Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 9,90 zł!

Subskrybuj
Społeczeństwo

Lex Czarnek wraca. Minister chyba czuje, że kończy mu się czas

Przemysław Czarnek, rys. Marta Frej Przemysław Czarnek, rys. Marta Frej Marta Frej
Tym razem minister Czarnek przekonuje, że sprawa ma być uzgodniona z Kancelarią Prezydenta, który kilka miesięcy temu zawetował pierwszą wersję kontrowersyjnej ustawy.

Nie słabnie ofensywa Przemysława Czarnka, który – rękami grupy posłów PiS – doprowadził właśnie do ponownego zgłoszenia do Sejmu forsowanych od ubiegłego roku przepisów ograniczających autonomię szkół, czyli tzw. lex Czarnek.

Przemysław Czarnek ma tupet

Przypomnijmy, chodzi o zmiany, które uniemożliwiają prowadzenie zajęć organizacjom pozarządowym na terenie szkół bez zgody kuratorów oświaty (czyli od kilku lat politycznych nominatów PiS). Umożliwiają natomiast owym kuratorom zwalnianie dyrektorów w trakcie kadencji, bez możliwości odwołania. Projekt ustawy uchwalony w pierwszym kwartale ubiegłego roku po głośnych protestach organizacji obywatelskich, rodziców i działaczy oświatowych został zawetowany przez prezydenta Andrzeja Dudę.

Uzasadnił on swoją decyzję koniecznością zachowania jedności i wstrzymania politycznych sporów w obliczu wojny w Ukrainie i prosił, by „uznać sprawę za zakończoną”. Zaraz potem minister edukacji i nauki zapowiedział, że do lex Czarnek wróci, co komentowano jako tupet wobec formalnej głowy państwa. Według nieoficjalnych wieści z sejmowych kuluarów także wśród części polityków PiS otwieranie tematu na nowo początkowo nie budziło entuzjazmu. W czwartek jednak projekt został zgłoszony, jak wspomniano, jako poselski, co oznacza, że nie wymaga żadnych konsultacji społecznych ani międzyresortowych. Czarnek przekonuje, że sprawa ma być uzgodniona i omówiona z Kancelarią Prezydenta.

Co tym razem zrobi Duda?

Co to wszystko znaczy? Że nowe przepisy mogą zostać uchwalone (i podpisane przez Andrzeja Dudę), jeszcze zanim uczniowie i nauczyciele rozjadą się na zimowe ferie. Czego to nie oznacza? Że organizacje pozarządowe całkowicie ze szkół znikną. Będą mogły działać np. w ramach zadania zleconego z zakresu administracji rządowej (czyli realizować zajęcia, które uzna za stosowne minister). Ponadto kuratorzy i kuratorki na pewno nie wszystkim będą żałować stosownych glejtów. Przecież nie po to MEiN tyle co rozdysponował 10 mln zł między organizacje katolickie, fundacje prowadzone przez kolegów z PiS, Polski Związek Łowiecki i SKOK Stefczyka na „działalność w obszarze oświaty i wychowania”, żeby teraz obdarowanym zamykać przed nosem drzwi. I niełatwo będzie przed tym wszystkim uciec np. do edukacji domowej, bo w lex Czarnek i w odniesieniu do niej pojawiają się nowe ograniczenia.

„Polityka” regularnie pisze o hojnym geście i aktywności ministra edukacji i nauki – w ostatnim czasie rosnącej tak szybko, że staje się to zastanawiające. Szef MEiN powołuje, zarządza i rozdaje pieniądze ideowym (i nie tylko) pobratymcom w takim tempie, jakby jakoś przeczuwał, że zostało mu niewiele czasu. I jakby do działania zagrzewał go słynny utwór Wojciecha Młynarskiego zatytułowany „Co by tu jeszcze...”.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Rynek

Kim pan jest, panie W.? Skąd się wziął i na czym dorobił cichy bohater afery taśmowej

Cała Polska usłyszała o zeznaniach Marcina W. Najpierw, że Marek Falenta sprzedał Rosjanom słynne „taśmy prawdy”; potem, że Michał Tusk przyjął 600 tys. euro łapówki. Ale równie ciekawe jak zeznania są biznesy Marcina W. I jego związki z CBA.

Marek Czarkowski
05.12.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną