Zdrowie w śpiączce
Zdrowie w śpiączce. To nie ogromne pensje lekarzy są przyczyną zapaści w ochronie zdrowia
Po skandalu w Szpitalu Południowym i doniesieniach o spółce neurochirurgów pracujących w lecznicach na terenie kilku województw, która wystawiała szpitalom faktury na 26 tys. zł za godzinę, rozpoczęło się polowanie na lekarzy milionerów. W samej Wielkopolsce naliczono ich 31. W tym zarobki pięciu przekroczyły 2 mln zł. Okazało się, że milionerów nie brakuje nawet w zadłużonych szpitalach. Tak było w Szpitalu Powiatowym w Wadowicach. No i rozpętało się medialne piekło.
Łatwo być milionerem
W wadowickim ZOZ pracuje 14 anestezjologów. Do południa potrzeba ich ośmiu, ale jest sześciu–siedmiu. Trzech na bloku operacyjnym, który w niewielkim powiatowym szpitalu ma aż pięć sal. Czwarty przyjmuje ambulatoryjnie: znieczula do kolonoskopii, zakłada centralne dojścia. Piąty musi dyżurować przez całą dobę na oddziale intensywnej terapii, kolejny na położnictwie, też całą dobę. Po południu wystarczy już tylko trzech: na intensywnej terapii, na położnictwie i jeden na dyżurze na bloku operacyjnym. I tak codziennie. – U nas nie ma anestezjologa, który by pracował mniej niż 300 godzin miesięcznie – mówi jeden z lekarzy. – Chętnie przyjęlibyśmy kilku specjalistów i ograniczyli pracę do jednego dyżuru w tygodniu.
Ale chętnych nie ma. Okoliczne szpitale też szukają anestezjologów i oferują wyższą stawkę za godzinę. W Wadowicach to 260 zł, a konkurencja płaci już 300 zł. Trzech anestezjologów z wadowickiego zespołu to skusiło i w zeszłym roku odeszli. Bo jednak 40 zł więcej za godzinę przy 300 godzinach w miesiącu robi różnicę: 12 tys. zł więcej co miesiąc.
– My i tak jesteśmy w dobrej sytuacji – mówi lekarz z Wadowic. – Wiele szpitali w regionie nie ma anestezjologów w wystarczającej liczbie i tam już jest tragedia, muszą ograniczać zabiegi.