Społeczeństwo

W sprawie ułaskawienia umyka jeden ważny wątek

To sprawca – a nie ofiary, jak zapewniał prezydent – złożył wniosek o ułaskawienie go od zakazu zbliżania się do córki i jej matki. To sprawca – a nie ofiary, jak zapewniał prezydent – złożył wniosek o ułaskawienie go od zakazu zbliżania się do córki i jej matki. karich / PantherMedia
Co się dzieje pod dachem ułaskawionego? Bo jeśli nic prócz dowartościowania „normalnej rodziny” prezydenckim dekretem, to zapewne wkrótce ofiary znów będą ofiarami.

W sprawie ułaskawienia pedofila przez prezydenta Andrzeja Dudę umyka nam ważna odsłona tego dramatu: systemowa. Jak to możliwe, że jedyną osobą, na której pomoc mogą liczyć ofiary wieloletniego znęcania się, tuż przed ich eksmisją z mieszkania, jest sprawca przemocy?

Odwyk bez terapii

Ofiarami są córka i matka. Córka, dziś już pełnoletnia, jako dziecko przez pięć lat była maltretowana przez uzależnionego od alkoholu ojca. Była też jego ofiarą w sensie seksualnym: przez pięć lat z „dużą częstotliwością”, jak to się ujmuje w języku prawniczym, zmuszał ją do wykonywania posuwistych ruchów na swoim członku, onanizował się jej jękami i na różne inne sposoby ją wykorzystywał. Został skazany za znęcanie się i „inne czynności seksualne” wobec nieletniej, ale w orzeczeniu przywołano też paragraf, który mówi o gwałcie.

Zasądzono trzy i pół roku – czy to adekwatna kara za trwające latami znęcanie się i molestowanie dziecka? Wydaje się, że nie, ale wśród podobnych spraw to i tak jeden z wyższych wyroków. Co niemal się nie zdarza, zasądzono też zakaz zbliżania się sprawcy do ofiar – z racji na drastyczne formy przemocy.

Skazanemu na więzienie sprawcy zaordynowano odwyk alkoholowy, ale już nie terapię antyprzemocową. Ale to i tak coś – bo przynajmniej psychologowie i psychiatrzy się nad nimi pochylili. Ich opinie o resocjalizacji skazanego, wbrew zapewnieniom prezydenta Andrzeja Dudy, były niekorzystne, a prawdopodobieństwo, że popełni raz jeszcze czyny, za które został skazany – szacowali na bardzo duże. Mówili też o braku skruchy.

Czytaj też: Przemoc w polskich rodzinach zostaje z dziećmi na zawsze

„Normalna polska rodzina”

Ale przynajmniej próbowali pracować ze skazanym. Bo ofiary – jak to zwykle bywa – zostały same. Bagaż, jakim jest doświadczenie przemocy, wieloletnie tkwienie w takiej relacji, nie daje się zrzucić ot tak. Nie poradziły sobie pod nieobecność kata – uwiązane do jego mieszkania, bo nie miały innego adresu i nie miały na niego szans. Nic nie zbudowały, kiedy go nie było, bo i nie miały czym, z kim ani z czego. Gdy sprawca przemocy skończył wyrok, wrócił, gdzie mógł wrócić – do siebie. Do mieszkania, w którym był najemcą. I wówczas okazało się, że aby wyrok utrzymać w mocy, to ofiary powinny się wyprowadzić.

To sprawca – a nie ofiary, jak zapewniał prezydent – złożył wniosek o ułaskawienie go od zakazu zbliżania się do córki i jej matki. Dużo i w cenionym dziś przez władzę duchu pisał o normalnej rodzinie, którą tworzą, pojednawszy się po latach. Ale matka i córka dołączyły. Pisząc, że same sobie nie radzą, a skazany przynajmniej obiecał, że im pomoże finansowo. I one prosiły, by już znieść ten absurdalny – zważywszy na warunki – zakaz. Wydawać by się mogło, że prezydent zrobił rzecz rozsądną; skoro i tak sprawca mieszka z ofiarami i skoro już (mimo braku skruchy, o czym wspominali biegli) tworzą „normalną polską rodzinę”, to nie ma sensu utrzymywać martwego zapisu. Lepiej usankcjonować to, co już się dzieje. Pytanie brzmi jednak: co się tam naprawdę dzieje? Bo jeśli nic prócz dowartościowania „normalnej rodziny” prezydenckim dekretem, to zapewne nie minie wiele czasu, aż ofiary znów będą ofiarami. A potem może ich dzieci, dzieci dzieci...

Czytaj też: Spektakularne ułaskawienia Dudy

Wywikłać się z przemocy

Można też było inaczej: skierować energię na zajęcie się ofiarą. Skoro dwie kobiety, latami maltretowane, nie mają środków do życia i zaraz stracą dach nad głową, to może właśnie one i właśnie w tym momencie potrzebowały pomocy? Jakiegoś hojną prezydentką ręką darowanego mieszkania, pracy i – ważniejsze jeszcze – pracy terapeutycznej?

Nie jest łatwo wywikłać się z mechanizmów stojących za przemocą domową. Dla ofiary może to być jeszcze trudniejsze niż dla sprawcy. Ale czasem się udaje. Urząd pełnomocnika rządu do spraw kobiet, nim go zlikwidowano, prowadził program dla kobiet, które wyrwały się z przemocy – żeby mogły służyć innym przykładem. Wiele organizacji pozarządowych, którym państwo PiS obcięło fundusze, by je przekierować na „promocję rodziny”, zajmowało się właśnie tym – stawianiem ofiar na nogi. Ale własne, nie te pożyczone od sprawców.

Czytaj też: Skąd się bierze przemoc wobec dzieci?

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Historia

O Niemcach, którzy z konieczności zostali Polakami

Książka naszego redakcyjnego kolegi Piotra Pytlakowskiego „Ich matki, nasi ojcowie”, której fragment publikujemy, opowiada o losach niemieckich dzieci mieszkających na ziemiach, które po II wojnie światowej przypadły Polsce.

Piotr Pytlakowski
15.09.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną