Kto w Polsce może stwierdzać zgon? Śmierć ma szansę stać się mniej chaotyczna
W przypływie rzadkiego pragmatyzmu Ministerstwo Zdrowia proponuje przyznać pielęgniarkom opieki długoterminowej i paliatywnej prawo do stwierdzania zgonu. Dla jednych to odważny krok ku nowoczesności i ulga dla bliskich zmarłego, dla innych – niebezpieczny precedens i naruszenie dotychczasowego porządku.
Naczelna Rada Lekarska protestuje ostro, jakby to był zamach na świętość lekarskiego fachu. Ale spójrzmy prawdzie w oczy: czy to nie jest po prostu usankcjonowanie tego, co i tak dzieje się w różnych placówkach od lat?
Biurokracja pośmiertna dobija żywych
W Polsce śmierć rzadko bywa punktualna, a jeszcze rzadziej – biurokratycznie elegancka. Choć filozofowie przekonują nas, że jest ona jedyną pewną rzeczą w życiu, nasz system ochrony zdrowia zdaje się nią szczerze zaskoczony za każdym razem, gdy następuje poza murami szpitala. Kiedy gasną światła w gabinetach lekarzy rodzinnych, a pacjent wydaje ostatnie tchnienie, zaczyna się osobliwy taniec z przepisami, w którym główne role grają zrozpaczone rodziny, bezradni policjanci i lekarze, którzy – jak sami przyznają – woleliby w tym czasie ratować życie, a nie potwierdzać jego kres.
Jak zauważa dr Agata Malenda, specjalistka medycyny paliatywnej i członkini zarządu Fundacji Instytut Dobrej Śmierci, edukacja w uczelniach medycznych niemal w całości koncentruje się na tym, co zrobić, by pacjent nie umarł. Efekt? Młody medyk, postawiony przed ciałem na swojej pierwszej wizycie domowej, rzadko czuje się jak kompetentny fachowiec. Boi się odpowiedzialności, boi się pomyłki, a czasem po prostu nie wie, jak odróżnić agonalny oddech od rzeczywistego zgonu.