Groteska na maturze. Humaniści wypadli najgorzej, ideał to rozprawka na wzór recepty
Tegoroczna matura z języka polskiego na poziomie rozszerzonym najbardziej spodobała się młodszym klasom. Głównie z powodu obecności groteski w temacie nr 1, przed którą poloniści ostrzegali od lat. To najtrudniejsza kategoria estetyczna, jaka występuje w dziele literackim. Znacznie trudniejsza niż komizm czy tragizm.
Rocznik, który ją dostanie na egzaminie, będzie miał przerąbane: pogubi się i wszystko poplącze. No i właśnie trafiło na obecnych maturzystów. Kolejne roczniki mogą spać spokojnie. Groteska szybko na maturę nie wróci. Będzie komizm, tragizm albo inna łatwizna.
Czytaj także: Matura z polskiego. Koszmarna polszczyzna, dziwne tematy. I dlaczego nie podpisano autorów „Polityki”?
Kto nie chciał mierzyć się z najbardziej skomplikowaną kategorią estetyczną, mógł wybrać temat nr 2. Dotyczył „demitologizacji jako sposobu kreowania świata przedstawionego i jej funkcji w tworzeniu znaczeń w danym utworze literackim”. Choć zagadnienie demitologizacji jest znacznie łatwiejsze do wytłumaczenia niż groteska, temat został tak sformułowany, że zabrzmiał groteskowo.
Więcej rzeczowników nie dało się już wstawić do tego tekstu? A gdzie się podziały czasowniki? Twórcy tematów maturalnych musieli się bardzo postarać, aby wymyślić taką polszczyznę, z którą młody człowiek nie ma szans nigdzie się zetknąć, jedynie na maturze. Czyżby eksperci CKE nie wiedzieli, że język powinien być giętki, a nie sztywny i martwy?
Nie tylko okularnicy zdają rozszerzoną maturę
CKE musi nie mieć pojęcia, że