Społeczeństwo

Już nas, profesorów, Gowin wolności nauczy

Rozpoczęcie roku akademickiego na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie Rozpoczęcie roku akademickiego na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie Jakub Porzycki / Agencja Gazeta
Jarosław Gowin chce wprowadzenia do „Konstytucji dla Nauki” klauzuli o wolności głoszenia poglądów. Akcja ministra jest szyta nićmi grubymi jak sznur u habitu.

Blady strach padł na polskie uczelnie. Władza świecka w postaci wicepremiera i ministra nauki Jarosława Gowina, wzmocniona poparciem społeczeństwa obywatelskiego w postaci Ordo Iuris, zapowiedziała nowelizację „Konstytucji dla Nauki”, czyli ustawy o szkolnictwie wyższym, polegającą na wprowadzeniu kar dla rektorów niepilnujących dostatecznie wolności badań i słowa na swoich uczelniach.

Wolność, czyli katolicyzm

Na razie znane są tylko założenia projektu, prezentowane równolegle (i zapewne w porozumieniu) przez oba podmioty: ministerstwo i stowarzyszenie. Ten drugi nakłada obowiązek troski o wolność, demokrację, wartości ustrojowe oraz – tak jakby przy okazji – „wychowania studentów w poczuciu odpowiedzialności za państwo polskie, tradycję narodową”. Nas nie nabiorą. Troska o wolność i wychowanie w tradycjach narodowych znaczyć może tylko jedno: katolicyzm stanie się prawem chronioną ideologią polskiego uniwersytetu, której nie będzie można się przeciwstawić (gdyż byłoby to zamachem na wolność akademicką).

Rektor UW ani rektor UJ nie śmią sprzeciwić się żądaniu Ordo Iuris bądź innej organizacji kościelnej, gdy zechce zorganizować w murach szacownej uczelni imprezę, podczas której zrówna się antykoncepcję z aborcją, aborcję z morderstwem, homoseksualizm z pedofilią, a pedofilię księży poda za wymysł lobby aborcyjnego. Kto by śmiał stanąć na przeszkodzie takim ekscesom, tego dosięgłaby zaraz pałka „naczelnego obrońcy wolności” w osobie rektora i stosownej uczelnianej komisji. A jeśliby tego było za mało, to w Warszawie na opornych czekać będą niezmotoryzowane odwody milicji wolnościowej, czy jak tam ma się nazywać dziewięcioosobowa speckomisja przy Radzie Głównej Nauki i Szkolnictwa Wyższego, którą ustawa powoła jako organ uprzejmie doradzający rektorom, co mają czynić w wypadku takiego czy innego konfliktu.

W wysokiej tej komisji, niezależnej, a jakże, zasiadać będą przedstawiciele nie tylko ministra (a tych będzie czworo), lecz również Rady Głównej, Parlamentu Studentów RP i Krajowej Rady Doktorantów. Znając współczesne „młodzieży chowanie” w instytucjach edukacyjnych, oparte na skoordynowanym wtłaczaniu do głów katolickiego nacjonalizmu od przedszkola do magistra co najmniej, można uznać za pewne, że po kilku latach działania komisji „lewactwo” będzie trwale w mniejszości. Wystarczy, żeby do ministerialnej czwórki doszedł przynajmniej jeden niezdeprawowany przez lewacką ideologię patriota. Znajdzie się taki bez trudu. Kto wie, czy nie już w pierwszej pięcioletniej kadencji.

Czy środowiska akademickie zaprotestują?

Kto by więc miał jakieś złudzenia, że „prowolnościowa” nowela, wprowadzająca do ustawy klauzulę mówiącą o wolności głoszenia poglądów i prowadzenia badań naukowych, niejako „przy okazji” osłaniania interesów takich bytów jak Ordo Iuris, Opus Dei (o ile wiadomo, organizacji serdecznie lubianej przez ministra Gowina) i Kościoła katolickiego, będzie też chronić badania nad płcią kulturową, pedofilią księży czy inne liberalne wymysły, ten szybko się rozczaruje. „Lewactwo” nie jest wszak zgodne z tradycją narodową czy tam „wartościami chrześcijańskimi”, a przez to jego uprawianie na uczelniach – sprzeczne z ustawą. Pozostaje nadzieja, że przepis o „tradycjach” nie przejdzie – wystarczy jednak przemycić jakieś „wartości” i „wychowanie” (Gowin wspomniał o nieśmiertelnych, dyżurnych „wartościach chrześcijańskich”), a kij na lewaka się znajdzie. Co tam konstytucja nakazująca neutralność religijną i światopoglądową państwa! Krytyku chrześcijaństwa, siedź cicho, bo może cię spotkać niemiła kolizja z ustawą.

A gdy już się pełne po brzegi wartości chrześcijańskich ONR-y i inne Wszechpolskie Młodzieże na dobre zainstalują na polskich uniwersytetach i „zakaz pedałowania” zawiśnie na każdym korytarzu – wtedy żaden „p…”, o, przepraszam, osoba nieheteronormatywna się tym korytarzem nie przeciśnie. Arab albo Żyd w jarmułce – też nie. Znamy to doskonale ze świetlanej epoki, gdy wszystko prawie było urządzone tak, jak sobie „prawdziwi Polacy” i „dobrzy katolicy” życzyli.

Rozumie te zagrożenia Komitet Kryzysowy Humanistyki Polskiej, który jako pierwsza znana organizacja zaprotestował przeciwko połączonym siłom katolickich prawników i nie do końca chyba świeckiego ministra. Mam nadzieję, że gdy projekt ustawy zostanie ogłoszony, protesty środowisk akademickich będą powszechne i zdecydowane.

Gdy władza chce dokręcić śrubę, mówi o wolności

Akcja ministra jest szyta nićmi grubymi jak sznur u habitu. Wróg został już nazwany – jest nim „narastająca agresja ideologiczna” (to cytat z Gowina). I wiadomo, że nie chodzi tu o agresywny nacjonalizm, antysemityzm czy homofobię. Raczej o tych, którzy chcieliby z tymi zjawiskami walczyć. Przedsmak akcji propagandowej wokół „klauzuli wolności” dał sam minister, powołując się na casus prof. Ewy Budzyńskiej z UŚl, która miała stanąć przed komisją dyscyplinarną rzekomo za to, że powołała się na definicję rodziny jako związku mężczyzny i kobiety.

To kłamstwo obraźliwe dla studentów składających skargę – i pan minister doskonale o tym wie. Prof. Budzińska została przez studentów oskarżona o obrażanie ludzi, robienie z zajęć akademickich tuby propagandowej Rydzyka i plecenie antynaukowych andronów o antykoncepcji, a nie za przytaczanie definicji rodziny. Każdy rozumie, że „wolność”, o której mówi Gowin, to wolność przekraczania granic tylko w jednym kierunku – nacjonalistycznej i bigoteryjnej mowy nienawiści.

Wiadomo, kogo ma ustawa chronić. A wiadomo choćby stąd, że instytucja, której służy Ordo Iuris (a także minister Gowin), zawsze, wszędzie i bez wyjątku sprzeciwiała się wolności – aż do momentu, w którym stawało się to politycznie niemożliwe. Tak było z demokracją, równością wyznań, prawami wyborczymi dla kobiet i wieloma innymi sprawami. Gdy jednak Kościół musiał ustąpić i pogodzić się z kolejnymi rozwiązaniami liberalnymi i demokratycznymi, bez wahania wykorzystuje je na swoją rzecz. I tak np. powołuje się na wolność religijną, uzasadniając lekcje religii w szkole i wieszanie krzyży w szkołach. Gdy jest interes do ugrania, to gra się i w tę grę, której reguły napisał wróg. Kościelni przeciwnicy jezuitów nazywali taką postawę „jezuicką moralnością”.

Gdy władza chce dokręcić śrubę, to zawsze mówi o wolności i demokracji oraz powołuje specjalne „ministerstwa prawdy”. Wie o tym każdy doświadczony i wykształcony człowiek, a więc również minister Gowin. Tak mu się podobało za komuny, gdy w ustawach były „wartości socjalistyczne”, a nad wolnością – a jakże – czuwały partyjne komisje? Cóż, wreszcie i nam, profesorom, dobiorą się do skóry. Od dawna samych siebie pytaliśmy: kiedy? Teraz.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kultura

Patti Yang kończy karierę. Debiutuje Patricia Vernhes

Współpracowała ze światowej sławy kompozytorami, nagrała muzykę do hollywoodzkich superprodukcji i wydała pięć płyt. Artystka z Wrocławia kończy działalność pod pseudonimem Patti Yang. Czy jeszcze ją usłyszymy?

Dawid Iwaniec
21.02.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną