Społeczeństwo

Policja na terenie politechniki. Przypomina się Marzec ′68

Policjanci zabezpieczają protest kobiet w Warszawie, 28 listopada 2020 r. Policjanci zabezpieczają protest kobiet w Warszawie, 28 listopada 2020 r. Jerzy Dudek / Forum
Policja dokonała nadużycia, bezzasadnie interweniując na chronionym terenie wyższej uczelni, gdzie może wkroczyć tylko za pozwoleniem rektora lub w szczególnych sytuacjach.

W czasie sobotniego Strajku Kobiet policja wtargnęła na teren Politechniki Warszawskiej przy ul. Waryńskiego, ścigając i wyłapując demonstrantów. Jeśli wierzyć filmikom upowszechnianym na Facebooku, używano przy tym pałek i gazu łzawiącego. Na interwencję taką nie było zgody rektora PW, którego o nią nie proszono. Władze PW wydały utrzymany w stanowczym tonie komunikat, w którym nazywa się akcję policji „nieuprawnionym wtargnięciem”. Rektor zwrócił się do Komendanta Stołecznego Policji z żądaniem wyjaśnień, co może wskazywać, że policja nie dopełniła obowiązku poinformowania rektora o wkroczeniu na teren uczelni post factum. Do późnych godzin popołudniowych w poniedziałek policja nie wydała żadnego komunikatu w tej sprawie.

Czytaj też: Policja, zbrojne ramię władzy. Tej hańby nie da się zmyć

Policja (milicja) na uniwersytecie

Na podstawie dostępnych informacji można stwierdzić, że policja dokonała nadużycia, bezzasadnie interweniując na chronionym terenie wyższej uczelni, gdzie może wkroczyć tylko za pozwoleniem rektora lub w szczególnych sytuacjach. Taką sytuacją jest np. pościg za przestępcą. Demonstranci nie są przestępcami i nic nie usprawiedliwia takiego zachowania policji. Przypomina się Marzec ′68, kiedy to milicja i milicyjni bojówkarze pałowali protestujących na Politechnice Warszawskiej. W latach 1967 i 1968 podobne nadużycia miały miejsce w USA i w Europie Zachodniej. Właśnie przez pamięć tamtych wydarzeń ograniczenie dostępności terenów wyższych uczelni dla sił policyjnych traktuje się bardzo poważnie. Okazuje się, że w sytuacjach kryzysu politycznego ograniczenie to ma duże znaczenie dla zagwarantowania prawa do demonstrowania i utrzymania zasad demokracji.

Opublikowany w 2011 r. raport European University Association, obejmujący aż 850 szkół wyższych z całej Europy, pokazuje, że w różnych krajach stopień autonomii – począwszy od finansów, poprzez samodzielność w kształtowaniu badań i dydaktyki, po sprawy infrastrukturalne – jest bardzo różny. Uniwersytety bywają instytucjami prywatnymi o specjalnym statusie, a mogą też być całkowicie państwowe, a ich autonomia przypomina niekiedy samorząd terytorialny. Jednakże wszędzie w Europie i na świecie uważa się prawo władz uczelni do wyrażania zgody na interwencję policyjną za nienaruszalny fundament wolności akademickiej. W Polsce autonomia wyższych uczelni jest gwarantowana nawet w konstytucji.

Czytaj też: Policja wprowadza terror. Na czyj rozkaz?

Uniwersytet sądzi i karze się sam

Już od czasów średniowiecza, a więc od swego zarania, uniwersytety cieszą się tym szczególnym przywilejem w zakresie utrzymania porządku i praworządności. Dzięki niemu studenci i profesorowie mogli traktować budynki uniwersyteckie oraz ich bezpośrednie otoczenie jako pewnego rodzaju tymczasowy azyl, pozwalający odsunąć w czasie i nadać spokojniejszy przebieg ściganiu ewentualnie popełnionych przez nich wykroczeń. Wyrażało się w tym zaufanie i szacunek dla akademii, a z czasem coś więcej – poczucie, że zbytnia dostępność uniwersytetu dla służb policyjnych (w dawnych wiekach – służb królewskich bądź książęcych, a później policji państwowej) mogłaby w niektórych przypadkach doprowadzić do naużywania władzy państwowej w celu zastraszania niewygodnych dla niej członków wspólnoty akademickiej.

Ten sposób myślenia właściwy jest epoce liberalnej – dawniej uważano po prostu, że uniwersytet ma swoich prawników i swoją straż, a więc kadry całkowicie wystarczające do tego, aby uporać się ze sprawami porządkowymi. I faktycznie, uniwersytety średniowieczne i wczesnonowożytne miały swoje sądy rektorskie, systemy kar, a nawet więzienia. Wzorem wielkich arystokratów i możnowładców rektorzy cieszyli się przywilejem samodzielnego sądzenia pomniejszych przestępstw osób zależnych, czyli (w tym przypadku) studentów i pracowników uniwersytetu.

Czytaj też: Uniwersytet Śląski na froncie walki z Ordo Iuris. Nie on jeden

Czynności policyjne, cele polityczne

Czasy te dawno już minęły, lecz tradycja pozostała. Uczelnie nadal mają swoje sądy, jakkolwiek ich kompetencje są skromne. Mają też swoje straże, lecz ich uprawnienia są niewielkie. Dlatego utarło się, że w sprawach porządkowych interweniuje na uczelniach straż miejska, a służby państwowe, na czele z policją, wyłącznie na wezwanie rektora lub w sytuacjach niecierpiących zwłoki i nadzwyczajnych, jak klęska żywiołowa, pościg lub konieczność ratowania czyjegoś życia. Tak stanowi również polskie prawo, czyli ustawa o szkolnictwie wyższym.

Zakaz wkraczania policji na teren uczelni ma wielkie znaczenie symboliczne, lecz również praktyczne – jako zabezpieczenie przed nadużyciem władzy. Nie służy on temu, żeby na kampusach można było łamać prawo bezkarnie. Służy zabezpieczeniu wspólnoty akademickiej przed nadgorliwością władz i nękaniem czynnościami policyjnymi, które niby to są zgodne z przepisami, a de facto mają cel polityczny. W praktyce rektorzy zawierają stosowne porozumienia ze strażą oraz policją, gwarantujące, że porządek będzie należycie pilnowany, a w razie konieczności interwencje będą prowadzone w niezbędnym zakresie.

Brutalność, czyli słabość władzy

Bardzo możliwe, że dowódca, który zadecydował o wtargnięciu na teren Politechniki, w ogóle nie zdawał sobie sprawy z jego szczególnego statusu. Być może za interwencją stoi połączenie ignorancji z arogancją. Tym gorzej. Takie połączenie jest szczególnie groźne i musi być piętnowane.

Z dnia na dzień polska policja staje się coraz bardziej agresywna, a jej interwencje niewiele już się różnią od tych, które pamiętamy z czasów stanu wojennego. Reżim, który w taki sposób posługuje się służbami, staje się autorytarnym państwem policyjnym. Wydaje się, że w tym kierunku zmierza dziś Polska. Na szczęście brutalność władzy czasami jest przejawem jej słabości. Miejmy nadzieję, że tak właśnie jest w tym przypadku.

Czytaj też: Jakie rozkazy wyda wicepremier Kaczyński?

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Marcel Andino Velez o trudnej sztuce opieki nad niesamodzielnymi rodzicami

Marcel Andino Velez, założyciel opiekuńczej organizacji Młodszy Brat, o tym, dlaczego dom rodzinny jest ważny dla rodziców w jesieni życia i co należy wiedzieć, decydując się na opiekę nad nimi w domu.

Teresa Olszak
25.01.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną