Egzamin z matematyki: największy stres już za maturzystami. Które zadania mogły wywołać paraliż?
JOANNA CIEŚLA: Egzamin był trudny czy łatwy?
JĘDRZEJ DOLIŃSKI: W porównaniu z marcowym egzaminem próbnym – raczej łatwy. Spośród moich podopiecznych po marcowym teście część osób się przeraziła, że w maju też będzie tak ciężko. Post factum mogę stwierdzić, że nie było.
W jakim zakresie ten dzisiejszy egzamin był łatwiejszy?
W tym marcowym teście dużo było twardego, trudnego liczenia. Trzeba było mieć szeroką znajomość teorii, liczby były nieprzyjazne. Kalkulator prosty w niczym nie był w stanie tu pomóc. Teraz oczywiście były też klasyki, typu pierwiastki pod pierwiastkiem, które trzeba przekształcić na potęgę. Natomiast bardzo dużo zadań było takich, że jeśli ktoś zdaje matematykę tylko dlatego, że musi, ale sumiennie przerabiał arkusze – powiedzmy – do sześciu lat wstecz, był w stanie sobie poradzić. Prawie wszystko dało się po prostu wyliczyć. Właściwie nie było zadań, do których nie sposób było podejść bez szerokiej wiedzy teoretycznej.
Czytaj także: Dlaczego aż tyle osób nie potrafi zdać matury z matematyki?
Logika, a nie wiedza
Które zadania mogły sprawić najwięcej kłopotu?
Kilka zadań, mimo że matematycznie nie były skomplikowane, mogło okazać się podchwytliwych. Na przykład zadanie piąte, w którym trzeba było poprawnie określić, czy podane dwa stwierdzenia są prawdą, czy fałszem, żeby otrzymać jeden punkt. Bo na maturze z matematyki nie przyznaje się połówek punktów.