Cały na biało
Spec od mleka. Doświadczył upadku, depresji, zawiści. Zahartował się, dziś jest gigantem branży
Strzelecka Spółdzielnia Producentów Mleka, którą stworzył od podstaw w powiatowym mieście, wymieniana jest jednym tchem z gigantami branży. Zanim do tego doszło, doświadczył upadku, depresji, pomówień, zawiści. I nie wiadomo, czy więcej to mówi o nim, czy o Polsce.
– Praca jest dla mnie powodem do satysfakcji. Nigdy karą. Nawet w najtrudniejszych chwilach – mówi. Zaczynał w latach 90. w Okręgowej Spółdzielni Mleczarskiej (jako technolog mleczarstwa) w 11-tysięcznych Strzelcach Krajeńskich, jednej z setek obsługujących lokalne rynki. Wolny rynek postawił ją na skraju przepaści, ale Jarmasz stopniowo awansował, a jako szef przez dziewięć lat dźwigał spółdzielnię z upadku. Podwoił zatrudnienie, dziesięciokrotnie zwiększył sprzedaż. Strzeleckie mleko, śmietana, kefir czy maślanka podbijały północno-zachodnią Polskę.
Wejście do UE zmieniło jednak reguły gry. Polskich hodowców zaczęły podkupywać przedsiębiorstwa niemieckie, a krajowe próbowały nadążać. Był wśród nich Rolmlecz z Radomia. Przejmował spółdzielnię za spółdzielnią, aż w końcu połknął mleczarnię w Gorzowie Wielkopolskim, zaledwie 27 km od Strzelec. Po czym postawił pod ścianą Jarmasza, który wspomina: – Hasło „duży może więcej” było nośne nawet w polityce, wielkie sieci handlowe domagały się większych dostaw, nasi dostawcy naciskali na połączenie.
Rolmlecz rysował świetlane perspektywy: w grupie ze spółdzielniami z Gorzowa i Strzelec miał skupić dostawców, a specjalizacjami w produkcji się podzielić. Jarmaszowi wydawało się, że chwycił Pana Boga za nogi i skorzystają na tym pracownicy, kontrahenci, miasto i on sam. – Tak był tym nakręcony, że aż mu oczy błyszczały – pamiętają dawni współpracownicy. Później zaczęły się schody.