„Polityka”. Dajemy pełny obraz.

Czytaj, słuchaj, odkrywaj świat!

SUBSKRYBUJ
Społeczeństwo

Wojtyszki. Czy to koniec obozu koncentracyjnego dla psów?

Schronisko w Wojtyszkach, zdjęcie z 2007 r. Schronisko w Wojtyszkach, zdjęcie z 2007 r. Marcin Wojciechowski / Agencja Gazeta
Weszliśmy do piekła – mówi Grzegorz Bielawski z Pogotowia dla Zwierząt, który kierował interwencją wolontariuszy. Niektóre psy to żywe trupy. Wyciągnięte z boksów, nie potrafiły iść do przodu.

W czasach „świetności” w Wojtyszkach było 3,54 tys. psów i jako pierwsi, dziesięć lat temu, pokazaliśmy w „Polityce”, co działo się za szczelnym ogrodzeniem. Największe schronisko w Europie działało bez przeszkód mimo wielu zawiadomień do prokuratury i Państwowej Inspekcji Weterynaryjnej. Straż dla Zwierząt już od kilkunastu lat próbowała dobrać się do skóry Longina S., który zrobił z tego miejsca bardzo lukratywny biznes. Obrońcy praw zwierząt wynajęli nawet motolotnię (nie było wtedy dronów), żeby zdobyć dowody.

„Niektóre psy to żywe trupy”

Udało się dopiero teraz. Dziesięć zespołów złożonych z lekarzy i techników weterynarii, zoopsychologów, zorganizowanych i finansowanych przez Straż dla Zwierząt oraz ponad 100 funkcjonariuszy policji pod nadzorem prokuratora przez cztery dni kontrolowało prywatne schronisko w Wojtyszkach pod Sieradzem.

Weszliśmy do piekła – mówi Grzegorz Bielawski z Pogotowia dla Zwierząt, który kierował interwencją wolontariuszy. – Niektóre psy to żywe trupy. Wyciągnięte z boksów, nie potrafiły iść do przodu. Zastygały przerażone albo kręciły się w kółko.

Całymi latami musiały nie wychodzić z betonowych boksów dwa metry na dwa. Odebrali 104 zwierzęta. Zagłodzone, chore i wychudzone. W tym ponad 70 psów. – 40 już znalazło nowe domy, w większości to staruszki w okropnym stanie – mówi Bielawski.

Wytypowali ponad 300 zwierząt do interwencyjnego odbioru. Ale lekarz weterynarii, powołany jako biegły przez prokuraturę, uznał, że w stanie bezpośredniego zagrożenia zdrowia i życia są tylko 104 zwierzaki. W schronisku znaleziono też martwe zwierzęta przechowywane w zamrażarkach. Dorosłe psy, szczeniaki zapakowane w torby foliowe.

Uratujemy wszystkie z tego piekła – mówi Bielawski. – Mamy wsparcie Wydziału Przestępczości Gospodarczej Komendy Miejskiej Policji w Kaliszu i Prokuratury Okręgowej w Ostrowie Wielkopolskim.

Zaczęło się od 400 psów. Jadły raz dziennie

W Wojtyszkach krzywda zwierzętom dzieje się od lat. Schronisko powstało w 2004 r., kiedy Longin S., właściciel Hotelu dla Zwierząt i Ptactwa Domowego, kupił działkę o powierzchni 50 tys. m kw. Wiedział, że na bezdomnych zwierzętach zrobi duże pieniądze pod warunkiem masowej skali przedsięwzięcia. Zaczął od 400 psów, szybko przekroczył 3 tys. Oszczędzał na infrastrukturze. Psy żyły pod gołym niebem na olbrzymich wybiegach, kilkadziesiąt sztuk na jednym. Wybiegi z trzech stron miały pełne ogrodzenie z betonowych półfabrykatów, z czwartej krata, a za nią stojący dzień i noc człowiek z batem. Gdy psy zaczynały się gryźć, strażnik wchodził i robił porządek.

Jedzenie dostawały raz dziennie, wcześnie rano: górę surowych odpadów poubojowych lub tzw. MOM, rozdrobnioną surową masę mięsno-tłuszczową, które wyrzucano na drewniany, zadaszony podest ciągnący się wzdłuż jednego boku wybiegu. Tam też spały. Nie miały bud ani misek. Ale były – jak na schroniskowe warunki – wręcz grube.

Taki system utrzymania zwierząt praktycznie uniemożliwiał ich identyfikację. Gdy – co prawda rzadko – przedstawiciele gmin fatygowali się, by sprawdzić, co się dzieje z psami utrzymywanymi za ich pieniądze, stawali bezradni przed kłębowiskiem kilkudziesięciu czworonogów. A jak wskazali na kudłatego rudego, po wyciągnięciu go na zewnątrz nie można było znaleźć chipa.

Według informacji publicznej uzyskanej z gmin tylko w latach 200510 Wojtyszki przyjęły minimum 5530 bezdomnych psów za kwotę ok. 16 mln zł. Los 2,5 tys. psów do dzisiaj pozostaje nieznany. Nie jest udokumentowany ani adopcjami, ani padnięciami, ani eutanazją.

To był koncentracyjny obóz dla zwierząt

Właścicielowi opłacało się, by żyły i jak najdłużej przebywały pod jego „opieką”. Bo gminy – a w czasach prosperity Wojtyszki miały umowy z ponad setką gmin – płaciły od 5 do 7 zł dziennie za każdego psa. Oczywiście o żadnych adopcjach z Wojtyszek mowy nie było. Longin S. nie wpuszczał nikogo, żadnych wolontariuszy. Do 2016 r., jak ustalił Tadeusz Wypych z Biura Ochrony Zwierząt Fundacji Argos, w Wojtyszkach było 3,5 tys. psów.

Kiedy „Polityka” opisała i pokazała na zdjęciach ten koncentracyjny obóz dla zwierząt, w którym jedynym wybawieniem dla psa było zagryzienie przez kompanów w niewoli, o schronisku zaczęło być głośno. Pojawiły się kolejne publikacje. I prawdopodobnie inspekcja weterynaryjna nakazała Longinowi S. zmianę systemu utrzymania psów. Wybudował więc ciągi pojedynczych betonowych boksów. Psów mieściło się już mniej, a jednocześnie część gmin po serii publikacji wycofała się ze współpracy. Maszynka do robienia pieniędzy zaczęła się zacinać. Brakowało na karmę dla psów. – Kiedy weszliśmy, na 1,2 tys. zwierząt, bo tylko tyle tam zostało, były dwie tony kociej karmy i to miało wystarczyć do końca tygodnia – mówi Grzegorz Bielawski. – A stan większości psów wskazywał na to, że po prostu głodowały, i to od dawna.

W poprzednich latach trochę zwierząt udało się wolontariuszom stamtąd wyciągnąć i były w takim stanie, że mogli złożyć zawiadomienia o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. I od 2016 r. prokuratura z innego województwa prowadzi w tych sprawach postępowanie. Śledztwa prowadzone przez Prokuraturę Rejonową w Sieradzu kończyły się umorzeniem. W zeszłym roku zmarł Longin S. Schronisko przejęła żona. Nie mogła sobie poradzić z prowadzeniem tego miejsca i zaczęła wydawać zagłodzone psy do adopcji. Stąd kolejne zawiadomienia do prokuratur w całym kraju. I do Straży dla Zwierząt, która od lat zbierała dowody na to, że w schronisku zwierzętom dzieje się krzywda. We wrześniu Prokuratura Regionalna w Łodzi zadecydowała, że sprawę od Prokuratury Rejonowej w Sieradzu przejmuje Prokuratura Okręgowa w Ostrowie Wielkopolskim. I to był przełom.

W Sieradzu nie było szans na obiektywne prowadzenie sprawy – mówi Grzegorz Bielawski.

Prokurator z Ostrowa podjął decyzję o wejściu do Wojtyszek celem uzupełnienia dokumentacji. Straż dla Zwierząt zaoferowała pomoc.

– Sprawa nie jest zakończona, mamy nadzieję na szybkie odebranie wszystkich zwierzaków jeszcze w grudniu – mówi Bielawski. – Tylko potrzebne są pieniądze, i to spore. Likwidacja schroniska w Radysach koło Olsztyna, skąd w zeszłym roku zabraliśmy 1,2 tys. zwierząt, kosztowała nas prawie 2 mln zł. Tu będzie podobnie.

Pieniądze na ratowanie psów z Wojtyszek można wciąż wpłacać tutaj.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kraj

Układ się rozpada. Spowiedź byłego doradcy Morawieckiego

Tomasz Krawczyk, były doradca Lecha Kaczyńskiego i Mateusza Morawieckiego, o nadziejach i złudzeniach ludzi PiS.

Rafał Kalukin
03.12.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną