Rabaty na prenumeratę cyfrową Polityki

40% lub 50%

Subskrybuj
Społeczeństwo

Sceny z życia PCK. Dlaczego nie pomaga na granicy? „Nie da się”

Siedziba PCK w Warszawie Siedziba PCK w Warszawie Maciek Jaźwiecki / Agencja Gazeta
„Polski Czerwony Krzyż na granice” – z takim żądaniem aktywiści społeczni z całej Polski zwrócili się do władz PCK. I ogłosili dwudniowy ostrzegawczy strajk okupacyjny w warszawskiej centrali PCK.

Najpierw był list Danuty Kuroń, obrończyni praw mniejszości, do zarządu PCK z żądaniem udzielenia pomocy uchodźcom uwięzionym na pasie granicznym z Białorusią.

Potem rozmowa Janiny Ochojskiej, eurodeputowanej i szefowej Polskiej Akcji Humanitarnej, z prezesem PCK Stanisławem Kracikiem.

Nic nie wskórały. Usłyszały, że PCK nic nie może, bo działa w granicach prawa.

25 września odbył się zjazd sprawozdawczo-wyborczy PCK. Wybrano nowy zarząd. Prezes Kracik przestał być prezesem. Jego miejsce zajął Jerzy Bisek. Nowe władze zamierzały energicznie działać, no ale zaczął się weekend.

A w poniedziałek w warszawskiej siedzibie PCK pojawili się aktywiści i ogłosili, że zawiązał się komitet strajkowy. Wjechali na piąte piętro, zajęli małą salę konferencyjną przy biurze zarządu i rozpoczęli 48-godzinną okupację. Byli wśród nich m.in. naukowiec, ekonomista, urzędnik, urzędniczka, artystka, programistka, tłumaczka, pisarz, radca prawny, informatyk. Żadni szaleńcy, po prostu ludzie wstrząśnięci dramatami na granicy, śmiercią nieszczęsnych uciekinierów, losem dzieci i ich matek.

Czytaj też: W lesie na granicy

PCK. Solidarni po kryjomu

Zażądali natychmiastowej realizacji przez PCK pomocy humanitarnej we wschodnim pasie przygranicznym, natychmiastowego zaangażowania PCK w odnajdywanie i identyfikację uchodźczyń i uchodźców zaginionych w Polsce oraz rozliczenie współodpowiedzialności kierownictwa PCK za dotychczasowe zaniechania na granicy polsko-białoruskiej. Określili, że warunkiem podjęcia negocjacji z zarządem będzie obecność misji PCK w Usnarzu Górnym.

Uznali, że misją PCK jest niesienie pomocy ofiarom konfliktów, uchodźcom i ludziom w potrzebie. Tym bardziej że na swoich stronach internetowych PCK chwali się wypełnianiem tej misji, ale sprowadza się ona do darów (ubrania, zabawki i kredki dla dzieci itp.) dla osób przebywających w zamkniętych ośrodkach Straży Granicznej. Aktywiści oczekiwali od PCK wysłania przeszkolonych wolontariuszy w rejon przygraniczny, aby tam udzielali wsparcia błąkającym się po lasach uciekinierom z Afganistanu, Syrii, Iraku i krajów afrykańskich. Zaopatrywali ich w ciepłą odzież, lekarstwa i pożywienie, monitorowali ich sytuację i kontrolowali sposób traktowania tych osób przez polskie służby. PCK, według aktywistów, ma ku temu wszelkie możliwości.

Przed wprowadzeniem stanu wyjątkowego z pomocą uchodźcom starały się przyjść organizacje humanitarne takie jak Fundacja Ocalenie i Grupa Granica, a także szereg lokalnych stowarzyszeń. Teraz ich działalność w strefie przygranicznej jest przez władze zakazana. Ale PCK jest organizacją mającą uprawnienia do działania nawet w warunkach stanu wyjątkowego.

Początkowo urzędnicy PCK próbowali uniemożliwić okupowanie pomieszczenia, ale wobec determinacji strajkujących ustąpili. Jak mówią nam uczestnicy strajku – niektórzy z pracowników ściszonym głosem, aby przełożeni nie słyszeli – deklarowali solidarność z komitetem strajkowym. Okupującym umożliwiono korzystanie z toalet oraz częstowano ich kawą i herbatą.

W tym czasie na ulicy Mokotowskiej przed wejściem do gmachu trwała pikieta wspierająca. Przechodniów informowano o celu strajku i zbierano podpisy pod apelami do PCK i MCK.

Czytaj też: Slajdy, krew i trupy. Błaszczak i Kamiński na granicy absurdu

Stan wyjątkowy. Media sobie nic nie mogą

We wtorek w południe drzwi do siedziby PCK zamknięte na głucho. Przywołany pracownik ochrony oznajmia, że nikt spoza pracowników do budynku nie wejdzie, tak postanowiło szefostwo PCK. Negocjacje wchodzą na wyższy poziom, kiedy niżej podpisany powołuje się na prawo do informacji i wolność słowa. Ochroniarz wzywa posiłki w osobie urzędnika w maseczce. Ten sprawia wrażenie twardziela, który na żadne ustępstwa nie pójdzie. Media? To budynek prywatny i media sobie nic nie mogą. Oponujemy, ja i fotoreporterka Aleksandra Perzyńska, że PCK działa dla dobra publicznego, korzysta też w pewnej mierze z pieniędzy publicznych, więc jak najbardziej mamy prawo, a nawet obowiązek wejść do siedziby, żeby porozmawiać z kimś z zarządu i ze strajkującymi oraz zrobić zdjęcia, bo na tym polega nasza praca.

Twardziel oznajmia, że na miejscu nie ma nikogo z zarządu ani nawet z biura, a ze strajkującymi można porozmawiać telefonicznie. Spór się przeciąga i w końcu nasze argumenty powodują, że twardziel staje się trochę mniej twardy. Oświadcza, że skontaktuje się telefonicznie z panią dyrektor generalną i niech ona zdecyduje. O dziwo pani dyrektor zgadza się na odwiedziny dziennikarzy.

W niewielkiej salce za okrągłym stołem siedzą okupanci. W gruncie rzeczy wiedzą, że PCK nie spełni ich żądań, przynajmniej nie od razu, ale mają świadomość, że to początek. Będą uporczywie domagać się realizacji postulatów. Ten strajk nazwali ostrzegawczym, aby dać sygnał, że jeszcze tu wrócą, ponowią żądania i być może zostaną dłużej niż dwie doby.

Nowy prezes Jerzy Bisek zaproponował im spotkanie, ale odmówili, bo nie spełniono podstawowego warunku: nie wysłano misji do Usnarza. A to według nich jest konieczne, bo tam z zimna i chorób umierają ludzie. Polska o tym wie, zarząd PCK też ma pełną wiedzę. Pomoc musi być wysłana!

Siedlecka: Władza wyrzuca dzieci do lasu

W PCK zegar stoi. Myjcie ząbki, dzieci

Środa rano, strajkujący zwijają obóz. Sprzątają po sobie. Na ścianie upstrzonej portretami dotychczasowych prezesów Polskiego Czerwonego Krzyża umieszczają fotografie uchodźców. To zaburza kompozycję. Na plakatach, które wiszą w centrali PCK, widać wiewiórki myjące ząbki, propagowana jest higiena, a dzieci mają płukać rączki, aby uniknąć wielu chorób. Te foty przerażonych i zziębniętych kobiet i dzieci z granicy nie pasują do idyllicznego wystroju.

Około 9 rano strajk okupacyjny jest już zakończony, aktywiści opuszczają budynek.

Tego samego dnia o 17:30 nowy zarząd PCK zaprasza dziennikarzy na briefing. Dowiadujemy się, że strajkujący domagali się postawienia w Usnarzu szpitala polowego. Po pytaniach dziennikarzy prezes przyznaje się do błędu: nie było żądania szpitala, chodziło o punkt medyczny.

Czytaj też: Polskie państwo krwawi, narasta atmosfera opresji

PCK działa, jak mówi nowy zarząd, dla rządu. To znaczy: kiedy władze poproszą, to PCK spieszy z pomocą. MSWiA finansuje działalność Biura Informacji i Poszukiwań PCK. Akcje pomocowe finansowane są z dotacji celowych od rządu i urzędów marszałkowskich. To pieniądze tzw. znaczone, czyli nie można ich wydać na inny cel niż określony we wniosku o dotację.

Na inne cele PCK może prowadzić zbiórki publiczne. Tu też obowiązuje procedura.

Do Usnarza PCK nie pojedzie, bo tam trzeba się przedzierać przez kordony: policję, Straż Graniczną i wojsko. Nie da się. Wystąpili co prawda do MSWiA o zgodę na wysłanie wolontariuszy w rejon przygraniczny, ale odpowiedzi nie uzyskali. Zamierzają otworzyć punkty pomocowe w pięciu miejscowościach, gdzie mogą pojawić się uchodźcy: Białej Podlaskiej, Białymstoku, Suwałkach, Hajnówce i Sokółce. Jeżeli cudzoziemiec jakimś cudem tam trafi, dostanie np. pakiet żywnościowy. Przygotowano takich pakietów 1,5 tys.

PCK istnieje w Polsce od 102 lat i niewiele zmienia w swoich działaniach. Kryzys na wschodniej granicy wymaga od tej organizacji mobilizacji na całkiem innym poziomie. Wydaje się, że do tego PCK nie jest jeszcze gotowy.

I ostatnia scena. Konferencja się kończy. W holu na parterze dziennikarze przechodzą obok plakatów z wiewiórkami, bo zęby trzeba myć. I trudno oprzeć się wrażeniu, że w tej szacownej, ponadstuletniej organizacji zegar się zatrzymał.

Czytaj też: Chroniczny stan wyjątkowy. Kolejnych 60 dni i co dalej?

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Ludzie i style

Polityka przy stole. Symulator kampanii wyborczej i inne planszówki

Kogo znane na co dzień z ekranów i gazet polityczne spory nadal bardziej ekscytują, niż męczą, może sprawdzić swoich sił w ich wersji pudełkowej. Uwaga – wciągają jak prawdziwe.

Michał Klimko
25.11.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną