Piszemy o wszystkim, co ważne

Codziennie coś nowego. Bądź w centrum wydarzeń.

Subskrybuj
Społeczeństwo

Zabrać dzieci z tego piekła. Trwa ewakuacja ukraińskich sierot

Spotkanie z ukraińskimi uchodźcami, Olsztyn Spotkanie z ukraińskimi uchodźcami, Olsztyn Arkadiusz Stankiewicz / Agencja Gazeta
Jak mówi konsul Ukrainy we Wrocławiu Jurij Tokar, według informacji służb dyplomatycznych z Ukrainy wywieziono ok. 1800–2000 sierot. Trafiły w grupach do różnych krajów, w tym Polski. Tutaj jest ich najwięcej.

Jurij Tokar podkreśla, że ukraińskie sieroty docierają do Polski, Niemiec i Włoch razem ze swoimi opiekunami. – Na Dolnym Śląsku jest w tej chwili blisko 140 dzieci. Nikt ich nie rozdziela, są w takich samych grupach, w jakich były u siebie w Ukrainie, razem ze swoimi opiekunami, z którymi tutaj przyjechały – podkreśla. Od razu dodaje, że ukraińskie służby dyplomatyczne działające w Polsce nie ujawniają miejsc pobytu tych dzieci, by oszczędzić im niepotrzebnego zainteresowania, mogącego tylko potęgować stres.

Mogę tylko powiedzieć, że współpracujemy z samorządami. Na Dolnym Śląsku dzieci zostały ulokowane w ośrodku przystosowanym dla nich, z pełnym zabezpieczeniem ich pobytu – mówi Tokar. Jak podkreśla, przez trzy tygodnie ewakuacji ludności cywilnej zdarzały się przypadki, że dorośli opiekunowie gubili się z dziećmi, ale dzięki zaangażowaniu wolontariuszy i polskiej policji szybko udawało się odnaleźć krewnych.

Ewakuację organizują SOS Wioski Dziecięce

Odrębnym przypadkiem jest nagłośniona w mediach sprawa 12-letniej dziewczynki, która do Polski przyjechała z babcią, jedyną prawną opiekunką. Tak się nieszczęśliwie złożyło, że ta babcia zmarła, a matka dziecka zdecydowała się je zabrać do siebie, na Ukrainę. Tutaj decyzje leżą po stronie sądu – uspokaja nastroje konsul Tokar.

Akcję ewakuacji z domów dziecka i pieczy zastępczej od wybuchu wojny prowadzi Stowarzyszenie SOS Wioski Dziecięce działające w Ukrainie w porozumieniu z polskim oddziałem organizacji. Na początku marca z bombardowanego Kijowa wywieziono grupę dzieci wraz z rodzinami zastępczymi. Po przekroczeniu polskiej granicy wszyscy trafili do Domu Młodzieży SOS w Lublinie, a stamtąd do SOS Wioski Dziecięcej w Karlinie w województwie zachodniopomorskim.

Kolejną grupę – ze Lwowa – przywieziono do Łodzi (z przystankiem na odpoczynek w Krakowie). W następnej, liczącej już 129 osób, najmłodsze z dzieci ma sześć miesięcy, najstarsze – 17 lat. Umieszczono je wraz z opiekunami – dziesięć osób – w ośrodku Powiatowego Centrum Młodzieży w Garczynie na Kaszubach. W tym samym czasie gotowość przyjęcia 2 tys. dzieci ogłosił Caritas – do diecezji opolskiej i archidiecezji częstochowskiej na początek przyjechało 300.

„Jesteśmy tu. Nie mogliśmy lepiej trafić”

W Biłgoraju w SOS Wiosce Dziecięcej nowe miejsce do życia znalazła Valentina, mama zastępcza i adopcyjna dla dziewięciorga dzieci. O ewakuacji w krótkiej rozmowie zamieszczonej na stronie stowarzyszenia powiedziała: „Moje dzieci były tak zestresowane, że jak dostały ciepłej herbaty, to wypiły naraz cztery szklanki. Jak dostały słodycze od Polaków, to chowały je po kieszeniach, gdzie mogły. Jechaliśmy 17 godzin, bo były straszne korki. Na granicy czekaliśmy sześć godzin, pierwszeństwo miały mamy z dziećmi i niepełnosprawni. W naszym przypadku procedura była skomplikowana, bo przy skanowaniu dokumentów trzeba było wytłumaczyć, dlaczego mamy inne nazwiska i pokazać wszystkie zaświadczenia. Przekroczyliśmy granicę o północy, było bardzo zimno, okrywałam dzieci tym, co miałam, ale małe dzieci i tak płakały z zimna. Podczas ewakuacji jeden z chłopców zapytał mnie, gdzie nas zabierają, bo bał się, że trafimy gdzieś, gdzie nie jest bezpiecznie. Ja też się bałam, ale i tak starałam się mówić im prawdę. Jeśli pytały, to mówiłam im, że ja też się boję. Na początku nikt nie wiedział, gdzie jedziemy, dzieci myślały, że jadą do obozu dla uchodźców. Ale jesteśmy tu, nie mogliśmy lepiej trafić”.

Obecnie istnieją ogromne problemy z ewakuacją dzieci w obwodach zaporoskim, charkowskim, mikołajowskim, sumskim, chersońskim, żytomierskim, czernihowskim. Brakuje danych pokazujących skalę problemu – codziennie pojawiają się nowe miejsca i regiony całkowicie zablokowane i odcięte od ewakuacji. Dlatego też SOS Wioski Dziecięce przyłączyły się do apelu o pilne utworzenie korytarzy humanitarnych – Daria Kasjanowa, przedstawicielka SOS Ukraina, poinformowała, że wystosowano list do Komitetu Praw Dziecka ONZ z prośbą o otwarcie takich tras. Jak powiedziała, świat powinien się dowiedzieć, że w Ukrainie wszyscy, a więc i dzieci, żyją teraz w piekle.

Czytaj też: Korytarze humanitarne. Złudne poczucie bezpieczeństwa

Uciekło już pół miliona dzieci

Do tej pory zorganizowano 26 korytarzy humanitarnych, którymi ewakuowano ok. 150 tys. osób. – Korytarze humanitarne są organizowane na obszarach szczególnie narażonych na działania zbrojne. Stworzono je w obwodach donieckim, ługańskim, sumskim, charkowskim, zaporoskim i w Kijowie – powiedział kilka dni temu Kyryło Tymoszenko z biura prezydenta Ukrainy.

Od wybuchu wojny 24 lutego z Ukrainy uciekło 1,7 mln obywateli, w tym, jak szacuje UNICEF, ok. 500 tys. dzieci. Z informacji Biura Wysokiego Komisarza Narodów Zjednoczonych ds. Praw Człowieka przedstawionych 14 marca wynika, że zginęło dotąd co najmniej 636 cywilów, w tym 46 dzieci. Faktyczna liczba ofiar na pewno jest wyższa – uaktualnianie ponurych statystyk utrudniają opóźnienia w przekazywaniu informacji i ich weryfikacja.

Czytaj też: Uczniowie z Ukrainy już są

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Świat

Gerhard Schröder, towarzysz Putina. Toksyczny związek na dobre i złe

Były kanclerz Gerhard Schröder, który wciąż nie wyrzekł się przyjaźni z gospodarzem Kremla, jest symbolem wszystkich niemieckich problemów z Rosją. Ale wcale nie najgorszym.

Marek Orzechowski
19.05.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną