Mustang i szkapy
Mustang i szkapy. Pijani kierowcy oddają auta policji. Czasem trafi się gratka. I co z tym zrobić?
Ładny jest, amerykański. I ma moc. Konkretnie 450 koni mechanicznych, pięciolitrowy silnik o ośmiu cylindrach. W fabrycznej wersji Ford Mustang GT lśnił sportową czerwienią, ale aktualnie mieni się kolorami policyjnymi, gdyż skonfiskowany pijanemu kierowcy został włączony do floty ścigającej drogowych piratów grupy Speed z Radomia. – Społeczeństwo się bogaci, co widać na drogach. Coraz mocniejsze i szybsze auta, nie wszystkie są w rękach rozsądnych ludzi. Musimy mieć ich czym gonić – mówi podkomisarz Karol Głogowski, zaliczony przez przełożonych do wąskiego grona patrolujących w Mustangu (przesądziły wykazane do tej pory umiejętności za kółkiem).
Radomska policja ewidentnie była pod wrażeniem prezentu, do którego Skarb Państwa musiał dołożyć 50 tys. zł (oklejenie, radiostacja i sygnały, nowe opony, przegląd oraz niezbędne naprawy). Z ekscytacją zapowiadano „spotkanie z czystą mocą nowej ikony mazowieckich dróg”. Konferencja prasowa odbyła się na torze Automobilklubu Radom, inspektor Głogowski pokonał kilka pokazowych okrążeń; był start z piskiem opon i gaz na krótkiej prostej. Atmosferę zmąciło nieco pytanie dziennikarki radiowej, czy aby nierozsądniej byłoby sprzedać paliwożernego Mustanga i przeznaczyć na policyjne potrzeby jakiegoś bardziej ekonomicznego wozu. Odpowiedź funkcjonariuszy sprowadzała się do tego, że darowanemu Mustangowi do baku się nie zagląda.
Prezentacja była też po to, by zdementować fake newsy, że policjanci zdążyli już Mustanga rozbić, co podkręcano sfabrykowanym zdjęciem uszkodzonego tyłu auta znajdującego się na lawecie. Do dezinformacji dołączył europoseł PiS Waldemar Buda, który na swoim koncie w portalu słynącym z cynicznego szerzenia kłamstw raczył donieść, że luksusowe auto to nowy samochód szefa MSWiA Marcina Kierwińskiego.