Społeczeństwo

Kolorowe zarazy i purpurowe napomnienia

Abp Marek Jędraszewski Abp Marek Jędraszewski Forum
Lec napisał kiedyś: „Prawda zwycięża. Cóż tak bez oręża?”. Wszystko wskazuje na to, że tzw. dobra zmiana już kuje broń dla zwycięstwa prawdy, przy której stoi. Oczywiście tej najprawdziwszej i ziejącej tolerancją.

„Czerwona zaraza już po naszej ziemi, całe szczęście, nie chodzi, co wcale nie znaczy, że nie ma nowej, która chce opanować nasze dusze, serca i umysły. Nie marksistowska, bolszewicka, ale zrodzona z tego samego ducha, neomarksistowska. Nie czerwona, ale tęczowa”. Te słowa p. Jędraszewskiego, metropolity krakowskiego, należą do najczęściej komentowanych w Polsce w ostatnim czasie. Ich autor nie widzi nic nagannego w tym, co powiedział, i tłumaczy: „Mówiłem w homilii o ideologii LGBT, a nie o ludziach. Kościół nie potępia ludzi – Kościół potępia zło. Nie wzywałem w homilii ani do walki, ani do nienawiści”.

Parę dni później dodał: „Stoi przed nami kolejne niebezpieczeństwo. Nie tyle militarne, ale odnoszące się do ideologii, która chce zawładnąć naszymi sumieniami, naszymi sercami i umysłami, która jest wymierzona najpierw w Boga, bo jest to ideologia ateistyczna. (…) Jest to ideologia, która kwestionuje najbardziej podstawową prawdę o człowieku, stworzonym na Boże podobieństwo, jako kobieta i mężczyzna. To się kwestionuje i uważa się, że to od naszego wyboru zależy, czy będziemy kobietą, czy mężczyzną, że wszystko jest sprawą naszej decyzji czy kultury. (…) Jeśli kwestionuje się Boga i dalej kwestionuje się człowieka na obraz i podobieństwo Boże, to oczywiście nie ma żadnej nadziei dla człowieka na przyszłość, poza tym, że się kiedyś w proch obróci”.

Traktuję ostatni cytat jako dopełnienie pierwszego. Tedy słowa p. Jędraszewskiego tłumaczące sens jego pierwszego wystąpienia winny być traktowane jako klucz interpretacyjny w sprawie obu ideologii: ateistycznej i tęczowej.

Joanna Podgórska: Abp Jędraszewski nie rozumie, że słowa nie są bezkarne

Czym właściwie jest „ideologia”

Słowo „ideologia” jest jednym z najbardziej wieloznacznych w słowniku opisującym ludzkie poglądy. Oto jedno z określeń: „Ideologia to system stwierdzeń o świecie, ocen i postulatów związanych z praktyką społeczną i polityczną”. Na ogół przez ideologie rozumie się wielkie projekty społeczno-polityczne, takie jak komunizm, socjalizm, liberalizm, nacjonalizm itp. Często powiada się, że ideologiami są też systemy religijne czy filozoficzne.

Z drugiej strony granica nieostrości terminu jest tak duża, że stosuje się go do takich zjawisk jak program ruchu emancypacyjnego kobiet lub walka o zniesienie niewolnictwa w USA. Ideologie są różnie oceniane, np. w Polsce raczej negatywnie – z uwagi na to, że praktyka społeczna w PRL była bardzo zideologizowana (obecnie mamy powrót do tego stanu rzeczy, ale to kwestia odrębna, którą zresztą często poruszam w swoich felietonach). Rozmaite okoliczności związane z posługiwaniem się słowem „ideologia” sugerują, aby nim zbytnio nie szafować, a przede wszystkim starannie odróżniać jego sens opisowy, oceniający i normatywny.

Fakty są takie. Istnieje ruch zwany skrótowo LGBT, powstały w II połowie XX w. Opiera się na stwierdzeniach faktycznych, ocenach i postulatach, np. twierdzi, że homoseksualizm jest zjawiskiem naturalnym, a nie chorobą, a skoro tak, to nie ma powodu, aby go negatywnie oceniać. Z tym wiążą się określone postulaty, np. dotyczące małżeństw homoseksualnych, adopcji dzieci przez pary nieheteroseksualne czy bardziej prozaiczne, w rodzaju prawa do informacji o zdrowiu partnera.

W 2008 r. Zgromadzenie Ogólne ONZ przyjęło rezolucję wzywającą państwa członkowskie do uznania i gwarancji swobodnego rozwoju dla społeczności LGBT – Polska jest sygnatariuszem tego dokumentu. To oczywiste, że ruch LGBT wywołuje rozmaite reakcje, także bardzo negatywne, podobnie było z abolicjonizmem na rzecz Murzynów w USA czy ruchem sufrażystek. W filmie „Korzenie” właściciel niewolników pyta jednego z nich: „Tobiasz, czy ty masz duszę?”, na co pada odpowiedź: „Panie, gdzieżby Murzyn miał duszę”, a jednym z haseł wyszydzających sufrażystki były pytania, czy postulat równości kobiet i mężczyzn ma prowadzić do obowiązku uczenia się tych drugich, jak karmić piersią, lub obligatoryjnych toalet damsko-męskich.

Nie należy jednak trywializować. To, czy pary homoseksualne mogą adoptować i wychowywać dzieci, jest kwestią poważną, ale odpowiedź należy do psychologów, socjologów i lekarzy, a nie do p. Jędraszewskiego, p. Oko czy p. Terlikowskiego, by wymienić trzech czołowych krytyków postulatów ruchu LGBT.

Czytaj także: Proboszcz z Pcimia patrzy na koguta i widzi LGBT. Smutne

Abp Jędraszewski się myli

Jeśli ktoś chce traktować tezy leżące u podstaw ruchu jako ideologię, ma do tego prawo. Nie ma jednak najmniejszych wątpliwości, że p. Jędraszewski, niby opierając się na faktach, przemyca negatywne treści związane ze słowem „ideologia”. Temu służy użycie słowa „zaraza” oraz komparatystyka czerwonego i tęczowego.

Wedle słownika synonimami dla „zaraza” są „epidemia”, „mór” i „plaga”. Pierwsze jest w zasadzie opisowe, ale dwa następne mają wyraźny dodatek wartościujący, jako że sugerują coś bardzo złego. Pan Jędraszewski kombinuje (w swym wyjaśnieniu), że nie chodzi mu o ludzi, ale o ideologię. Marna to strategia, bo poglądy nie hasają sobie swobodnie po tym łez padole, ale są przez kogoś głoszone. Tedy potępienie ideologii jest także kondemnacją tych, którzy je głoszą.

Przy okazji podwawelski hierarcha czyni parę błędów. Po pierwsze, nie jest prawdą, że Kościół nie potępia ludzi, ale tylko zło. Pomijając dawniejsze i dość liczne przypadki torturowania i zabijania „złych” heretyków i krytyków religii, wystarczy przytoczyć stosunek do żyjących w związkach niesakramentalnych czy kobiet, które dokonały aborcji. Skazywanie ich na wieczne potępienie (zakładam, ze p. Jędraszewski w to wierzy) przez odmawianie ostatniego sakramentu jest dobitnym przykładem potępiania człowieka, nie tylko zła.

Po drugie, p. Jędraszewski nie bardzo zna historię filozofii (dziwne, bo ma stosowne wykształcenie, stopnie i tytuły naukowe), skoro twierdzi, że ruch LGBT powstał z ducha neomarksizmu (pomijam już, że neomarksizm jest czymś różnym od bolszewizmu i marksizmu). Oczywiście zdarza się, że ten i ów neomarksista podziela postulaty LGBT czy feminizmu, ale to nie znaczy, że stanowią one owoc naomarkszimu.

Przygotowując ten felieton, przeczytałem parę tekstów na temat związku między neomarksizmem a LGBT i nie znalazłem nic poza komunałami, że skoro np. Fromm interesował się seksuologią, to widocznie popierał LGBT.

Po trzecie, p. Jędraszewski myli się w sprawie ateizmu. Pomijam już to, że ateizm jest nie tyle ideologią, ile stanowiskiem w sprawie istnienia Boga. Jestem ateistą i wcale nie kwestionuję podziału na płcie, co więcej, bardzo mi ta dystynkcja odpowiada. W szczególności uważam, że to, iż jestem mężczyzną, a moja żona kobietą, wypływa z przyczyn naturalnych, a nie z naszych decyzji. Te trzy spostrzeżenia pozwalają na konkluzję, że p. Jędraszewski prawi rzeczy niezbyt mądre. Podobnie jak p. Zieliński, ksiądz i redaktor tygodnika „Idziemy”, który twierdzi, że udział osób heteroseksualnych w marszach równości dowodzi, że istnieje ideologia LGBT.

Piotr Pytlakowski: W Polsce narasta atmosfera przedpogromowa

„Szeroki” zakres wolności słowa w Kościele

Wypowiedzi metropolity krakowskiego spotkały się z rozmaitymi reakcjami, pozytywnymi i negatywnymi (włącznie z karygodnym występem w poznańskim klubie Punto Punto). Nic dziwnego, że niektórzy hierarchowie (także zagraniczni) wyrazili solidarność z p. Jędraszewskim, gdyż solidarność zawodowa jest zasadą w tym gronie.

Pojawiły się jednak dość osobliwe porównania, mianowicie p. Dziwisz, kardynał i specjalista od relikwioznawstwa, oraz p. Depo, arcybiskup częstochowski i znany medioznawca (szefuje Radzie ds. Środków Masowego Przekazu), porównali p. Jędraszewskiego do Jezusa (pierwszy nie był słuchany podobnie jak drugi). Paru zwykłych księży skrytykowało opowieść o tęczowej zarazie – o. Gużyński uznał, że jej autor zasługuje na dymisję. Tego było jednak za wiele i p. Budzik, arcybiskup lubelski, suspendował niesfornego dominikanina na trzy tygodnie.

Fakt ten ilustruje „szeroki” zakres wolności słowa w Kościele katolickim, jak wiadomo, potępiającym ideologie, a nie ludzi.

Czytaj także: „Religia staje się uzasadnieniem aktów agresji”. Nauczyciele piszą do prymasa

Zwolennicy „dobrej zmiany” dziękują hierarsze

W obozie tzw. dobrej zmiany też odpowiednio wyceniono p. Jędraszewskiego. Pan Duda (prezydent) tak rzecz ujął: „Nie ma żadnych wątpliwości, że arcybiskup ma ogromny szacunek do człowieka. Zresztą chyba nikt w to nie wątpi”. I dodał: „Rzeczywiście ze swojego punktu widzenia – filozofa – opowiedział się w tym ideologicznym sporze w sposób zdecydowany”. Wszelako p. Duda przeoczył, że punkt widzenia p. Jędraszewskiego nie jest punktem widzenia filozofa jako takiego, ale stanowiskiem przeliterowanym przez szczególną doktrynę, bynajmniej nie uniwersalną. W sprawie szacunku dla człowieka żywionego przez arcybiskupa krakowskiego mam zgoła inne zdanie niż prezydent RP, co już wyżej zaznaczyłem.

Pan Duda (Piotr) wystosował adres do p. Jędraszewskiego dziękujący „w imieniu własnym, ale też myślę większości członków Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego Solidarność za odważne i prawdziwe słowa oceniające szerzącą się w naszym kraju ideologię LGBT+. (…) To było niezwykle ważne i potrzebne świadectwo. (…) Spotkało za to jego ekscelencję mnóstwo ataków nienawiści, oszczerstw i gróźb. Szczególnie poraża poziom manipulacji i nadinterpretacji niektórych liberalnych mediów. Jednak w tej ważnej i trudnej próbie może ksiądz arcybiskup liczyć na nasze wsparcie i pomoc. Tak jak NSZZ Solidarność zawsze może liczyć na wsparcie jego ekscelencji w swoich działaniach, np. w przypadku ustawy o ograniczeniu handlu w niedzielę. (…) Wściekły atak aktywistów LGBT+ dowodzi, jak trafnych słów ksiądz arcybiskup użył. (…) Jak precyzyjnie nazywając tę ideologię neomarksizmem, obnażył jego mechanizm, sposób myślenia i działania. Jeszcze raz serdecznie za to dziękuję”.

Cóż, p. Duda, niezbyt douczony poplecznik tzw. dobrej zmiany, miesza LGBT i LGBT+, a także plecie bzdury o neomarksizmie. Równocześnie dość wydatnie ujawnia, co obecnie znaczy zwrot „Niezależny Samorządny Związek Zawodowy”, a jako bonus otrzymujemy wyjaśnienie genezy dość absurdalnego zakazu handlu w niedziele i niektóre święta, oczywiście katolickie.

Z kolei p. Sasin grzmi: „My nie odmawiamy nikomu, aby żył według własnych przekonań, ale odmawiamy, aby narzucać ideologię osobom, które sobie tego nie życzą. Czyli ogromnej większości społeczeństwa”. Wszelako ideologia LGBT, nawet jeśli taka istnieje, nikomu, zwłaszcza p. Sasinowi, niczego nie narzuca. Środowisko to domaga się, aby jego członkowie mogli żyć wedle własnych przekonań. Na razie jest tak, np. w Polsce, że to raczej p. Sasin i jemu podobni narzucają ludziom, jak mają żyć. Jak przystało na system z kierowniczą rolą partii rzecz podsumował Zwykły Poseł – podziękował p. Jędraszewskiemu za obronę rodziny i głos świadczący o tym, że Polska musi być wyspą wolności.

Czytaj także: Abp Jędraszewski non grata na Śląsku

Niezłomni obrońcy prawdy i wiary

Do boju ruszyli także wspomagający tzw. dobrą zmianę swoim piórem, np. p. Bukowski, doktor filozofii i pracownik, aby było śmieszniej, Zakładu Filozofii Człowieka na Uniwersytecie Ekonomicznym w Krakowie. Ten przezacny myśliciel stwierdził: „Ksiądz profesor arcybiskup Marek Jędraszewski nie powiedział (…) w homilii (…) niczego, co byłoby niezgodne z Magisterium Kościoła rzymskokatolickiego. (…) Znakomicie filozoficznie i teologicznie wykształcony abp Jędraszewski nie unika tematów, które w odbiorze społecznym mogą być trudne bądź kontrowersyjne, ale rozważane z punktu widzenia Pisma Świętego są oczywiste. Jest odważnym hierarchą, który doskonale wyczuwa ducha czasu, w jakim przyszło mu pełnić posługę. Dostrzegając (…) ideologie sprzeczne z nauką Chrystusa (często o marksistowskich korzeniach), mówi o tym, wprost nikogo jednak nie wskazując palcem ani nie obrażając, bo przecież każdy człowiek, nawet najbardziej grzeszny, jest godny szacunku i trzeba mu pomóc w uwolnieniu się od złych skłonności. Jeżeli Kościół zrezygnowałby z bezkompromisowego głoszenia słowa Bożego, aby przypodobać się dominującej aktualnie takiej czy innej większości i zacząłby realizować zasady politycznego słuszniactwa (political correctness), przestałby być sobą. Abp Jędraszewski po raz kolejny dał dowód, że jest niezłomnym obrońcą wiary”.

To, co napisałem wcześniej, wystarcza dla dokumentacji, że głęboka wiara p. Bukowskiego czyni cuda w pozbawianiu go krytycznego zmysłu, ale nie przydaje wiedzy filozoficznej.

