Zajeżdżeni
Jesteśmy zajeżdżeni. Jak się uratować? Trzeba się nauczyć czegoś więcej niż odpoczywania
JULIUSZ ĆWIELUCH: – Pan potrafi odpoczywać?
ARKADIUSZ KARWACKI: – Już tak. Ale przez lata nie tylko tego nie potrafiłem, ale nawet nie miałem świadomości, że nie odpoczywam.
I co się stało?
Doświadczyłem głębokiego kryzysu i wtedy zrozumiałem, że tak dalej nie mogę i nie chcę żyć. W 2015 r. ujawniła się u mnie głęboka nerwica lękowa. Ale symptomy miałem już znacznie wcześniej. Tyle że je bagatelizowałem. Dopiero kiedy nastąpiło tąpnięcie i już nie dało się bagatelizować, musiałem się zmierzyć ze swoimi problemami. Poszedłem do psychoterapeutki, z czym wcześniej bardzo długo zwlekałem. I przy jej pomocy zacząłem się mierzyć ze swoimi problemami.
Brzmi tajemniczo.
Właściwie to wiele z moich problemów jest udziałem większości Polaków, np. problemy ze snem. Z badań wynika, że połowa Polaków źle sypia. Nie wysypiają się, nie regenerują, przez co są chronicznie przemęczeni, rozdrażnieni.
Biorą pigułkę i po krzyku.
To tak nie działa. Albo inaczej. Nie powinno tak działać. Moja psychiatra oprócz antydepresantów poleciła mi książkę „Mindfulness – trening uważności…”. I to ona okazała się dla mnie odkryciem kluczowego „lekarstwa”. Oczywiście nie bagatelizuje działania leków, które są niezbędne do uzyskania wstępnej równowagi, czasami muszą zostać z nami na długo, może na zawsze, ale postawienie tylko na leki może nie dać poszukiwanej zmiany. Ja dopiero po latach terapii, a następnie po tym, jak wszedłem na ścieżkę praktyki uważnościowej, zacząłem odzyskiwać utracony spokój. Praktyka medytacyjna była jednym z kluczowych elementów zmiany, budowania nowego stosunku do swoich myśli, poznawania – bez trwogi – emocji.