Zwierzę musi żreć
Patobiznes na zwierzętach. Na krzywdzie można zarobić i żyć jak król. Kulisy są przerażające
Sektor organizacji pozarządowych zajmujących się zwierzętami wymyka się wszystkim statystykom, a przy okazji również kontroli. Nie wiadomo nawet, ile takich organizacji i fundacji jest. Nie ma żadnego spisu ani rejestru, nie wiadomo, ile mają pod opieką zwierząt i na co tak naprawdę wydają olbrzymie sumy, którymi obracają w dużej mierze dzięki ludzkiej hojności. Największe organizacje – TOZ (Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami w Polsce) i OTOZ (Ogólnopolskie Towarzystwo Ochrony Zwierząt „Animals”) zebrały w zeszłym roku po niemal 40 mln zł, ale to organizacje mające wiele oddziałów i schronisk.
Takie sieciówki sektora zwierzęcego. Wśród indywidualnych tegorocznym rekordzistą jest Dolnośląski Inspektorat Ochrony Zwierząt (DIOZ): 16,2 mln zł wpływów. Rok wcześniej było więcej: 20 mln i blisko 2,7 mln zysku. Fundacjom Viva!, Ada i Judyta również udało się przekroczyć próg 10 mln. To owoc setek, a może i tysięcy zbiórek. W mediach społecznościowych największych organizacji co chwila pojawiają się nowe rolki lub zdjęcia przedstawiające interwencje organizacji lub uratowane zwierzęta, którym trzeba natychmiast zapewnić pomoc lekarską i karmę. Im bardziej dramatyczne kadry, tym zbiórka lepiej żre, jak mówią w branży.
Kiedy Dorota „Doda” Rabczewska zaangażowała się w walkę z patoschroniskami, odkryła, że patologie dotyczą nie tylko prywatnych schronisk, prowadzonych jako biznes przez przedsiębiorców, ale także tych pod egidą fundacji czy stowarzyszeń. „Nie miałam świadomości i pojęcia, jakie jest drugie i trzecie dno… Pod płaszczykiem pomocy, schronisk czy stowarzyszeń kryje się piekło bezdomnych czworonogów. Nie sądziłam, że wpłacając datki na różne stowarzyszenia czy schroniska, sponsoruję wakacje tych kierowników, jacuzzi czy jakieś ich dobra, a psy umierają wtedy w męczarniach”, mówiła Doda podczas swojego emocjonalnego wystąpienia na posiedzeniu Nadzwyczajnej Komisji Sejmowej.