Społeczeństwo

Bart Staszewski: Policjanci mieli w oczach nienawiść

Blokada aresztowania Margot, aktywistki LGBT z kolektywu Stop Bzdurom Blokada aresztowania Margot, aktywistki LGBT z kolektywu Stop Bzdurom Adam Stępień / Agencja Gazeta
Margot powiedziała tylko: „do zobaczenia za dwa miesiące”, i została zgarnięta – opowiada Bart Staszewski, reżyser i działacz społeczny, uczestnik piątkowych wydarzeń na Krakowskim Przedmieściu.

AGATA SZCZERBIAK: Co się stało wczoraj w Polsce?
BART STASZEWSKI: Zobaczyliśmy niesamowitą eskalację nienawiści policji skierowaną w obywateli, którzy w pokojowy sposób okazywali niezadowolenie z aresztowania Margot. W sieci krążą nagrania, widać, jak policjanci na oślep wyłapują z tłumu ludzi, skuwają i wrzucają do suk. Część z nich to przypadkowe osoby, które np. wyszły ze sklepu na Krakowskim Przedmieściu w nieodpowiednim momencie. Widziałem dziewczynę, która szła bez butów, wyciągnięta z tłumu, z kajdankami z tyłu. RPO apelował wiele razy, żeby demonstrujących nie skuwać z tyłu jak najgorszych zbrodniarzy, ale wciąż się tak robi. To była celowa represja, która wydarzyła się dzień po zaprzysiężeniu prezydenta, znanego z homofobicznych wypowiedzi.

Czytaj też: Prezydent wciąż chce walczyć z „ideologią LGBT”

Jak tobie udało się uniknąć aresztowania?
Po odjeździe Margot policja otoczyła dwoma kordonami grupę przy bramie uniwersyteckiej. Byłem tam też ja. Nie dało się z tego ścisku wyjść. Około dziesięciu policjantów otaczało nas, mówiąc, że bierzemy udział w nielegalnym zgromadzeniu. Ludzie na spacerze, z rowerami patrzyli na nas i nie wiedzieli, co się dzieje. Chcieli mnie zabrać na komendę, ale odpuścili po interwencji prawnika prof. Jakuba Urbanika. Inne osoby nie miały tyle szczęścia. Prof. Urbanik prosił też rektora UW, by otworzył nam bramę, ale odmówił. Jestem obolały po tym wszystkim, boli mnie ręka, boli mnie szyja.

Było podduszanie?
Tak, jeden policjant mnie podduszał. Wyciągnięto mnie za ręce i nogi z siedzącej grupy blokującej przejazd radiowozu na Krakowskim Przedmieściu. Myślałem, że będą nas wyciągać jedno po drugim, a tu nagle upadł na nas chłopak zrzucony przez policję. Potem kilku funkcjonariuszy zaczęło nas rozrzucać po ulicy. Policjant łapał kogoś, podduszał, żeby odciągnąć jak najdalej od auta, i brał się za inną osobę.

Nie pojawił się zespół interwencji kryzysowej, która powinna negocjować z protestującymi. Policjanci, którzy ponoć przyjechali w tym celu z Piaseczna, rozgarniali tłum. Mowa o warszawskiej policji, która widziała wiele, powinna być rozsądniejsza i bardziej doświadczona.

Czytaj też: Duma LGBT. To nie bezsilność, ale wściekłość

To było twoje najbardziej brutalne doświadczenie z policją?
To było jedno z najbardziej brutalnych wydarzeń, w których uczestniczyłem, ale nigdy nie widziałam takiego napięcia i nienawiści.

Zatrzymano prawie 50 osób, dziesięć jest zaginionych. Ludzi rozwieziono do kilkunastu komisariatów w Warszawie i okolicy. Postawiono zarzuty udziału w zbiegowisku, którego celem jest „gwałtowny zamach na osobę lub mienie”, za co grozi do trzech lat pozbawienia wolności.
Tak, to są moi znajomi albo aktywiści, których znam z widzenia. Jedną z nich jest Małgorzata Rawińska. Jej partnerka pojechała na komendę na Jagiellońską, żeby jakoś pomóc. Aresztowany jest też Kajetan Łukomski. Jego córka to mnie zapytała, co się stało z ojcem.

Nie ma kontaktu z aresztowanymi?
Nie ma, co wywołuje ogromny chaos informacyjny. To jedno z kuriozów tej sytuacji – posłowie muszą zatrzymywać samochody policyjne, żeby się dowiedzieć, gdzie przewożą zatrzymanych. Tak zrobiła wczoraj Joanna Scheuring-Wielgus, dzięki czemu wiadomo, gdzie zatrzymano część osób. Policjanci łaskawie uchylili okno i podali adres komisariatu.

Czytaj też: Strażnicy pamięci i resort Ziobry walczą z „inwazją LGBT”

A zaczęło się od tego, że Margot dobrowolnie chciała dać się aresztować. Ale policjanci nie reagowali.
Policja, która zawsze jest taka wyrywna i nadgorliwa, nagle straciła intuicję i wyczucie, co ma robić. Część funkcjonariuszy sama była wystraszona. A może działali na wyraźne polecenie, by wstrzymać areszt i działać na eskalację? Pozwolili, by tłum przeszedł na Krakowskie Przedmieście, gdzie już czekali nieumundurowani funkcjonariusze? To było śmieszne i przerażające. Nie dziwię się Margot, że była wściekła. Wiedziała, że najbliższe dwa miesiące spędzi w areszcie, gdzie nie trafiają ci, którzy biją nas na ulicy. Przeklinała, co TVP teraz wykorzystuje w nagonce na nią, ale przepraszam, jesteśmy głównym celem represji tej władzy, to na nas się szczuje z najwyższego urzędu w Polsce i mamy prawo do okazywania emocji.

Czytaj też: Tęcza na Chrystusie obraża uczucia religijne? Ważmy słowa

Jak wyglądał moment jej aresztowania?
Jakiś policjant złapał ją za rękę, a potem dwóch nieumundurowanych funkcjonariuszy wrzuciło ją do radiowozu. Margot cały czas się uśmiechała, zdając sobie sprawę z kuriozalności sytuacji. Zdążyła się z nami pożegnać. Powiedziała: „do zobaczenia za dwa miesiące”, i została zgarnięta.

Procedura jest przyspieszona: osoby będą sądzone w tzw. sądach 24-godzinnych. Pięciu osobom rozprawy wyznaczono na niedzielę. A o 18:30 w Warszawie jest demonstracja. Jak ważne jest, żeby pójść dziś na pl. Defilad?
Moim zdaniem niezbędne – przyzwoitych ludzi wzywam do tego, żeby byli z nami. To legalne zgromadzenie, w którym każdy może wziąć udział. Niektórym nie podobają się protesty, które robi Stop Bzdurom, ale w tym momencie to już nie ma znaczenia, bo mamy do czynienia z krzykiem rozpaczy ludzi, którzy nie mają innej metody, by się bronić przed obrzydliwą propagandą homofobusów. To nas się tam obraża, bije na ulicach, to pod naszymi mieszkaniami widnieją napisy: „tu mieszkają pedały”, to my popełniamy samobójstwa przez homofobię. Dzisiaj trzeba być razem i solidarnie.

Margot nie jest opresyjną przestępczynią, żebyśmy się za nią nie stawiali. Ja mam zupełnie inną wrażliwość i pewne rzeczy zrobiłabym inaczej niż Stop Bzdurom, ale każdy akt działania jest potrzebny w dzisiejszej Polsce. Zresztą oni przez rok działali edukacyjnie i organizowali tańczące protesty w centrum Warszawy. Myślę, że potrzebny jest dziś styl na partyzana-anarchistę, na dyplomatę, na prawników, którzy walczą w sądach, styl NGO′sów, które ciężko pracują u podstaw i edukują. To wszystko może da nam kiedyś wymarzoną równość. Tak się stało w USA, na tym polegały protesty obywatelskiego nieposłuszeństwa w Stonewall, skierowane wobec aparatu państwa, który był nieprzychylny środowisku LGBT.

Jest jeszcze sprawa rzekomego pobicia. Nagranie z tego zajścia wrzucił wczoraj Sebastian Kaleta, by „pokazać, kogo tak naprawdę broni Rafał Trzaskowski”. Widziałem je i moim zdaniem ono służy raczej broniącym Margot. Doszło do szarpaniny z kierowcą homofobusa; Margot zaczęła rozdzielać dwóch szarpiących się chłopaków – tak to widzę. Chcę podkreślić, że jestem przeciw przemocy, ale każdej. W zeszłym roku w czasie rocznicy śmierci Milo na Moście Świętokrzyskim reporter „Krytyki Politycznej” dostał pięścią w twarz. Sprawca pobicia nie dostał dwóch miesięcy aresztu jak Margot. Został przesłuchany i zwolniony. Mimo że zaatakował i poszarpał kilka osób.

A homofobusy jeżdżą w obstawie radiowozów.
Myślę, że kiedyś nie wystarczy zmiana nazwy, jak to się stało z milicją w czasie transformacji. Policja i jej metody działania zaczynają ludzi obrzydzać. Jest coraz bardziej brutalna i każde kolejne wydarzenie utwierdza to skojarzenie z represją i niesprawiedliwością. To niebezpieczne, dlatego trzeba bić na alarm.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Historia

O Niemcach, którzy z konieczności zostali Polakami

Książka naszego redakcyjnego kolegi Piotra Pytlakowskiego „Ich matki, nasi ojcowie”, której fragment publikujemy, opowiada o losach niemieckich dzieci mieszkających na ziemiach, które po II wojnie światowej przypadły Polsce.

Piotr Pytlakowski
15.09.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną