Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Społeczeństwo

Poświąteczny przekładaniec z kościelno-pisowskim lukrem

Abp Marek Jędraszewski, pasterka w Bazylice Franciszkanów, 24 grudnia 2022 r. Abp Marek Jędraszewski, pasterka w Bazylice Franciszkanów, 24 grudnia 2022 r. Sylwia Penc / Agencja Wyborcza.pl
Ciekawie byłoby usłyszeć tercet w składzie Krystyna Pawłowicz, Paweł Kukiz i Michał Wójcik: „My mamy prawo wybrać władze. I musimy to przeprowadzić w praktyce. Jestem przekonany, że uczciwe wybory wygramy my. A jeśli my wygramy, to wygra Polska”, oczywiście na melodię „Wśród nocnej ciszy”.

Niewątpliwie wyjątkowym frykasem okołoświątecznym jest następująca wypowiedź p. Nowak, małopolskiej kurator (nie kuratorki, bo byłaby to obraza tej zacnej niewiasty): „Lewackich radnych z Częstochowy i Krakowa, którzy chcą zlikwidować finansowanie lekcji religii, pytam, czy śladem swoich komunistycznych protoplastów planują w kolejnych działaniach powrócić do więzienia katolików i mordów księży? Do niszczenia kościołów?”, wygłoszona w ramach akcji pod wezwaniem „Brońmy Katolickiej Polski”.

Czytaj też: Agresywny katecheta. Ten wstrząsający incydent to nie przypadek

Kościół, czyli państwo w państwie

Nie jest wykluczone, że troska p. Nowak odniosła skutek w tym, że niektórzy duchowni bali się wyjść na ulice. 21 grudnia szedłem z Instytutu Filozofii UJ przy Grodzkiej 52 do głównego budynku tej uczelni przy Plantach. Było to po obfitych opadach w poprzednich dniach i trudno się szło po ośnieżonych chodnikach. Trzeba jednak przyznać, że wbrew nieraz dramatycznym zapowiedziom władz w różnych miejscach Polski, w tym w stolicy, krakowskie ulice, przynajmniej w centrum podwawelskiego grodu, były w miarę uprzątnięte. Wszelako na trakcie, który przemierzyłem, był jeden wyjątek, mianowicie kościół franciszkanów – na całej długości wąskiego chodnika przed świątynią zalegały zwały śniegu, utrudniające poruszanie się tym fragmentem ul. Franciszkańskiej.

Jak wiadomo, stosowne przepisy porządkowe nakazują uprzątnięcie śniegu właścicielom, współwłaścicielom, użytkownikom wieczystym, zarządzającym nieruchomością lub ją użytkującym, a więc w tym wypadku zakonnikom lub komuś działającemu w ich imieniu. Nieopodal kościoła stało dwóch strażników miejskich pilnujących wejścia do krakowskiego magistratu. Miałem nawet zamiar ich zapytać, dlaczego śnieg przed franciszkańskim zborem nie jest uprzątnięty, ale zrezygnowałem, spodziewając się odpowiedzi: „To nie nasza sprawa, proszę zapytać w parafii”.

Kościół nosi nazwę Bazylika Franciszkańska pod wezwaniem św. Franciszka z Asyżu. Wydało mi się niemożliwe, aby ojcowie legitymujący się tak empatycznym patronem narażali przechodniów na szwank. Gdy jednak przeczytałem tekst p. Nowak, zrozumiałem, że kandydaci do sprzątania chodnika, niewątpliwie katolicy, duchowni lub świeccy, po prostu bali się pokazać na ulicy, aby nie doświadczyć agresji ludzi działających „śladem swoich komunistycznych protoplastów”.

Czytaj też: Samorządy nie chcą płacić za religię w szkołach. Amen!

A teraz mówiąc poważnie: nie wiem przed iloma kościołami w Polsce ich właściciele lub administratorzy nie uprzątnęli śniegu, ale sądzę, że Bazylika Franciszkańska w Krakowie nie była wyjątkiem. Jeśli tak, to przypuszczam, że inne przypadki spotkały się z podobnym brakiem reakcji władz miejskich. Cóż, mamy państwo w państwie i jest to jeden z poważnych problemów współczesnej Polski.

Jędraszewski na pasterce

Pan Jędraszewski, arcybiskup krakowski, wygłosił homilię w trakcie pasterki w katedrze na Wawelu i m.in. nauczał tak: „W kształtowaniu właściwej, czyli opartej na racjonalnej antropologii, polityki oświatowej państwa nie wolno kierować się obawą przed niezadowoleniem czy też nawet protestami ze strony osób, które tej racjonalnej antropologii nie uznają. Nie wolno w imię spokoju ustępować i w konsekwencji uniemożliwiać rodzicom dostępu do pełnej wiedzy o tym, co niektóre tzw. pozarządowe organizacje pragną głosić małym dzieciom w szkołach i przedszkolach, de facto deprawując ich czyste i niewinne serca. W związku z tą postawą swoistego uciekania od rzeczywistego problemu w przestrzeni publicznej pojawiła się nawet przedziwna argumentacja, że »Polska potrzebuje teraz spokoju, a nie konfliktów«, i dlatego należy przestać się tym dalej zajmować. Tymczasem świętym prawem rodziców, gwarantowanym również przez konstytucję, jest ich realny wpływ na właściwe formowanie zarówno sfery intelektualnej, jak i duchowej ich dzieci. Jeszcze większy niepokój budzą w nas usiłowania ludzi sprawujących władzę w niektórych miastach, aby doprowadzić do usunięcia ze szkół nauczania religii. Pierwszym krokiem w tym kierunku miałoby się stać zaprzestanie płacenia pensji katechetom. Nie bierze się przy tym pod uwagę tego, że w ten sposób łamie się zarówno konkordat, jak i najbardziej oczywiste prawo do słusznej płacy za wykonywaną pracę. Jeszcze gorszą rzeczą jest to, że zamiast umacniać polskie dzieci i młodzież w naszej polskiej kulturowej tożsamości, która swój fundament, a zarazem trzon, znajduje w chrześcijaństwie, pragnie się je wprowadzać w świat aksjologicznej próżni i nihilizmu”.

Słowa te bronią tzw. lex Czarnek i dopełniają troski wyrażonej przez p. Nowak w znacznie dosadniejszy sposób.

Kto ma płacić katechetom

Trzeba ciągle przypominać pewne fakty. Gdy zaczęto dyskutować o wprowadzeniu (przywróceniu) religii do szkół (było to w 1989 r.), księża deklarowali, że będą uczyć bezpłatnie. Ta bezinteresowność nie trwała długo i p. Glemp, ówczesny prymas Polski, oświadczył, bodaj w 1991 r., że nie można świadczyć pracy bez wynagrodzenia, a więc ujął sprawę podobnie jak p. Jędraszewski. W prywatnych rozmowach (sam byłem ich świadkiem) duchowni wprost stwierdzali, że przeniesienie religii z sal katechetycznych do szkół pozwoli uniknąć kosztów w postaci opłat za energię, a rychło się okazało, że pomieszczenia, w których nauczano religii pozaszkolnie, są dość masowo wynajmowane w trybie komercyjnym, np. na sklepy czy magazyny.

Dla jasności: uważam, że osoby nauczające religii powinny być opłacane z funduszy publicznych i mieć świadczenia socjalne, ale pod warunkiem, że (a) uczą o religii, a nie prowadzą katechezę; (b) nauczanie religii jest prowadzone w rozsądnych granicach, a nie w wymiarze większym niż jakiegokolwiek innego przedmiotu; (c) (to rzecz do rozważenia) uczestnictwo w lekcjach nauki o religii jest dobrowolne.

Problem wynagrodzeń bierze się zapewne stąd, że dość masowa rezygnacja uczniów z uczęszczania na lekcje religii stawia problem, za co ma się płacić, skoro nie ma chętnych do słuchania katechetycznych nauk. Pan Jędraszewski nie rozumie art. 48.1 konstytucji. Powiada on: „Rodzice mają prawo do wychowania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami. Wychowanie to powinno uwzględniać stopień dojrzałości dziecka, a także wolność jego sumienia i wyznania oraz jego przekonania”. Przepis ten nie stanowi, że prawo rodziców do wychowywania dzieci zgodnie z ich przekonaniami jest bezwarunkowe. Obowiązek wychowania dzieci będących uczniami spoczywa również na szkołach.

Żaden przepis prawny, konstytucyjny czy konkordatowy, nie rozwiąże ewentualnego konfliktu pomiędzy przekonaniami rodziców a tym, co wypływa z programu szkolnego, zwłaszcza w publicznych placówkach oświatowych.

Warto też pamiętać o art. 53.3: „Rodzice mają prawo do zapewnienia dzieciom wychowania i nauczania moralnego i religijnego zgodnie ze swoimi przekonaniami”, 53.6: „Nikt nie może być zmuszany do uczestniczenia ani do nieuczestniczenia w praktykach religijnych”, 53.7: „Nikt nie może być zobowiązany przez organy władzy publicznej do ujawnienia swojego światopoglądu, przekonań religijnych lub wyznania”.

Art. 53.3 wręcz sugeruje, że jeśli rodzice nie godzą się na treści moralne i religijne przekazywane w szkole, mają prawo rzecz urządzić po swojemu, o ile to nie łamie prawa, natomiast dwa pozostałe przepisy są notorycznie łamane. Notabene p. Czarnek, niewątpliwie podtrzymywany na duchu przez p. Nowak i p. Jędraszewskiego, kombinuje, jak uczynić religię (w formie katechezy) przedmiotem obowiązkowym, co na pewno jest niezgodne z polską ustawą zasadniczą.

Czytaj też: Szkolny konkurs matematyczno-religijny. Nic w tym złego?

Szatan, czyli w mięsnym nie ma kiełbasy

Okres świąteczny owocuje rozmaitymi oświadczeniami, często eufemistycznie określanymi jako życzenia. Pan Kowalski, dzielny adiutant p. Zbyszka (pardon za poufałość), tak wyraził swoje oczekiwania: „Życzę czytelnikom tygodnika »Sieci« i portalu wPolityce.pl oraz telewidzom w Polsce błogosławionych świąt Bożego Narodzenia oraz nadziei na to, by w 2023 r. Polska nie wpadła w łapy antypolskich sił spod totalnej opozycji z liderem proniemieckiej PO Donaldem Tuskiem [wcześniej p. Kowalski stwierdził, że Tusk liże buty Władimirowi Putinowi i był niedawno lokajem Angeli Merkel]. Pilnujmy razem Polski!”. Sens tej diatryby nie jest do końca jasny, ponieważ wychodzi na to, że są pod totalną opozycją z liderem Tuskiem jakieś antypolskie siły, niestety bliżej niezidentyfikowane przez p. Kowalskiego, w których łapy miałaby wpaść Polska w 2023 r. Straszny horror, co najmniej taki, jak ten niegdyś ujawniony przez p. Nowak, która biadała, że UJ zaprosił na wykład Belzebuba w postaci p. Dennetta, znanego filozofa i psychologa, ale ateistę. Smaczku tej sytuacji dodaje fakt, że Dennett został zaproszony przez ks. prof. Michała Hellera, a wykład dotyczył pojęcia świadomości. Niewykluczone, że p. Nowak i p. Kowalski zgodnie powiedzieliby, że ks. Heller jest czyścibutem Belzebuba i niedawnym lokajem Daniela Dennetta.

Szatan jest zresztą notorycznym punktem odniesienia w kręgach pracowników kultu religijnego i ich personelu. W jednej ze szkół w Gdańsku katecheta wypowiadał się nader niepochlebnie o Jerzym Owsiaku. Gdy jeden z uczniów zaprotestował, wielebny oświadczył, że „wstąpił w niego [ucznia] szatan”. Co na to dyrekcja? Ano bardzo wiele, tj. przeprowadzono rozmowy wyjaśniające, w wyniku których nie potwierdzono zachowania katechety. To tak jak w starym dowcipie: ktoś pieklił się, że w sklepie mięsnym nie ma kiełbasy. Ekspedientka pyta kilka kolejnych osób: „Czy pan/pani chce kupić kiełbasę?”. Gdy wszyscy odpowiedzieli: „Nic podobnego”, awanturujący osobnik usłyszał: „No i po co pan tak głośno narzeka?”.

Czytaj też: Barbara Nowak, jaka jest, każdy widzi. Inni rządzą mniej widowiskowo

Dziesięcina abp. Jędraszewskiego

Wspomniany p. Jędraszewski nawiązał do starej dobrej tradycji i, wydając specjalny dekret, wprowadził swoistą dziesięcinę w swojej diecezji. Zarządził, że parafie mają przekazywać jedną dziesiątą swoich przychodów diecezjalnej kurii krakowskiej. Wyjaśnienie jest takie: „Celem podatku jest pokrycie potrzeb diecezjalnych, m.in. wynikających z zasad sprawiedliwości oraz solidarności potrzeby wspierania wspólnot parafialnych znajdujących się w trudnej sytuacji finansowej w ich misji sprawowania kultu, działalności charytatywno-opiekuńczej, konserwacji zabytków czy prowadzenia inwestycji sakralnych. Chodzi o dodatkowe wpływy, jakie poszczególne parafie czerpią z dzierżawy nieruchomości, prowadzonych sklepików czy otrzymywanych w zamian za to, że na ich terenie stoją maszty telekomunikacyjne”.

To oczywiście wewnętrzna sprawa Kościoła, jak administruje swoimi finansami. Byłoby jednak rzeczą nader ciekawą dowiedzieć się, skąd parafie mają nieruchomości, które dzierżawią, np. ile ich otrzymały w wyniku eksmisji, w szczególności szkół, wyższych uczelni, placówek ochrony zdrowia itd., albo ile stanowią wspomniane punkty katechetyczne, zagospodarowane po nowemu, notabene zapewne bez zwrotu kosztów ich powstania poniesionych przez wiernych.

Inna ciekawa sprawa polega na oszacowaniu (będzie to możliwe dopiero po jakimś czasie), jaka część wprowadzonej dziesięciny zostanie pokryta przez wzrost opłat za kościelne usługi (śluby, pogrzeby, komunie, bierzmowania, msze w intencji itd.). Nie są to małe kwoty. Sam kiedyś (prawie ćwierć wieku temu) uczestniczyłem w mszy żałobnej odprawionej w znanym krakowskim kościele. Od zamawiającego dowiedziałem się, że stawka wynosiła 1000 zł za intencję, a było ich jakieś 20. Tak więc za pół godziny „pracy” księdza parafia (lub sam duchowny) zainkasowała 20 tys. Nieźle.

Czytaj też: Ojcze dasz? Abp Jędraszewski nakłada podatek. Diabeł tkwi w szczegółach

Sympatyczna Krysia Pawłowicz

Swoje świąteczne trzy grosze wtrąciła również p. Pawłowicz, niewiasta cnót wszelakich i składnik grona działającego pod prezydencją mgr Przyłębskiej. Sympatyczna panna Krysia, by użyć klasycznego zwrotu, tak sformułowała swój nadzwyczaj głęboki wkład do ogólnej atmosfery Bożego Narodzenia anno domini 2022: „Merry Christmas... Czy pan jest osobą wierzącą w Christmas? Był pan u spowiedzi? A może na Mszy Św. w czasie Święta Christmas?”. To odpowiedź na życzenia Micka Jaggera, wokalisty The Rolling Stones, który napisał: „Merry Christmas and Happy Holidays to you all!!” (Wesołych i szczęśliwych świąt Bożego Narodzenia dla wszystkich).

Pani Pawłowicz chyba nie kuma, że czym innym jest wiara w Boże narodzenie jako nadprzyrodzone wydarzenie, o którym mówi teologia, a czym innym obchodzenie Christmas, które to święto można uznawać niezależnie od tego, czy chodzi się do spowiedzi i na msze.

Okazuje się, że tzw. dobra zmiana też ma swojego barda, mianowicie p. Michała Wójcika. Ten kolejny przyboczny p. Zbyszka (znowu pardon za poufałość) nagrał płytę, na której są bożonarodzeniowe piosenki z repertuaru Presleya. Pan Ziobro tak reklamuje swojego kolegę: „Szanowni pastwo, jesteśmy w przededniu świąt Bożego Narodzenia. Odwiedził mnie w gabinecie, w ministerstwie, Michał z opłatkiem. Ale przy okazji, specjalnie dla Państwa, pan minister Michał Wójcik zaśpiewa piękną polską kolędę. To się nazywa talent”.

Wszelako nieodparte wrażenie jest takie, że mamy do czynienia z proporcją dającą się wyrazić tak: „Michał Wójcik jako wokalista ma się tak do Presleya i Jaggera jak tzw. dobra zmiana do dobrej zmiany”.

Ciekawie byłoby usłyszeć tercet w składzie Krystyna Pawłowicz, Paweł Kukiz i Michał Wójcik, śpiewający (słowa Prezesa, the Best): „My mamy prawo wybrać władze. I musimy to przeprowadzić w praktyce. Jestem przekonany, że uczciwe wybory wygramy my. A jeśli my wygramy, to wygra Polska”, oczywiście na melodię „Wśród nocnej ciszy” i w przytomności p. Zbyszka (pardon, jw.).

Czytaj też: Sympathy for pani Krystyna Pawłowicz

Lokal wyborczy w konfesjonale

Skoro pojawił się motyw wyborów, to warto przywołać p. Kaczyńskiego, który ostatnio przedstawił pomysł nowej organizacji głosowania przez utworzenie przykościelnych miejsc „elekcyjnych”. Ma to rozwiązać problem, gdy „do lokalu wyborczego czasem jest daleko”. Jego Ekscelencja ujął to tak: „Będziemy chcieli stworzyć jeszcze kilka tysięcy takich lokali, szczególnie w takich miejscowościach kościelnych, żeby ludzie wychodzący z kościoła mogli zagłosować. Mamy pewne prawo to zrobić. To są tacy sami obywatele jak inni. W Warszawie jest parę, paręnaście kroków do lokalu wyborczego”.

Najprościej będzie, gdy przykościelna komisja wyborcza zacznie urzędować w kancelarii parafialnej, bo wtedy wręcz nie będzie wypadało zagłosować tajnie. Aby rzecz zoptymalizować, można by nawet ustawić konfesjonał po to, aby wyborca wyspowiadał się od razu po oddaniu głosu.

Intrygujące jest pytanie, czy – o ile powstaną – przykościelne punkty do głosowania będą funkcjonowały na terenie należącym do parafii, czy użyczenie stosownego terenu będzie darmowe, czy odpłatne, a jeśli to drugie, to w jakiej wysokości. Samo pojęcie miejscowości kościelnej jako terytorialnej jednostki jest wielce nowatorskie. Niezależnie od tego, ile państwo, tj. podatnik, zapłaci za tę inicjatywę ustrojową, sojusz ołtarza i tronu w ramach tzw. dobrej zmiany jest oczywisty. I tym krzepiącym stwierdzeniem kończę poświąteczny przekładaniec obficie podlany dobrozmiennym lukrem.

Czytaj też: Ukryty dokument? Grzechy abp. Jędraszewskiego

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Fotoreportaże

Świat kolekcjonerów zabawek. Ludzie bez pasji ich nie zrozumieją

Świat kolekcjonerów zabawek niewiele ma wspólnego z zabawami.

Juliusz Ćwieluch
28.01.2023
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną