Pyłkami wiosna się zaczyna
Alergia na wiosnę. Cierpi aż 12 mln Polaków. Leczą się u naturopatów, problem jest gigantyczny
Wiosna w Polsce to nie tylko kwitnące magnolie i pierwsze grille. To także pora, gdy powietrze gęstnieje od pyłków leszczyny, brzozy i topoli, a tysiące alergików zaczynają kichać i przecierać załzawione oczy. Zamiast biegać po aptekach po doraźne krople, postanowiliśmy sprawdzić, jak wygląda diagnostyka uczuleń w jednym z gabinetów biorezonansu – metody niepotwierdzonej rzetelnymi badaniami naukowymi, a mimo to cieszącej się dużą popularnością jako szybki sposób na rozpoznawanie i leczenie alergii. Takiej gwarancji nie dają tradycyjne gabinety, gdzie lekarze od progu uprzedzają, że odczulanie trwa latami i wymaga wytrwałości. Medycyna niekonwencjonalna obiecuje coś innego – ekspresowy efekt za pomocą czarodziejskiej różdżki (dosłownie, o czym za chwilę).
Jak pokazują mapy Google, w większości miast działa po kilkanaście gabinetów biorezonansu. Wybieram jeden w modnej, zielonej dzielnicy Warszawy. Mieści się w przestronnym mieszkaniu na parterze apartamentowca: trzy pokoje zabiegowe, recepcja z poczekalnią. Na ścianach pysznią się certyfikaty i dyplomy. – To nie będzie tradycyjne badanie – podkreśla jedna ze współwłaścicielek, „mistrzyni naturopatii”, i zaprasza do wypełnienia ankiety. Standard: pytania o przebyte operacje, choroby przewlekłe i przeciwwskazania (pierwszy trymestr ciąży, rozrusznik serca, chemioterapia).
Podpisuję klauzulę, że nie otrzymam diagnozy lekarskiej, lecz usługę, która „ma na celu wsparcie naturalnych procesów regeneracyjnych i poprawę samopoczucia”. To osobliwe rozgraniczenie w miejscu obwieszonym medycznymi laurami – dyplomami branżowego konkursu „Orły Medycyny” i rekomendacjami pediatrów z Płocka i Kraśnika (których lokalne izby lekarskie już dawno powinny za to ukarać).