Korepetycje miejskie: ryzykowna sprawa. Nawet wybitni uczniowie potrzebują dodatkowych zajęć
Szkoły publiczne z różnych powodów nie są w stanie dobrze przygotować uczniów do egzaminów. Zbyt liczne klasy, problemy z utrzymaniem dyscypliny na lekcjach, starzejąca się, schorowana, przepracowana, wypalona zawodowo kadra pedagogiczna, przeładowane i nieatrakcyjne dla młodzieży podstawy programowe. Kolejne reformy fundowane z rozmachem przez polityków tylko pogłębiają te problemy. Jeśli uczniom zależy na wysokich wynikach, muszą korzystać z prywatnych lekcji. Czy jest inne wyjście?
Szkoły wspierają nielicznych
Szkoły zobowiązane są ustawowo do wspierania uczniów najsłabszych, zagrożonych powtarzaniem klasy z powodu nieopanowania w stopniu minimalnym podstaw programowych. To dla nich organizowane są zajęcia wyrównawcze. Wielu ambitnych nauczycieli wspiera też uczniów najzdolniejszych, którzy rokują nadzieje na zwycięstwa w konkursach i olimpiadach przedmiotowych. Wspieranie każdego dziecka to romantyczna mrzonka, środków i sił w polskim systemie oświatowym wystarcza tylko na udzielanie pomocy nielicznym.
Olimpijczycy budują prestiż szkoły, dla nich więc prowadzone są koła zainteresowań, organizowane obozy olimpijskie, oferowane indywidualne konsultacje. Sukcesy uczniów tworzą markę instytucji. Najsłabszymi natomiast trzeba się zająć, aby nie ponieśli porażki na egzaminach i nie okryli hańbą placówki. Pieniądze, które szkoła otrzymuje od gminy lub pozyskuje od sponsorów na dodatkowe nauczanie, rzadko idą na wsparcie dla uczniów przeciętnych. Ci muszą sobie poradzić sami.
Uczniów przeciętnych jest najwięcej, potrzeby też mają największe. Średniakom szkoła nie ma nic specjalnego do zaoferowania, jedynie zwykłe lekcje. Tacy uczniowie są