„Polityka”. Dajemy pełny obraz.

Czytaj, słuchaj, odkrywaj świat!

SUBSKRYBUJ
Społeczeństwo

Covid i braki kadrowe dociskają szkoły. Oświata działa z doskoku

Covid i braki kadrowe dociskają szkoły. Covid i braki kadrowe dociskają szkoły. Jakub Orzechowski / Agencja Gazeta
Edukacja obecnie w Polsce działa to tu, to tam, gdzie ma farta albo gdzie jej pracownicy mają tytaniczną siłę. W wielu miejscach realnie przestała funkcjonować. Państwo w tym obszarze abdykowało.

Boję się otwierać wiadomości ze szkoły – wyznaje Lidia, matka piątoklasistki z Warszawy. Jej córka Lena właśnie wróciła do stacjonarnej nauki po drugiej kwarantannie w ciągu miesiąca. Ma 11 lat, nie można jej zaszczepić. Każdy kontakt z osobą zakażoną oznacza dla niej konieczność nauki zdalnej, ale i zamknięcie w domu. Ostatnie takie kontakty dziewczyna miała wyłącznie w szkole.

Epidemia przesuwa się na zachód

Minister zdrowia Adam Niedzielski wyliczył, że 80 proc. osób wysyłanych na kwarantanny w ostatnim czasie to te, które z koronawirusem miały kontakt w placówkach oświatowych. Według statystyk z Warszawy, publikowanych codziennie, w pierwszym dniu po długim weekendzie 15 listopada zdalnie lub hybrydowo pracowało 226 miejskich szkół i przedszkoli. 12 listopada nauka z przyczyn epidemicznych całkowicie lub częściowo zawieszona była w 183 placówkach. Co ciekawe, takiego wzrostu nie widać na Lubelszczyźnie, gdzie podobna sytuacja miała miejsce w ok. 330 jednostkach (chodzi o całe województwo) zarówno 12, jak i 15 listopada. Na razie trudno rozstrzygnąć, czy to efekt opóźnień w zgłaszaniu nowych zachorowań, czy może przejaw tego, że – zgodnie z przewidywaniami – epidemia ze wschodu kraju zaczyna się przesuwać na zachód.

O nasilających się zachorowaniach donoszą nauczyciele i rodzice z regionów, w których jeszcze kilkanaście dni temu panował względny spokój, jak Śląsk czy województwo łódzkie. W wielu szkołach normą staje się faktyczna nauka hybrydowa przez większość czasu – 40 proc. klas uczy się zdalnie, reszta stacjonarnie. Co kilka dni, po kolejnych wynikach testów, w układzie następuje zmiana. A do tego na zwolnieniach przebywa – też wymiennie – po 25–30 proc. nauczycieli (między których już z początkiem roku porozdzielano nadgodziny, bo ogólnie jest ich za mało).

W szkole u Leny już trzy razy osobami zakażonymi okazali się pracownicy szkoły, którzy się zaszczepili, ale w pierwszej połowie roku (przyjmowali preparaty jako jedna z pierwszych grup). Przy tym według danych MEiN 20 proc. nauczycieli ze szczepień nie skorzystało. To bardzo ogólne dane dotyczące całej Polski. Nie wiadomo, ilu takich pracowników jest w poszczególnych szkołach, ale wystarczy jedna osoba, by rozsiać wirusa w placówce. A w skali kraju 20 proc. pedagogów bez szczepień w obecnej sytuacji w zupełności wystarczy do „położenia” całej oświaty. Zwłaszcza że – jak wiadomo – jeszcze niższy jest odsetek zaszczepionych uczniów.

Gonitwa i sprawdzian za sprawdzianem

A zatem jak wygląda praca? Z doskoku. Z jednej strony w trakcie zajęć stacjonarnych nauczyciele starają się przerobić jak najwięcej materiału. Z drugiej, nauczeni doświadczeniem, nie chcą odkładać sprawdzianów na „zdalne”, więc i klasówki kumulują się po pięć, sześć w tych tygodniach, gdy nauka idzie standardowym trybem. Słabo przebija się do masowej nauczycielskiej świadomości, że klasówki w zaistniałych okolicznościach można by odpuścić. Ale za takim podejściem stoi lęk, tym większy, im krótsza perspektywa egzaminów zewnętrznych – czy to ósmoklasisty, czy matury.

Dla uczniów stacjonarne bycie w szkole oznacza więc gonitwę tematów i sprawdzian za sprawdzianem. Chyba że okazują się nagle odwołane z powodu choroby nauczyciela (podczas gdy młodzieży bardzo trudno się skupić, co zauważają niemal wszyscy nauczyciele). Lekcje online oznaczają wypatrywane rozprężenie, a choroba – zaległości, z których bardzo trudno będzie się wykaraskać.

Dzieci antyszczepionkowców chodzą do szkoły nawet z infekcjami, a ich rodzice unikają poddawania ich testom. Dzieci odpowiedzialnych rodziców są testowane, a pozytywny wynik oznacza trzy tygodnie wyłączenia z nauki, jeśli toczy się stacjonarnie. Spróbuj to nadrobić w siódmej klasie podstawówki! – proponuje Marcin, ojciec 13-latki z Częstochowy, która chodząc do zwyczajnej szkoły, musiała zrezygnować ze wszystkich zajęć dodatkowych, żeby mieć szanse jako tako „obrobić się” z zadaniami domowymi i codzienną nauką.

Edukacja to tu, to tam

Marcin, z zawodu nauczyciel liceum (szczepiony, czeka właśnie na wynik testu na covid), jest za wprowadzeniem centralnego zdalnego nauczania przynajmniej do świąt, co – jak ocenia – mimo wszystko oznaczałoby pewną stabilność i możliwość organizacji pracy. Minister Przemysław Czarnek powtarza jednak, że to rozwiązanie nie wchodzi w rachubę (odradza je też WHO jako szkodliwe dla stanu psychicznego i rozwoju społecznego dzieci).

Wśród nauczycieli i rodziców powtarzają się pomysły, by w takim razie przynajmniej regularnie i masowo testować nauczycieli i uczniów pod kątem koronawirusa (co z kolei miesza się z nieoficjalnymi apelami, by w razie dolegliwości nie pojawiać się w szkołach, ale też nie poddawać testom, bo „za dużo z tego kłopotów”). Inny powracający postulat to obowiązek szczepień dla wszystkich pracowników oświaty (to też w mniemaniu władz politycznie zbyt ryzykowne). Naturalnie rodzą się także pytania o czasowe nauczanie hybrydowe, przynajmniej na poziomie tych szkół, gdzie nasilenie problemów jest ostatnio największe. To jednak okazuje się zbyt trudne organizacyjnie, zwłaszcza że wbrew rządowej propagandzie sukcesu w wielu szkołach wciąż brakuje pozwalającego na to sprzętu, a światłowodowy internet co rusz szwankuje.

Gdyby nie chodziło o zdrowie i życie, można by uznać za dość zabawne, że komunikat o ograniczeniach w pracy – własnej – opublikowało niedawno łódzkie kuratorium oświaty. „Interesanci” przychodzić mają na umówione godziny, odbierani są przez pracownika przy wejściu do budynku, a po zakończeniu spotkania – do drzwi odprowadzani, w pomieszczeniach nie może przebywać więcej niż jedna osoba na jedno stanowisko obsługi. Wszystko dla bezpieczeństwa „interesantów” i pracowników. Rozwiązań poprawiających bezpieczeństwo szkół, podległych także łódzkiemu kuratorium, po prostu nie ma. Powiedzmy sobie uczciwie: państwo z tego obszaru abdykowało. Edukacja i oświata w Polsce działa to tu, to tam, gdzie ma farta albo gdzie jej pracownicy mają tytaniczną siłę. W wielu miejscach realnie przestała funkcjonować.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Agnieszka Graff i Elżbieta Korolczuk dla „Polityki”: Prawica nauczyła się grać w gender

Rozmowa z Agnieszką Graff i Elżbietą Korolczuk o kobietach, które na ulicach pokazują nowy feminizm, i mężczyznach zakażonych ultrakonserwatyzmem.

Katarzyna Czarnecka
01.12.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną