Piekło kobiet
Piekło kobiet. Polki jeżdżą do Niemiec, żeby się ratować. Wstrząsająca rozmowa z ordynatorką
MARTYNA BUNDA: – Pani strona na Facebooku, którą nazywa pani „Pamiętnikiem z Prenzlau”, pokazuje prawdziwe dramaty polskich kobiet.
MARIA KUBISA: – Pracuję po dwóch stronach granicy. W Polsce – w Szczecinie i Nowogardzie – i w Niemczech, gdzie skończyłam studia medyczne, w Prenzlau. W Niemczech prowadzę szpitalny oddział ginekologii operacyjnej. Jakiś czas temu zaczęłam opisywać przypadki Polek, które tu do mnie trafiają. I jest to również lista kobiet, które musiały uciekać z Polski, żeby nie umierać tylko dlatego, że są w ciąży.
Kobiety odnajdują panią w internecie, na Facebooku?
Czasem na Facebooku, gdzie dyżuruje moja córka, żeby mnie odciążyć, czasem znajdują numer telefonu, który krąży w sieci. Bywa, że po prostu dzwonią do szpitala do Prenzlau. I zawsze są tak samo zdesperowane. To słychać w ich głosie.
Kto dzwoni?
Ostatnio miałam całą serię przypadków, gdy w 12. lub 13. tygodniu wykryto poważne wady u płodu skutkujące zagrożeniem życia matki. Rozszczep kręgosłupa, wytrzewienie, brak kończyn, brak mózgu i czaszki… W Polsce, zamiast terminować taką ciążę, proponuje się kobiecie kolejne badania prenatalne, amniopunkcję, przewleka się, jak długo się da, tę pozorną diagnostykę, a na koniec oferuje może hospicjum perinatalne. Czy słyszała pani o czymś takim? Chyba tylko u nas można to było wymyślić.
Dzwoni do mnie kilka, a czasem kilkanaście kobiet w miesiącu. A to już prawo statystyki, że co któraś z nich trafia do mnie w stanie zagrożenia życia. Bo uszkodzony płód to nie tylko obciążenie dla całego organizmu kobiety – jej wątroby, nerek, już nie wspomnę o psychice – to ryzyko powikłań, które mogą się skończyć śmiercią.