Zmarły pod respiratorem. Nie żyje od 11 dni, wciąż leży na intensywnej terapii. Kolejna taka sprawa
54-letni pacjent po zatrzymaniu krążenia krwi trafił do Szpitala Powiatowego im. dr Tytusa Chałubińskiego w Zakopanem 26 września 2026 r. Był poddawany resuscytacji, lekarze podawali mu adrenalinę, stosowali defibrylację, aplikowali potężne dawki leków. Bez skutku. Dwa dni później, 28 września, zauważyli zatrzymanie krążenia mózgowego. Potwierdzili to specjaliści neurologii oraz radiologii i diagnostyki obrazowej. Brak przepływu krwi oznacza śmierć mózgu, czyli biologiczną śmierć człowieka.
Z punktu widzenia prawnego bez formalnego stwierdzenia zgonu mamy do czynienia z „podejrzeniem śmierci”. Kolejnym krokiem w procedurze medycznej, którą reguluje obwieszczenie ministra zdrowia z grudnia 2019 r. „w sprawie kryteriów i sposobu stwierdzenia trwałego nieodwracalnego ustania czynności mózgu”, jest oficjalne stwierdzenie zgonu. I to właśnie blokują krewni, którzy wynajęli prawników i powiadomili organy ścigania. W piątek 9 października mija 11. dzień, od kiedy obok walczących o życie pacjentów leży człowiek, u którego doszło do śmierci mózgu, a pracę układu oddechowego i krążenia podtrzymuje aparatura medyczna. To drugi podobny przypadek ujawniony przez nas w ostatnich dniach.
Fala nienawiści i efekt mrożący
Z naszych informacji wynika, że krewni pacjenta z Zakopanego na bieżąco byli informowani o jego stanie, podejmowanych czynnościach medycznych i procedurze. – Uczciwie przedstawialiśmy rokowania – podkreśla jeden z lekarzy. Rodzina nie przyjęła tego do wiadomości. Bliscy utrzymują, że 54-letni pacjent wciąż żyje i powinien być nadal leczony.