Społeczeństwo

Uczniowie! To będzie całkiem inna szkoła niż przed epidemią

Trudno powiedzieć, co się będzie działo w nowym roku szkolnym. Dyrekcja też dobrze nie wygląda, a to źle wróży. Trudno powiedzieć, co się będzie działo w nowym roku szkolnym. Dyrekcja też dobrze nie wygląda, a to źle wróży. Grzegorz Celejewski / Agencja Gazeta
My, nauczyciele, obiecaliśmy sobie, że weźmiemy się w garść i będziemy dawać przykład. Uczniowie oczekują od nas wsparcia, którego nie otrzymali ani od MEN, ani od kuratorium.

Kiedy po wakacjach zobaczyłem się z koleżankami i kolegami ze szkoły, zauważyłem, że źle wyglądają. Niektórzy sami uprzedzali, iż podupadli na zdrowiu. Minęło prawie pół roku od czasu, kiedy prowadzili lekcje stacjonarnie i widzieli się z uczniami twarzą w twarz. Tęsknią za powrotem do normalności, choć bardzo się boją.

Trudno powiedzieć, co się będzie działo w nowym roku szkolnym. Dyrekcja też dobrze nie wygląda, a to źle wróży. Szef po wakacjach powinien być wypoczęty, tryskać pozytywną energią, a tymczasem sprawia wrażenie przygnębionego. Dobrze chociaż, że nie odszedł na emeryturę. Z nowym byłoby o wiele więcej problemów.

Czytaj też: Nauczyciele, nie bijcie piany! To i tak już nic nie zmieni

Gdzie się podziali starzy nauczyciele?

Niektórzy nauczyciele rezygnują w ostatniej chwili z powrotu do pracy. Strach przed zakażeniem koronawirusem jest większy niż pragnienie kontaktu z młodzieżą. „Powiem wam szczerze – mówiła koleżanka, która 31 sierpnia podjęła decyzję o odejściu – boję się”. Wystraszyła się po radzie pedagogicznej, na której omawialiśmy zasady powrotu do nauczania stacjonarnego. To będzie całkiem inna praca od tej, jaką znamy sprzed epidemii.

Z powodu nagłego odejścia koleżanki trzeba było od nowa układać plan lekcji. Podobno kilka innych osób też myśli o rezygnacji. Niektórzy wypowiedzieli umowy w sierpniu. Uczniowie się zdziwią, gdy nie znajdą swoich starych nauczycieli. Pewnie będzie im przykro, że odeszli bez pożegnania. Jednak nowych też prawie nie ma. Jak dyrekcja kogoś znajdzie, to musi na niego chuchać i dmuchać, żeby nie zrezygnował. Matematyk np. dał słowo, że przyjmuje ofertę, a po paru dniach zadzwonił, że jednak odmawia. Powodu nie musiał podawać. Jest ich wiele i dyrektor je dobrze zna.

Nie pytajcie nauczycieli, gdzie byli na wakacjach

Ci, co zostali, wyglądają źle. Nauczyciele podupadli na zdrowiu nie tylko z powodu strachu przed tym, co ich czeka. Mimo że prawie pół roku nie prowadzili lekcji stacjonarnie, wcale nie wypoczęli. W pracę zdalną zostali wrzuceni bez szkoleń, nagle znaleźli się w zupełnie innym świecie. Nie każdy się w tym odnalazł, niejeden natyrał się, jakby pracował na trzy etaty. To typowe, gdy człowiek nie zna się na robocie, którą przyszło mu wykonać. A na zdalnej robocie polscy nauczyciele niestety się nie znali. Przynajmniej większość. Kosztowało ich to sporo zdrowia, aby się ze wszystkim uporać. Na szczęście jakoś poszło.

A potem nadeszły wakacje, których nie można nazwać urlopem. „Mnie nawet denerwuje – mówi kolega – jak ktoś pyta, gdzie byłem w lipcu czy sierpniu. A gdzie miałem być? Przecież nigdzie. Dwa miesiące spędziłem w Łodzi, z tego prawie połowę w szkole, pracując przy rekrutacji”. Dlatego lepiej nauczycieli o wakacje nie pytać. Co dziesiąty może gdzieś wyjechał, ale raczej niedaleko, co setny może nawet na drugi koniec kraju, ale żaden nie wypoczął. Teraz to mają wypisane na twarzy. Na szczęście zmęczoną twarz można zasłonić maseczką. Gorzej z oczami. W oczy nauczycielom lepiej przez jakiś czas nie patrzeć.

Czytaj też: Pierwsi nauczyciele już na kwarantannie

Dzieci przyjdą nie tylko po naukę

Nie ma się jednak co nad sobą użalać, gdyż może się okazać, że w gorszym stanie są dzieci. Może jeszcze bardziej podupadły na zdrowiu niż nauczyciele? Może mają jeszcze większy strach w oczach niż my? Może też wcale nie wypoczęły podczas wakacji? I może liczą, że jak się spotkają ze swoimi nauczycielami, to najgorsze zło będzie już za nami? Trzeba więc wziąć się w garść i pokazać uczniom, że damy radę. Dzieci oczekują od nas wsparcia, którego my nie otrzymaliśmy ani od MEN, ani od kuratorium. Łódzki kurator, już były, największą aktywność wykazywał w lżeniu środowiska LGBT, a na rzecz oświaty pracował tak, że aż rodzice musieli pisać na niego skargi do wojewody czy ministra edukacji. Rzecz niebywała!

W Polsce władza wykonuje swoje zadania tylko dzięki temu, że obarcza nimi osoby stojące najniżej w zawodowej hierarchii. To szeregowi nauczyciele musieli udźwignąć reformę edukacji – skutki likwidacji gimnazjów, rekrutację podwójnego rocznika do liceów, wdrożenie nowych podstaw programowych – a pani minister Anna Zalewska w nagrodę za rządzenie metodą spychotechniki wyjechała do Brukseli. Też byśmy chcieli gdzieś wyjechać, choćby na dwa tygodnie.

Także teraz nauczyciele muszą wziąć na swoje barki oświatę w czasach epidemii. Pomoc ze strony MEN jest znikoma, wręcz śmieszna, trochę maseczek, trochę płynu do odkażania, a głównie setki przepisów. Choćby taki, że nauczanie zdalne bądź hybrydowe nie zwalnia nauczycieli z realizacji wszystkich punktów podstawy programowej. W tworzeniu zaleceń i dobrych rad minister edukacji okazał się bardzo płodny.

A niechby Dariusz Piontkowski spróbował zdalnie uczyć gry w koszykówkę, to całkiem inaczej spojrzałby na podstawę programową i swoje dobre rady. Ale nic. Tyle już nauczyciele dźwigają na swoich barkach, to i rozdęta podstawa programowa się tam zmieści, choćby nastąpił totalny lockdown. A mówiąc bardziej dosadnie: nie położymy lachy na nic, choć MEN kładzie lachę prawie na wszystko.

Czytaj też: Andrzej Duda wypuszcza krakena na nauczycieli i dyrektorów

Damy dzieciom dobry przykład

Ustaliliśmy w gronie koleżanek i kolegów, że będziemy dzieciom dawać dobry przykład. We wszystkim, co tylko się da, i tyle, ile każdy może. A możemy jeszcze wiele, choć na takich nie wyglądamy. Ale pozory mylą. A zatem od 1 września mamy pokazywać uczniom, że przestrzegamy ustalonych zasad, gdyż są one dla naszego dobra. Nie wzorujcie się, drodzy uczniowie, na prezydencie czy premierze, którzy mają do zakładania maseczek stosunek ambiwalentny, tylko patrzcie na nas. Będziemy je zakładać, gdy tak zarządzi dyrektor szkoły.

Będziemy też często myć ręce – niech każdy widzi, że to ważne. Będziemy utrzymywać między sobą dystans, choć bardzo się lubimy – my, wasi nauczyciele – obejmować na powitanie, podawać sobie ręce, a wielu nawet dawać sobie buziaki. Patrzcie, jak rezygnujemy ze wszystkiego, co jest nam drogie, bo tego wymaga bezpieczeństwo. Będziemy też dezynfekować swoje miejsce pracy: biurko, klawiaturę, myszkę. Nie zawsze musimy to robić, część obowiązków należy do pań woźnych, ale chcemy im pomóc.

Nie można wszystkiego zrzucać na barki innych, jak to zrobił rząd, każąc nam w najtrudniejszej sytuacji po prostu sobie radzić. Trzeba dać dobry przykład. Poza tym chcemy być zgranym zespołem. Dyrektorowi też korona z głowy nie spadnie, jak wykona jakąś pracę fizyczną i ulży w ten sposób swoim podwładnym. Nie zdziwcie się, gdy go zobaczycie w tej roli. Nie, wcale nie dorabia jako woźny, on daje dobry przykład uczniom i pracownikom. Pomagajmy sobie, inaczej szybko pękniemy.

Czytaj też: A gdy w szkole dzieje się coś niepokojącego?

Trzeba rozmawiać

Żyjemy w kraju, w którym władza z ludźmi nie rozmawia, tylko wydaje polecenia. Ludzie mają być posłuszni, wcale nie muszą rozumieć, dlaczego coś należy zrobić, wystarczy, że wykonają polecenie. Na pewno każdy doświadczył takie stylu zarządzania: nie pytać, tylko zrobić, co każą. Jednak w tym roku, gdy strach przed zakażeniem będzie podcinał nauczycielom i uczniom skrzydła, rozumiemy, że tak nie można postępować. Żaden dyrektor szkoły nie powinien tak kierować swoimi pracownikami. Żaden nauczyciel nie może się ograniczać do wydawania poleceń. Koniec ze „zrób tak, bo ja tego chcę”.

Dyrektor musi poświęcić czas na wyjaśnienie pracownikom, dlaczego tak należy zrobić. Także nauczyciel musi objaśniać uczniom, że jego polecenie jest ważne i potrzebne. Koniec z bezsensowną robotą. Uczniowie, rodzice, nauczyciele, wszyscy chcemy widzieć sens tego, co robimy. Gdy zakładamy maseczkę, chcemy wiedzieć, że to ma sens. Gdy myjemy ręce płynem odkażającym, robimy to, ponieważ zrozumieliśmy sens tej czynności. I widzimy, że inni dają przykład: dyrektor nauczycielom, a nauczyciele – uczniom. Rodzicom także będziemy cierpliwie wyjaśniać, dlaczego w ten sposób uczymy ich dzieci. Wszystkich, którzy chcą zrozumieć szkołę, a mają z tym problem, zapraszamy do kontaktu z nauczycielami. Niech wam się nóż w kieszeni pochopnie nie otwiera. Pogadajmy.

Czytaj też: Zapał zgasł. Jakie nastroje u rodziców przed 1 września?

Tylko się nas nie przestraszcie. Nie jesteśmy piękni i młodzi. Polska oświata się potwornie zestarzała, podupadła też fatalnie na zdrowiu. Ma zmęczone oczy. Jesteśmy brzydcy po lockdownie, ale chcemy zachowywać się wobec uczniów wspaniale. Z takim zamiarem rozpoczynamy nowy rok szkolny. Nie bójcie się swoich nauczycieli, na pewno zyskamy przy bliższym poznaniu. Życzę nauczycielkom i nauczycielom, aby im się udało być wspaniałymi mimo wszystko. Oby nam się wszystkim to udało: także rodzicom i uczniom. Bądźmy wszyscy dla siebie wspaniali. Niech rząd nam tego zamiaru – skoro nie pomógł – przynajmniej nie spieprzy.

Czytaj też: Jak przygotować szkoły, gdy MEN nie pomaga?

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Olimpiada inna niż wszystkie

Potwierdza się reguła: drugi tydzień olimpijskiej rywalizacji jest dla Polaków bardziej udany niż pierwszy. Ale wiele wskazuje na to, że do niedużej średniej jedenastu medali z poprzednich igrzysk tym razem nie dociągniemy.

Marcin Piątek
03.08.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną