Podanie o mieczu piastowskim
Losy miecza, który Rydzyk dostał w darze od Sasina. Żaden Ekskalibur się nie umywa
Rzecz działa się nie tak dawno temu, bo za panowania drugich książąt pisowskich (AD 2023). W lipcu tamtegoż roku na słynące cudami wzgórze klasztorne w Częstochowie – gdzie świętował sługa boży o. Tadeusz Rydzyk wraz z rzeszami wyznawców swych – przybył pokłonić głowę ministerialną Jacek Sasin, sam podskarbi królestwa nazywany ministrem aktywów państwowych. Przywiózł ze sobą dar tak cudny, że po dziś dzień niezbadany, choć najtęższe nad nim pochylają się głowy.
Był to miecz książęcy, tysiącletni, Piastów pamiętający. Zdobiony bogato, ale po chrześcijańsku, bo i krzyże Pańskie, i skrzydło anielskie na jego głowni ręką płatnerza wyryto. Miecz, chociaż taki przedwieczny, pałał blaskiem kruszców, jakoby dopiero z płatnerskiego kowadła był zabrany, albo i od złotnika po inkrustacji.
Przyjął o. Tadeusz z rąk posła pisowskiego owo drogie sercu każdego prawdziwego Polaka utensylium, a ze skromnością w dłoniach ważył. Gdyż nie dla siebie on brał, jeno dla gabinetu osobliwości, wielkiego i nadobnego, które w mieście Toruń stawiał. Muzeum Pamięć i Tożsamość miejsce to zwano, a jako w budowie będące, z silnym brakiem eksponatów się zmagało. (Będą potem złe języki gadać, że dzieła swe o. Rydzyk za gotowiznę wszystkich poddanych królestwa uskutecznia, czy im to miłe, czy nie. Ale na onych oszczerców zagrzmi duchowny i klątwą jako obrzuci, albowiem mu to wolno).
Zaś w dniu ofiarowania miecza tłum wyznawców wiwatował na Jasnej Górze na cześć nowo uczynionej relikwi wszechpolskości. Wszak po mieczu ci zawsze u nas w Polsce spuścizna umysłowa idzie, a nigdy po kądzieli.
Szczerego serca i prawilni – oto jakimi mężami byli dawni książęta pisowscy! Skarbiec państwowy chętnie otwierali przed swoimi, zwłaszcza hojnie wynagradzali tych ślepej wierności.