Społeczeństwo

Nagonka na LGBT to za mało? TVP postawiła na antysemityzm

Andrzej Duda gościem wieczornego wydania wiadomości TVP Andrzej Duda gościem wieczornego wydania wiadomości TVP Adam Stępień / Polityka
Kampania nienawiści w stosunku do osób LGBT nie wystarczy, by uwieść na rzecz Andrzeja Dudy elektorat Krzysztofa Bosaka i Konfederacji. Bez zagrania kartą antysemicką propaganda ksenofobiczna byłaby nieskuteczna.

W pierwszej minucie głównego wydania „Wiadomości” 15 czerwca pokazano Rafała Trzaskowskiego wypowiadającego zdanie: „Trzeba, oczywiście, rozmawiać ze środowiskami żydowskimi”. Komentarz Danuty Holeckiej: „Czy Rafał Trzaskowski odbierze Polakom ponad 200 mld zł?”. I jeszcze Michał Karnowski: „On nie rozumie polskiego interesu narodowego, nie rozumie, do czego to może doprowadzić”.

Jeszcze na dobre program się nie rozpoczął, a już widzowie dowiedzieli się, że kandydat opozycji nie dość, że chce rozmawiać z Żydami (zgroza!), to jeszcze chce im płacić jakieś pieniądze (zdrada!). Dla osoby niemającej pojęcia o kwestii mienia pożydowskiego brzmi to niepokojąco. O czym tu gadać? Nic nie jesteśmy nikomu winni – co ten Trzaskowski kombinuje? Kto za nim stoi? Kto mu płaci? Niestety, tak myślą miliony Polaków, więc pokusa, aby to wykorzystać, jest wielka. A że igra się przy tym z Zagładą i pamięcią o niej, to cóż to znaczy dla ludzi, którzy w gruncie rzeczy są na to obojętni.

Problem z takim „godnościowym antysemityzmem”, definiującym się jako obrona czci narodu polskiego przed zniesławieniem, polega na tym, że wyrasta on z ignorancji połączonej z obojętnością. Propagandziści PiS, łącznie z redaktorami „Wiadomości”, nie mają pojęcia i nie chcą mieć pojęcia o sprawach związanych z Zagładą i jej konsekwencjami, a przez to bez zażenowania dopuszczają się manipulacji obliczonych na poklask takich samych jak oni ignorantów oraz rasowych antysemitów, których przecież również nie brakuje. Są przy tym święcie przekonani, że jedynie troszczą się o bezpieczeństwo i dobre imię Polski, co bynajmniej żadnym antysemityzmem nie jest. Ba, zarzucanie im antysemityzmu jest tylko potwierdzeniem tezy o antypolskich uprzedzeniach „środowisk żydowskich”. Tak to działało za PRL i tak działa za PiS.

Czym mniej skrupułów, tym lepiej?

Jak można się temu przeciwstawiać? Jedynie wyjaśniając manipulację – jak sam czynię to poniżej. Jednakże solidne przedstawienie skomplikowanej sprawy wymaga wielu słów. Czy ludzie niezbyt zainteresowani i „swoje wiedzący”, będą chcieli poświęcać czas na zapoznanie się z tematem? Wątpliwe. Dlatego antysemicka propaganda ma wielkie szanse powodzenia, a ci, którzy protestują, muszą się liczyć z tym, że ich głos dotrze do nielicznych. Za to zawsze czujna „zagranica” usłyszy doskonale każdą antysemicką wypowiedź polskiego dygnitarza i nagłośni ją na cały świat. Tak jak miało to miejsce w ostatnich dniach z powodu skandalicznej napaści kilku polityków obozu rządzącego na osoby LGBT.

Wróćmy jednak do poniedziałkowych „Wiadomości”, które tak emocjonująco się rozpoczęły. Uszom nie wierzyłem, więc musiałem wysłuchać dwa razy! Oto w 35. min programu spiker powiedział te oto słowa: „Rafał Trzaskowski, który mówiąc o fascynacji ideologią XVII-wiecznego żydowskiego filozofa, odrzucił Chrystusa i manifestuje swoją niechęć do Kościoła katolickiego, podpisał Kartę LGBT”.

Przekaz jest jasny: Trzaskowski został uwiedziony przez Żydów, a lektura bezbożnych, antychrześcijańskich pism przywiodła go do takiego upadku, że wspiera dziś sodomię. Kandydat na prezydenta Najjaśniejszej Rzeczypospolitej odrzucił Chrystusa! Takich argumentów nie było w przestrzeni publicznej od czasów przedwojennych, gdy antysemityzmu ani bigoterii nikt się nie wstydził. Widać, że dziś znów się przestano wstydzić. Szkoda tylko, że padło na Spinozę, którego już w wieku 24 lat z gminy żydowskiej (amsterdamskiej) wyrzucono. No, ale Żyd to Żyd – ekskomunika złych żydowskich genów Spinozy nie naprawiła.

Po Spinozie następny materiał też o Trzaskowskim i Żydach. Danuta Holecka tłumaczy, że gdyby nadal rządziła PO, to nie byłoby 500 plus, które kosztuje 100 mld zł, a za to ponad dwa razy większa kwota mogłaby zostać przeznaczona na zaspokojenie roszczeń organizacji żydowskich. O „politycznych priorytetach opowiada reportaż Konrada Wąża. Najpierw atak mediów izraelskich na Polskę: dziennik „Haaretz” pisze, powołując się na prof. Jana Grabowskiego, że polska policja odgrywała kluczową rolę w nazistowskiej Zagładzie. Mamy rozumieć, że to oczywiste kłamstwa – a priori, bo to przecież niemożliwe, żeby nasza, polska policja… Otóż podległa Niemcom tzw. policja granatowa obstawiała getta w czasie akcji likwidacyjnych, wyłapując Żydów, którzy próbowali uciec przed wywózką do obozów. Było tak w wielu miastach i miasteczkach. Dość kluczowa to rola, niestety. Ale idźmy dalej. Oto red. Paweł Lisicki wyjaśnia, że to nie żadne tam wolne media piszą, co chcą, lecz element misternego planu – dobrze przygotowanej „wojny propagandowej, która będzie miała na celu wymuszenie na Polsce odszkodowań za tzw. mienie bezspadkowe”.

TVP straszy i rzuca oskarżeniami

Dowiadujemy się, że wielu Żydów uważa, że Polacy powinni zapłacić za swoje straty podczas wojny, mimo że Polacy byli, tak jak Żydzi, ofiarami Niemców, a nie agresorami. Michał Karnowski dodaje, że wielu Polaków straciło podczas wojny życie lub dorobek całego życia. A teraz clou: gdy Rafał Trzaskowski był wiceministrem spraw zagranicznych w rządzie PO, to rozważał wypłacenie Żydom 60 mld dol.! Dowód? Ano taki, że w 2015 r. w radiu RMF Trzaskowski powiedział, że „no na pewno nie mamy 60 mld w budżecie na załatwienie tego w jeden rok; natomiast trzeba oczywiście rozmawiać ze środowiskami żydowskimi”. Owszem, ta wypowiedź Trzaskowskiego znaczy ni mniej, ni więcej, że Polska gotowa jest w jakiejś dłuższej perspektywie czasu wydać poważne kwoty w związku z restytucją mienia pożydowskiego. Jest więc i taka konkluzja w materiale „Wiadomości”: nie będzie 500 plus, jeśli Trzaskowski jako prezydent RP będzie dążył do zaspokojenia żydowskich roszczeń. Wniosek z pewnością nieuprawniony.

Nigdy żadna partia rządząca nie zabierze ludziom 500 plus, żeby oddać te pieniądze Żydom. TVP wie o tym doskonale, a jeśli nie wie, to mogła zadzwonić do Trzaskowskiego i po prostu zapytać. I tak właśnie trzeba było zrobić, tym bardziej że faktycznie wypowiedź Rafała Trzaskowskiego z 2015 r. była nieostrożna i mało dyplomatyczna. Na tym jednak nie koniec. Prof. Mieczysław Ryba z KUL jeszcze nam na deser wyjaśnił, że Trzaskowski zależy od pewnych ludzi za granicą i będzie musiał „spłacić tym, którzy go popierają”. A kto to taki? Ano spiker podpowiada usłużnie, że Rafał Trzaskowski był stypendystą George′a Sorosa oraz uczestnikiem spotkań grupy Bildeberg. Słowem, Trzaskowski chodzi na żydowskim pasku i będzie jako prezydent realizował interesy światowego żydostwa, sterującego (jak wiadomo) najważniejszymi politykami, obradującymi na tajnych konwentyklach.

Materiał „Wiadomości” na temat roszczeń związanych z mieniem pożydowskim jest odrażający – pełen pomówień, przeinaczeń i niecnych aluzji. A przede wszystkim z całą starannością unikający wyjaśnienia, o co w ogóle w sprawie pożydowskiego mienia bezspadkowego chodzi. Bo z pewnością nie chodzi o to, że to Polacy urządzili Zagładę, ani o to, że Żydzi nie wiedzą o Polakach ratujących Żydów. Wiedzą i czcili ich przez te wszystkie lata, gdy w Polsce nawet nie można było publicznie mówić o Sprawiedliwych. Chodzi o to, że po wojnie nie było już Żydów, a pozostawione przez nich mienie – w tym dziesiątki tysięcy domów – zostało ot, tak po prostu, przejęte przez Polaków. Trudno, żeby te domy stały puste, ale też trudno uznać je za „naturalny spadek” dla nowych właścicieli. Nad kwestią tą głowią się prawnicy i etycy w wielu krajach, także w Polsce. Jednakże nikt tu niczego nie może na Polsce wymusić. Obce państwa mogą co najwyżej, zachęcać do znalezienia jakiegoś honorowego rozwiązania lub obiecywać swoim obywatelom pomoc prawną w przypadku dochodzenia roszczeń przed cywilnymi sądami w Polsce. Żadne ustawy, na przykład słynna amerykańska „ustawa 447”, niczego nie zmienią w polskim porządku prawnym i niczego na polskich władzach nie mogą wymusić.

Kto pomagał komu w czasie wojny

Gdyby można było powiedzieć, że Polacy masowo współczuli Żydom i wspierali ich w czasie Holokaustu, a wypadki szantażowania, rabowania i mordowania Żydów były rzadkie na tle ogólnie dominującej życzliwości, to z pewnością można by zawrzeć pewne porozumienie etyczne, w myśl którego sprawa mienia bezspadkowego w ogóle zostaje pominięta – niejako przez wdzięczność i szacunek dla tak licznych Polaków pomagających Żydom. Niestety, prawda jest dokładnie odwrotna. Ludzi pomagających Żydom było wielu, jakkolwiek znacznie mniej niż tych, którzy Żydów krzywdzili. A i ci niosący pomoc w zdecydowanej większości robili to dla pieniędzy (lub także dla pieniędzy, bo motywacje mogą być mieszane), a ponadto znaczną część ratujących stanowili Żydzi (z „dobrymi papierami”) udzielający schronienia innych Żydom.

W swej masie Polacy byli Żydom bardzo nieprzychylni i potwierdzają to niezliczone świadectwa, również świadectwa tych, którzy Żydów ukrywali, bojąc się dekonspiracji przez swoich polskich sąsiadów oraz agresji z ich strony. A było czego się bać – setki Polaków ukrywających Żydów zostało zabitych z tego powodu właśnie przez sąsiadów i prawie nikt, kto bohatersko wspierał Żydów w czasie wojny, nie przyznawał się do tego w pierwszych dekadach po jej zakończeniu. I owszem, może się zdarzało, że ktoś, kto wprowadzał się do pożydowskiego domu, miał w związku z tym jakieś wyrzuty sumienia lub odczuwał żal i współczucie, lecz najczęściej tak nie było, a rzadkie przypadki, gdy Żyd wracał po wojnie i pukał do własnego mieszkania, zajętego już przez Polaków, kończyły się dla powracającego w najlepszym wypadku zatrzaśnięciem drzwi przed nosem.

Każdy, kto chce się czegokolwiek na te tematy dowiedzieć, ma do dyspozycji niezliczone świadectwa, opisane w artykułach naukowych i książkach. Trzeba tylko chcieć. I dokładnie tak samo ma się sprawa z upamiętnieniem bohaterskich Polaków, którzy ratowali Żydów. Dzięki długoletnim programom badawczym różnych instytucji żydowskich (głównie ich, lecz nie wyłącznie), a także dziennikarzom i innym osobom zbierającym świadectwa, udało się odtworzyć znaczną część chwalebnej działalności Sprawiedliwych. Do polskich głów przebija się głównie ta część wiedzy o stosunkach polsko-żydowskich, jakkolwiek z wielkimi uproszczeniami i przekłamaniami. Ilu wykształconych Polaków wie, że Sprawiedliwi drżeli ze strachu nie dlatego, że Niemcy chodzili po domach w poszukiwaniu Żydów, lecz najczęściej w obawie, że zostaną zadenuncjowani przez innych Polaków? To niby oczywistość, a większość wciąż nie zdaje sobie z tego sprawy. A ilu wie, że większość działaczy Żegoty to byli Żydzi? A ilu wie, że często jedna i ta sama osoba była jawnym antysemitą, krzywdziła Żydów, a jednocześnie im pomagała? Bo człowiek to złożona i niekonsekwentna istota. I w życiu nic nie jest takie proste i jednoznaczne, jak w gardzącej prawdą „polityce historycznej”, w manipulatorskich materiałach „Wiadomości” TVP i w głupich przemówieniach władzy.

Jedyna droga to otwartość

Nie ma tu miejsca na rozważanie szczegółów kwestii polsko-żydowskiej, niemniej jednak z pewnością można powiedzieć, że rozwiązaniem zagadnienia mienia pożydowskiego nie mogą być uparcie powtarzane kłamstwa o jednoznacznej przewadze postaw empatii i wsparcia ze strony ludności chrześcijańskiej i etnicznie polskiej w relacjach z Żydami w czasie Zagłady. Było po prostu odwrotnie. Jest to tak samo oczywista i świetnie udokumentowana prawda, jak prawdą jest i to, że amerykańskie środowiska żydowskie podnoszące kwestię rozliczeń z antysemityzmem w Polsce oraz kwestie mienia bezspadkowego nie lubią Polski i Polaków. A niby dlaczego miałyby lubić? Na szczęście nie o nie tu chodzi. Antypolonizm żydowski istnieje i istnieć będzie tak długo, jak długo będzie istniał w Polsce antysemityzm. I odwrotnie.

Jeśli Polska ma wyjść z twarzą z „kwestii polsko-żydowskiej”, to musi przyznać, jak było naprawdę, zamiast uprawiać jeremiady na temat rzekomego niedoceniania polskiego wkładu w ratowanie Żydów, a przede wszystkim zaangażować się w upamiętnienie żydowskich współobywateli, szczególnie ofiar Holokaustu, w tym również – o co najtrudniej – osób pomordowanych przez Polaków. Tych upamiętnień trochę jest, lecz w większości powstały one z inicjatywy Żydów i za ich pieniądze oraz z inicjatywy działających całkowicie prywatnie, z pobudek etycznych, nie-Żydów, jak Adam Szydłowski czy Mirosław Tryczyk. Jestem przekonany, że jedyną drogą obrony godności Polski i narodu polskiego oraz jedyną drogą do dobrego imienia Polski w świecie (nie tylko pośród Żydów) jest powaga i otwartość w mówieniu, jak było, a także objęcie Żydów tą samą polityką pamięci, jaką cieszą się katoliccy i etnicznie polscy przodkowie współczesnych Polaków. Gdyby wszędzie tam, gdzie trzeba, w Warszawie i w małych miastach, były tablice, pomniki i uroczystości upamiętniające Żydów i Zagładę, a władza nie wycierała sobie przy okazji wyborów gęby Żydami i nie grała na antyżydowskich resentymentach, to nikt nie wspominałby nawet o pieniądzach, zaś reputacja Polski w świecie byłaby zupełnie inna.

Na całe szczęście mamy muzeum Polin, które tę reputację na razie jeszcze jakoś ratuje. Ale do czasu. Wystarczy, że odnowi się w Polsce klimat roku 1968, a możemy zapomnieć o dotacjach z Unii Europejskiej, wsparciu militarnym ze strony USA i innych przyjemnościach. Mogę tu na koniec à rebours zacytować Karnowskiego: oni nie rozumieją polskiego interesu narodowego, nie rozumieją, do czego to może doprowadzić.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kultura

Kompozytorki wchodzą do gry

Kiedyś mieliśmy wśród kompozytorek pojedyncze przykłady spektakularnych karier. Ale najmłodsze pokolenie idzie całą ławą, co było widoczne na jesiennych festiwalach muzyki współczesnej.

Dorota Szwarcman
01.12.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną