Społeczeństwo

Czy telefon zaufania dla dzieci i młodzieży zamilknie?

Telefon zaufania dla dzieci i młodzieży w Centrum Pomocy Dzieciom w Warszawie Telefon zaufania dla dzieci i młodzieży w Centrum Pomocy Dzieciom w Warszawie Adam Stępień / Agencja Gazeta
Można domniemywać, że Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę podpada rządowi przez dopuszczanie – i komunikowanie! – faktu, iż w rodzinach dzieciom może dziać się krzywda, co nijak nie mieści się w konserwatywno-prawicowej wizji świata. Tylko tyle i aż tyle? Być może.

Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę, która po raz kolejny nie dostała rządowego wsparcia na prowadzenie telefonu zaufania dla dzieci i nastolatków 116 111, zapewnia, że linia nie przestanie działać. Obawy, że nie sposób będzie kontynuować działalności, pojawiły się po doniesieniach o anulowaniu konkursu Ministerstwa Zdrowia.

Przypomnijmy: urzędnicy resortu po pięciomiesięcznej analizie ofert wsparcia telefonicznego dzieci i młodzieży w kryzysie psychicznym uznali, że nie wyłonią zwycięzcy. Unieważnili konkurs bez podania przyczyny. Ujawniono jednakowoż informację, że oferta FDDS uzyskała aż 22,5 pkt. na 24 możliwe do zdobycia. Wyjaśnienia nie doczekał się ani Rzecznik Praw Obywatelskich, ani posłowie zwracający się z interpelacjami w tej sprawie, ani sama fundacja.

Odbierają co piąty telefon, a potrzeby są wielkie

W ostatnich godzinach w odpowiedzi na spływające głosy niepokoju FDDS opublikowała oświadczenie, że jej zespół jest zdeterminowany, by dalej działać. „Potrzeby wsparcia telefonicznego dzieci i młodzieży są olbrzymie, szczególnie w sytuacji rosnącej skali kryzysów psychicznych i bardzo małej dostępności publicznej oferty ochrony zdrowia psychicznego dzieci i młodzieży. Przy maksymalnej mocy działania linii 116 111 jesteśmy dziś w stanie odebrać 15–20 proc. prób połączeń. To dużo, ale wciąż niewystarczająco. Roczne funkcjonowanie naszej linii pomocowej to już ok. 3 mln złotych. Dotacje publiczne, które obecnie otrzymujemy, to jedynie 5 proc. budżetu, przyznane tylko na ten rok. To znacząco utrudnia zapewnienie stabilności i rozwoju linii, ale nie poddajemy się” – czytamy w komunikacie FDDS.

Jak działa telefon? Dzięki wpłatom darczyńców: jednorazowym, comiesięcznym, dzięki zbiórkom publicznym, wpływom z jednego procenta, darowiznom sponsorów i partnerów, czasem akcjom celebrytów. Niewątpliwie takie zaangażowanie ma osobny skutek społeczny, walor edukacyjny i uwrażliwiający. Trudno jednak, opierając się na nich, planować działania (za które skądinąd odpowiedzialne są władze), zwłaszcza w perspektywie dalszego pogłębiania się problemów ze zdrowiem psychicznym dzieci i nastolatków.

Bo, nie oszukujmy się, nie ma powodów, aby te problemy miały się wygaszać. Szumnie ogłaszana reforma psychiatrii dzieci i młodzieży na razie w wielu miejscach okazuje się kolejną grą pozorów, a w najlepszym przypadku idzie jak po grudzie. Obietnice łatwiejszego dostępu do pomocy za pośrednictwem szkół też pozostają fikcją, a w świetle zapowiadanych zmian ustroju oświaty będzie z tym jeszcze gorzej. Kurator będzie miał dwa miesiące na decyzję, czy – na przykład – specjaliści z organizacji pozarządowej mogą wejść z programem wsparcia do placówki, w której doszło do przemocy.

To się nie mieści w pisowskiej wizji rodziny

Swoją drogą ciekawe, dlaczego urzędnicy Prawa i Sprawiedliwości odmawiają wsparcia organizacji, która od kilkunastu lat, jako się rzekło, bierze na siebie zadania publiczne z trudnego i strategicznego obszaru. Odpowiedzi raczej nie wyczerpuje proste stwierdzenie: „żeby dać zarobić swoim”. Ławka „swoich”, którzy mogliby choć udawać kompetencję, jest za krótka. Dość przypomnieć, że równolegle z ogłoszeniem decyzji o nierozstrzygnięciu konkursu nowy telefon zaufania uruchomiło MEiN. Do jego poprowadzenia wybrano Fundację Auxilium związaną z Kościołem katolickim, doświadczoną m.in. w prowadzeniu terapii rodzinnych, mediacji, poradach dietetycznych i egzorcyzmach. Obyło się bez konkursu, ale finansowanie przewidziano tylko na dwa miesiące.

Można domniemywać, że FDDS podpada rządowi przez dopuszczanie – i komunikowanie! – faktu, iż w rodzinach dzieciom może dziać się krzywda, że mogą cierpieć, być ofiarami opiekunów, co nijak nie mieści się w konserwatywno-prawicowej wizji świata. Tylko tyle i aż tyle? Być może.

Apel do ministra Niedzielskiego

W zaistniałych okolicznościach pozostaje nam więc jako obywatelom wyręczać państwo kolejny szczebel wyżej. Nie tylko organizując pomoc, lecz także jej zaplecze finansowe, by cierpiące dzieci wciąż miały gdzie dzwonić. Ścieżka prowadząca do wpłat przez stronę internetową fundacji jest prosta i przyjazna.

No i jeszcze jedno, co można zrobić – podpisać petycję do ministra zdrowia, aby jednak rozstrzygnął konkurs. Nawet jeśli nie wierzymy, że uda się przekonać Adama Niedzielskiego, to sposób, by zamanifestować, co dla nas ważne. Na razie podpisów jest ponad 40 tys.

Więcej o wsparciu dla telefonu 116 111 na stronie Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kraj

Tata Maty

W przewrotnym sensie jest beneficjentem rządów PiS, gdyż będąc ich konsekwentnym krytykiem, stał się znaczącą osobistością życia publicznego. Niektórzy określają go mianem „opozycyjnego celebryty”, na co Marcin Matczak nieco się zżyma. Ale w sumie nieźle oddaje ono jego status.

Rafał Kalukin
18.10.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną