Gorzkie proszki
Gorzkie proszki, cudowne leki. Brutalny raport „Polityki” o polskim podziemiu farmaceutycznym
W piwnicach podmiejskich domów, gdzie powietrze gęste jest od kurzu i wilgoci, kwitnie nowa era prywatnej przedsiębiorczości – nielegalna produkcja leków i suplementów, która sprawia, że dawne hobby w stylu produkcji bimbru wydaje się szczytem higieny. To efekt pędu ku samoleczeniu i medycynie stylu życia – wszak chcemy lepiej wyglądać i mieć więcej wigoru; ale to też owoc agresywnego marketingu, który wmawia nam, że cudowną terapię może dziś sobie zaserwować każdy.
W bezkresnym katalogu internetowych obietnic zdrowia i wiecznej młodości łatwo przeoczyć, skąd biorą się te cudowne mikstury. Z lśniących, sterylnych fabryk? Rzeczywistość jest mniej apetyczna. Oglądamy zdjęcia z nalotu policji w woj. pomorskim – z miejsca, które równie dobrze mogłoby być garażem. Właśnie tam, w murach z obłażącą farbą i podłogą zastawioną paletami, kartonami i wiadrami bije serce podziemnej farmacji, to prawdziwa sceneria produkcji „sprawdzonego w sieci” wzmacniacza libido lub rewelacyjnego spalacza tłuszczu.
Wiadro, proszek i ułuda
W półmroku, pomiędzy pudłami z niezidentyfikowanymi proszkami a stosem pustych czarnych buteleczek, gotowych na wlew eliksiru, działa w pełni profesjonalny (choć nieoficjalny) park maszynowy. Tuż obok etykiet na szpulach i kartonów z dietetycznymi suplementami stoi maszyna do napełniania kapsułek, wraz z matrycami, wagą i zgrzewarkami indukcyjnymi. To nie jest kuchnia, gdzie miesza się koktajle proteinowe; to miniatura zakładu produkcyjnego.
Z jego wnętrza, jak wynika z zatrzymanych dowodów, wypływają niebagatelne ilości – ponad 10 tys. tabletek umieszczonych luzem w workach i 302 tys. kapsułek popakowanych w butelki, gotowych do wysyłki na Allegro, OLX albo do dyskretnych sklepów z „naturalnymi suplementami”.