Zamrożone marzenia
„Baby later”. Polki mrożą komórki jajowe, czekają na lepsze czasy. Jak to się robi, ile to kosztuje?
Social freezing, profilaktyczne zamrażanie komórek jajowych z tzw. społecznych powodów, w świetle polskich przepisów odpada. Ale, jak to u nas, teoria zderza się z praktyką. Mrożenie „na lepszą przyszłość” staje się w kraju coraz bardziej dostępne, bo jest odpowiedzią na pogmatwaną rzeczywistość, no i bezwzględną demografię.
Największym czynnikiem ograniczającym płodność u kobiet jest wiek. – 30-latki zgłaszają się z zapytaniem, co mogą zrobić, bo są w maksymalnie płodnym okresie życia i powiedziałabym, że tak 40 proc. z nich nie ma partnera – tłumaczy dr Anna Knafel, ginekolożka z Krakowa. – Często planują zajść w ciążę w przyszłości, ale boją się, że będą już za „stare”, a aktualnie nie są na nią gotowe lub po prostu nie mają partnera. Albo nie wyobrażają sobie obecnego partnera w roli ojca swoich dzieci – dodaje Anna Jabłonka-Cieślik, lekarka, która pracuje w jednym z warszawskich ośrodków leczenia niepłodności.
– Na Zachodzie, głównie w USA, matki często finansują taki zabieg 20-letnim córkom w ramach urodzinowego prezentu. W Polsce ginekolodzy wciąż niespecjalnie informują o tym, że można zabezpieczyć swoją płodność. Młode kobiety dowiadują się o tym z mediów społecznościowych i wtedy zaczynają drążyć temat – dodaje. Jedna koleżanka przyprowadza do kliniki następną, a ta mówi o swoim doświadczeniu jeszcze kilku znajomym. Rozmawiają o tym na forach.
Czytaj też: Matki 40 plus. Późne rodzicielstwo w Polsce jest coraz częstsze. „Ludzie mówią: krzywdę dziecku robisz”
Płodność pod presją czasu
W Polsce sytuacja wokół mrożenia komórek jest delikatna jak każda kwestia związana z ingerencją medycyny w płodność.