Pozwolę sobie na dodanie kilku fragmentów z bloga rzeczonego filozofa (tam występującego jako Sowiniec). Oto jeden z internautów zadaje retoryczne pytanie: „Czym obecna europejska rewolucja socjalistyczna (jak stoi w oficjalnych dokumentach EU) różni się od leninowskiej rewolucji socjalistycznej w Rosji i hitlerowskiej rewolucji socjalistycznej w Niemczech?”. Pan Sowiniec uczenie odpowiada: „W samo sedno”. Pojawił się również dobrze znany wątek: „Żydowską ręką zmajstrowana ta »religia miłości« i żydowską ręką robiona ta »zbrodnicza ideologia LGBT« ... dla każdego coś miłego”. Odpowiedź p. Sowińca: „Wszędzie Żydzi?”. Niezrażony internauta kontynuuje: „Za ciężki pieniądz sprzedali Żydki to Słowo Boże i perfekcyjnie okręcili nim gojów”. Pan Sowiniec korzysta z pozdrowienia: „Shalom!”.

Cóż, p. Bukowski jest niezłomnym obrońcą wiary i prawdy, podobnie jak jego purpurowy mentor.

Swoje trzy grosze dołożył p. Broda, fizyk jądrowy i profesor, znany z wcześniejszych apeli o zakaz marszów równości w rodzaju: „miłośnicy i propagatorzy wszelkich seksualnych zboczeń organizują tzw. parady równości LGBT i nie wystarcza im praktykowana w Polsce od wieków tolerancja, ale domagają się akceptacji takich wynaturzeń. Ograniczone grona tych samych osób robią najazdy na kolejne miasta, demonstrują swoje wyuzdanie, odsłaniają własne kołdry i w najbardziej prymitywnych gestach prowokują normalnych ludzi do reakcji. Skoro jest ich garstka, mogą liczyć na to, że wśród olbrzymiej większości normalnych ludzi znajdą się osoby, którym puszczą nerwy. (…) Dlaczego powtarzane już wielokrotnie, kosztowne fanaberie garstki ludzi mają być bez końca tolerowane i opłacane przez podatników?”.

A teraz fizyk jądrowy dodaje: „Arcybiskup M. Jędraszewski stoi przy prawdzie, dlatego ma moc ewangelizacyjną, która potrzebna jest, by nas prowadzić w stronę Dobra. Hałas, a właściwie jazgot, który wywołały jego słowa, potwierdza ważność tej prawdy. Pojawiło się wiele tak dosadnych obelg pod jego adresem, że ich autorzy powinni być solidnie ukarani i przywołani do porządku”.

Adam Szostkiewicz: Kościół w czasach zarazy

Polsce potrzeba zwykłej wolności

Lec napisał kiedyś: „Prawda zwycięża. Cóż tak bez oręża?”. Wszystko wskazuje na to, że tzw. dobra zmiana już kuje broń dla zwycięstwa prawdy, przy której stoi. Oczywiście tej najprawdziwszej i ziejącej tolerancją, bo innej przecież nie ma.

Niezdecydowany wyborco – czy chcesz zostać solidnie ukarany i przywołany do porządku, gdy zdarzy ci się rzec coś „fałszywego” w rozumieniu tzw. dobrej zmiany? Zważ, iż „Dżuma” Camusa może być obecnie traktowana jako ostrzeżenie przed zarazą, ale nie tą, o której bajdurzy p. Jędraszewski, ale zmierzającą w kierunku zgoła innego koloru, na pewno nie czerwonego czy tęczowego. Wbrew temu, co powiedział Zwykły Poseł przy okazji chwalenia metropolity krakowskiego, głosowanie na PiS kieruje kraj w stronę „prawdziwej” wolności. A nam potrzebna jest zwykła.

Czytaj także: Preludia „prawdziwej” demokracji: Air Kuchciński, Karczewski Bicycle Riding itd.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Świat

NIEMCY: Berlin ciągnie do Moskwy

Osiem dekad po pakcie Ribbentrop-Mołotow w Niemczech rośnie presja na kolejną odwilż w relacjach z Rosją. Działania polskiego rządu raczej nie studzą tego zapału.

Adam Krzemiński
02.09.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną