Nie pali się?
Dlaczego lasy w Polsce nie płoną jak we Francji? „Nie chwalmy dnia przed zachodem słońca”
JULIUSZ ĆWIELUCH: – Lasy Państwowe straszą, że pożarów w tym roku jest już tysiąc więcej niż w zeszłym, a z drugiej strony ich nie widać. Czy rozsądne jest takie budowanie napięcia po pożarach choćby we Francji?
JAN KACZMAROWSKI: – Taką mamy statystykę, a ze statystyką ciężko polemizować.
Tyle że to statystyka na sterydach, o co zresztą wkurzają się choćby Włosi – że Polska raportuje byle pożar śmietnika w lesie i w efekcie jest trzecim krajem pod względem pożarów. A oni tracą hektary lasów i dostają mniejszą pomoc.
Każdy pożar był kiedyś mały. Jeden z tych wielkich we Francji zaczął się od iskry przy konserwacji linii wysokiego napięcia. W korzystnych okolicznościach można by go było ugasić stosunkowo szybko i ograniczyć do kilku spalonych arów. Skończyło się jednak tragicznie.
Czytaj też: Europa w ogniu
No właśnie, większość pożarów w Polsce to pożary liczone w arach. Dwa największe w tym roku, pod Józefowem i Wołominem, to w sumie 1400 spalonych hektarów, a wy na miejsce ściągacie premiera i ministra. Pod samym Bordeaux spaliło się 42 tys. ha.
Dużo pytań w jednym. Zacznę od końca. Z tego, co wiem, premier i minister przyjechali spontanicznie. I to chyba dobrze, że władze reagują. Tak, zdecydowana większość pożarów w polskich lasach liczona jest w arach, ale to zasługa systemu nadzoru i ochrony lasów, który my jako przedsiębiorstwo utrzymujemy za ciężkie miliony. Tak, raportowanie jest skrupulatne, czego nam zresztą zazdroszczą choćby Belgowie. U nas podaje się nie tylko liczbę zdarzeń, ale ich zasięg i współrzędne geograficzne.