Społeczeństwo

Wyrzucona ze szkoły za poglądy. Gdzie się podziało katolickie miłosierdzie?

Pikieta przed sądem w sprawie nastolatki wyrzuconej ze szkoły za wyrażanie przekonań Pikieta przed sądem w sprawie nastolatki wyrzuconej ze szkoły za wyrażanie przekonań Roman Bosiacki / Agencja Gazeta
17-letnią działaczkę Młodej Lewicy relegowano tuż przed klasyfikacją, dzień po wezwaniu na przesłuchanie w sprawie rzekomej organizacji Strajków Kobiet. Jak ma zaliczyć rok szkolny – dyrekcja nie raczyła poinformować.

O Julicie można powiedzieć wiele: słucha Dawida Podsiadły, jest psiarą, zimą zbiera pieniądze do puszki WOŚP, a gdy czuje, że zagrożone są prawa kobiet i mniejszości – wychodzi na ulice. Jak poinformowały wczoraj Wiosna i Młoda Lewica: jej „spacery” wyjątkowo nie spodobały się dyrekcji białostockiego Liceum Ogólnokształcącego Zespołu Szkół Katolickich Matki Bożej Miłosierdzia.

„Negatywna grupa rówieśnicza”

W ubiegły poniedziałek w związku z rzekomą organizacją białostockich protestów Julitę przesłuchała policja – mówi w rozmowie z „Polityką” adw. Anna Jaczun, pełnomocniczka nastolatki. – Następnego dnia jej mamie wręczono wypowiedzenie umowy o kształceniu. Szkoła jest niepubliczna. Umowa może zostać wypowiedziana w trybie natychmiastowym, jeżeli uczeń nie stosuje się do regulaminu, statutu bądź zarządzenia dyrektora. I taką podstawę wypowiedzenia podano. Sęk w tym, że na piśmie nie wskazano, jakie zasady miałaby naruszyć Julita i w jaki sposób.

Julita usłyszała, że jest członkinią „negatywnej grupy rówieśniczej”, czyli Młodej Lewicy, ale chodzi raczej o rozgłos, jaki zdobyła w lokalnych mediach – ocenia Wojciech Wincent Sawoniewicz, rzecznik Młodej Lewicy. Mimo zainteresowania policji dziewczyna dalej chodziła na protesty i pisała na swojej tablicy (prywatnej! – podkreśla Sawoniewicz) posty na temat praw reprodukcyjnych. – Zdecydowanie nie były to treści wulgarne. Mogło się pojawić hasło „wypierdalać”, które podczas strajków weszło przecież do mainstreamu… ale czy to usprawiedliwia wydalenie ze szkoły? – pyta retorycznie.

Poruszamy się po omacku – przyznaje Jaczun.Wczoraj wezwałam szkołę, by udzieliła wyjaśnień i podała na piśmie podstawę faktyczną i prawną wypowiedzenia. Zawiadomiłam też – i poprosiłam o zaangażowanie w sprawę – Stowarzyszenie Rodzin Katolickich Archidiecezji Białostockiej [organ założycielski szkoły – red.], podlaską kurator oświaty, Departament Edukacji Urzędu Miasta oraz Komisję Edukacji i Wychowania przy Radzie Miasta, a także organy centralne: ministra edukacji i nauki, Rzecznika Praw Dziecka, Rzecznika Praw Obywatelskich. Napisałam również do Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka.

„Imprezy” Strajku Kobiet

Dzwonię do sekretariatu szkoły. – Chciałbym porozmawiać z panią dyrektor Kozłowską o uczennicy, którą właśnie państwo relegowali. Pani dyrektor już udzieliła wywiadu. Powiedziała, że więcej udzielać nie będzie – odpowiada głos w słuchawce.

Kozłowska, rzeczywiście, rozmawiała wczoraj z „Gazetą Wyborczą”. Zdaje się zresztą, że powiedziała wówczas o słowo za dużo. „Nasza szkoła jest szkołą katolicką nie tylko z nazwy, ale i w swojej istocie. Jeżeli któryś z uczniów przekracza granice uznawane za powszechnie nieprzekraczalne, musi się liczyć z tym, że może zostać relegowany” – stwierdziła. „Jednym z obowiązków ucznia jest niebranie udziału w imprezach, których treści są niezgodne z nauczaniem Kościoła”. Według Kozłowskiej udział w takich „imprezach” wystarcza, by usunąć uczennicę zgodnie z (niejawnym) statutem szkoły.

Czy rzeczywiście? Art. 68 ust. 2 Prawa oświatowego stanowi, że skreślenie z listy uczniów może nastąpić na podstawie uchwały rady pedagogicznej po zasięgnięciu opinii samorządu uczniowskiego. Przepis ten dotyczy jednak tylko szkół publicznych. Ale nawet gdyby dyrektorka miała się opierać wyłącznie na statucie szkoły, którą prowadzi, powinna zaczekać ze swoją decyzją do wspomnianej uchwały. A tego – według naszych informacji – nie zrobiła.

A gdzie katolickie miłosierdzie?

Ewidentne jest, że dziewczynę wyrzucono ze względu na jej poglądy – ocenia Jaczun. – Oburzające jest również, że stało się to pod koniec roku szkolnego oraz że uczennica nie ma 18 lat i musi realizować obowiązek szkolny. Prawo oświatowe stanowi, że niepełnoletniego ucznia można „w uzasadnionych przypadkach” skierować do innej szkoły. Tymczasem dyrektor Kozłowska nie powiedziała ani Julicie, ani jej matce, co właściwie powinny w takiej sytuacji zrobić.

Kwalifikację końcoworoczną aktywistka uzyska wyłącznie dzięki dobrej woli jednego z publicznych liceów. – Gdyby nie to, miałaby rok stracony. Dziewczyna ma orzeczenie o niepełnosprawności w stopniu umiarkowanym i indywidualny program terapeutyczno-edukacyjny. To cud, że udało jej się zachować płynność edukacji – mówi jej prawniczka. – Zastanawiam się, gdzie podziała się katolicka miłość bliźniego – dodaje z przekąsem Sawoniewicz. – Gdzie jest to katolickie miłosierdzie w momencie, gdy rok przed maturą komuś niszczy się życie?

Julita nie chce rozmawiać z mediami. Jej mama tłumaczy, że córka już i tak przypłaciła sytuację masą nerwów, a w dodatku od kilku lat ma poważne problemy ze zdrowiem. „Niech się z tego wszystkiego otrząśnie” – pisze w SMS-ie. Tymczasem Młoda Lewica alarmuje, że nauczyciele mają rzekomo zastraszać innych uczniów białostockiej placówki, prezentując Julitę jako przykład konsekwencji, jakie grożą aktywnym politycznie nastolatkom. No, przynajmniej tym, którzy mają serce po lewej stronie.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kultura

Polonia jest taka jak my. Ewa Winnicka opowiada o polskim Greenpoincie

Mnie ten temat dlatego tak bardzo pociąga, że zmusza do zastanowienia, co to znaczy być w ogóle Polakiem – mówi Ewa Winnicka, autorka książki „Greenpoint. Kroniki Małej Polski”.

Janusz Wróblewski
16.06.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną