uwzględnia takie roszczenia.

Z kolei żądanie alimentów od dziadków nieraz w następstwie uruchamia wnioski dziadków o kontakty z wnukami. Choć nie tylko taka jest tu kolej zdarzeń. Do adwokata z Mazowsza zgłasza się 60–80 osób rocznie po porady w sprawie kontaktów z dziećmi swoich rozwiedzionych dzieci. To sporo. A od 2009 r. kontaktu mogą się domagać także dalsi krewni. Pytani prawnicy mają w kancelariach po kilka takich spraw – ciotek, ale też ojczymów albo starszego rodzeństwa, rozdzielonego z bratem czy siostrą w wyniku rozstania rodziców. Takie roszczenia sąd często uwzględnia, choć zwykle w wymiarze symbolicznym – pół weekendu w miesiącu, wyjście na spacer, kawałek świąt.

Zakaz rozwodów

Dzieci, zwłaszcza te słabo pamiętające dziadków, nie zawsze chcą do nich jeździć. A dziadkowie nie zawsze wiedzą, co z małym, małą robić. Gdy pani L. w drugim małżeństwie urodził się syn, dziadkowie starszej córki na święta i Dzień Dziecka zjeżdżali z bagażnikiem wypełnionym kolorowymi torbami – jak wcześniej – tylko dla własnej wnuczki. L. w końcu delikatnie zauważyła: „Wiecie, Maja ma teraz brata”. I wahadło przechyliło się w drugą stronę. W pokoju dziecięcym syna i córki L. obecnie tygodniami stoją kartony z nieotwartymi grami, ledwie przejrzanymi książkami darowanymi przez trzy pary dziadków, którzy weszli w licytację na szczodrość. Na półkach nie ma już miejsc.

– Organizacja i logistyka związana z obchodami jakichkolwiek uroczystości w nowych warunkach, przy dzieciach z kilku związków, staje się jeszcze bardziej złożona – przyznaje prof. Aldona Żurek, socjolog rodziny z UAM. – Bo gdy jest Dzień Babci i Dziadka – kogo zapraszać? Każdego oddzielnie? Dzieciom mówić, że kto przychodzi? Babcia Basia, pani Basia, ciocia Basia? Była babcia? Babcia przyrodniego brata? To tylko pozornie drobne zamieszanie, bo skutkuje galimatiasem związanym ze znaczeniem ról rodzinnych i wzajemnych zobowiązań na przyszłość.

Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej zorganizowało jesienią Narodową Debatę o Rodzinie. Głównym wnioskiem było, że rozwody są polską plagą, a wśród postulatów, jak z nią walczyć, wymieniono nowelizację Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego tak, by wstępujący w związek małżeński mogli złożyć oświadczenie wyłączające rozwód. Orzeczenie rozwodu byłoby wówczas niedopuszczalne, bez względu na okoliczności.

Badacze rodziny podkreślają, że żadne bardziej czy mniej absurdalne pomysły władz nie zawrócą procesów społecznych – „tradycyjna rodzina” straciła swoje stare funkcje. Jednocześnie, jak zwraca uwagę Tomasz Szlendak w „Socjologii rodziny”, więź między członkami alternatywnych modeli rodzinnych niekiedy jest silniejsza od więzi spajającej tradycyjne rodziny, zwłaszcza w sytuacjach kryzysów (ponieważ większy bywa zasięg sieci społecznej, co pozwala znajdować rozwiązania najtrudniejszych problemów).

Rodziny patchworkowe, wielopiętrowe, rekonstruowane, mogą przejmować funkcję tak opłakiwanych dawnych wielopokoleniowych klanów. Ewolucja rodzinnych modeli nie musi destabilizować całego systemu społecznego, oświaty, leczenia, spędzania wolnego czasu. Ale system musi na tę ewolucję odpowiadać, jakoś się do niej przystosowywać. Pozwalać być razem na nowe sposoby, możliwie ograniczając koszty – głównie konflikty towarzyszące rozwodom.

Mec. Czernicka-Baszuk przyznaje, że zachęca klientów do zawierania ugód. – Jeśli adwokat czy radca obawia się finansowych strat z uwagi na fakt, że nie zarobi na procesie, nie jest ani osobą etyczną, ani dobrze kalkulującą. Zadowolony klient przyprowadza kolejnych. W naszej pracy chodzi przecież o rozwiązanie sprawy. W Stanach Zjednoczonych rozwody załatwia się przy stole.

Co i rusz wracają też głosy o potrzebie nie utrudniania, lecz upraszczania procedury rozwodu, choćby tego bez orzekania o winie. By nie narażać dorosłych ludzi na konieczność opowiadania o intymności obcym osobom, co upokarza i rani i tak często na wejściu poturbowanych emocjonalnie rozstających się małżonków.

Zespół Ekspertów ds. Alimentów, który od dwóch lat pracuje przy rzeczniku praw obywatelskich i rzeczniku praw dziecka, zarekomendował rządowi wprowadzenie m.in. tabel alimentacyjnych, określających wysokość świadczeń dla dzieci w określonym wieku i miejscu zamieszkania, co miałoby zagwarantować ochronę ich interesów i ograniczyć spory w tej dziedzinie.

Rodziny wszystkich typów

Tomasz Szlendak opisuje prace badaczek z Ohio – Sharon K. Houseknecht i Jayi Sastry – które w 1996 r. postanowiły sprawdzić, w jaki sposób odchodzenie od tradycyjnych struktur rodzinnych przekłada się na dobro dzieci – ich wychowanie, dorastanie, dostosowywanie się do norm społecznych. Porównały „kryzys rodziny” i „dobrostan dzieci” w Stanach Zjednoczonych, Szwecji (uznawanej za kraj, w którym upadek klasycznej rodziny postąpił najdalej), Niemczech i Włoszech (gdzie dominuje rodzinny tradycjonalizm). Wymyśliły po kilka wskaźników do oceny poziomu kryzysu i dobrostanu dzieci – m.in. liczbę rozwodów, urodzeń pozamałżeńskich i ogólny poziom dzietności oraz wyniki testów czytania, liczbę dzieci żyjących w ubóstwie, liczbę zabójstw noworodków przez rodziców i samobójstw nastolatków.

Okazało się, że „kryzys rodziny” nie ma bezpośredniego związku z problemami młodych. Chociaż dekompozycja rodziny w USA jest mniejsza niż w Szwecji, to właśnie w USA sytuacja dzieci była najgorsza – najwięcej żyło w ubóstwie, najwięcej niemowląt ginęło w wyniku przemocy rodziców, nastolatki najczęściej popełniały samobójstwa. W „antyrodzinnej” Szwecji dzieci miały się bardzo dobrze, a w tradycyjnych Włoszech – najlepiej, ale jednocześnie było ich najmniej.

Stwierdzone różnice badaczki wyjaśniają odmiennymi systemami społeczno-ekonomicznymi. W socjaldemokratycznej Szwecji polityka jest najbardziej egalitarystyczna, a rodziny dostają solidne państwowe wsparcie, bez względu na to, jaka jest ich konstrukcja. W liberalnych Stanach Zjednoczonych państwo umywa ręce od pomocy rodzinie i zostawia wszystko siłom rynku. Dlatego samotne matki w Szwecji lepiej radzą sobie z wychowaniem i opieką niż samotne matki w USA.

Jak parafrazuje Szlendak, dzieci mają się najlepiej tam, gdzie wartości rodzinne są najsilniejsze, a państwo najmniej konserwatywne. Wsparcie – finansowe i instytucjonalne – to nie najgorsze remedium na kłopoty z dziećmi. O ile mogą na nie liczyć wszystkie rodziny z dziećmi. Różnych typów, na różnych etapach.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Ludzie i style

Tabletka na HIV przyczyni się do ograniczenia nowych zakażeń?

Osobom prowadzącym ryzykowne życie seksualne marzenie o szczepionce na AIDS zastąpiła praktyka regularnego przyjmowania tabletki.

Paweł Walewski
25.06.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną