Podczepieni pod chipy
Chipowanie zwierząt. W Polsce otwiera się potężny rynek. Trzeba tylko zwalczyć „kryminogenne trio”
Niepozorny transponder, czyli mikrochip wszczepiany pod skórę zwierzęcia za pomocą grubej igły, kosztuje 10–20 zł. Ale ponieważ mamy w Polsce ok. 13,5 mln psów i kotów, a według innych szacunków nawet 15 mln, mówimy o naprawdę dużych pieniądzach. Poza producentami chipów, którzy już walczą o nowy rynek zbytu, zadowoleni są jeszcze lekarze weterynarii, którzy będą pobierać opłaty za chipowanie (50 zł) i wpis do rejestru (kolejne 50 zł). Oraz samorządy, bo wreszcie będą mogły zidentyfikować właścicieli psów i ściągać od nich podatek. Dziś wiele gmin rezygnuje z ustanawiania tych opłat z uwagi właśnie na niemożność ich egzekwowania. A jak szacują autorzy ustawy, tzw. podatek od psa to prawie 1 mld zł rocznie, który na razie przechodzi gminom koło nosa, zamiast zasilać samorządowe budżety.
KROPiK, bo taki wdzięczny skrót nosi ustawa o Krajowym Rejestrze Oznakowanych Psów i Kotów, to inicjatywa wiceministra rolnictwa Jacka Czerniaka z Nowej Lewicy, który pomysł obowiązkowego chipowania i ogólnopolskiego, państwowego rejestru zgłaszał już w 2024 r. Jednak wtedy się nie udało – projekt spotkał się z niechęcią zarówno ze strony właścicieli zwierząt, jak i organizacji pozarządowych zajmujących się psami i kotami. Zastrzeżenia zgłaszali prawnicy konstytucjonaliści, m.in. prof. Marek Chmaj, zwracając uwagę, że przyjęte rozwiązania mogą naruszać kilka norm konstytucyjnych: zasadę demokratycznego państwa prawnego, konstytucyjną ochronę danych osobowych, prawo do prywatności, zasadę równości, zasadę proporcjonalności, zasadę wolności działalności gospodarczej, a także zasadę decentralizacji administracji publicznej. Wątpliwości miał też Urząd Ochrony Danych Osobowych.
Dziś zastrzeżenia są takie same i płyną z tych samych środowisk. Jednak raczej nie ma wątpliwości, że KROPiK zostanie uchwalony.