Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Społeczeństwo

Dzieciństwo na receptę

Dzieci na tabletkach. Zamiast zupy kapsułka i biznes się kręci. Faszerowanie dzieci daje ułudę bezpieczeństwa

Preferuj w Google
Dodaj nas do ulubionych źródeł w Google, aby częściej widzieć „Politykę” w wynikach wyszukiwania.
x
Żywiołowość kilkuletniego dziecka nie jest chorobą, podobnie jak smutek nastolatka nie musi od razu oznaczać depresji. Żywiołowość kilkuletniego dziecka nie jest chorobą, podobnie jak smutek nastolatka nie musi od razu oznaczać depresji. Mirosław Gryń
W pogoni za zdrowiem coraz częściej leczymy dzieci, które wcale nie są chore. Nie chodzi o to, że wszystkie suplementy są zbędne. Problem zaczyna się wtedy, gdy tabletka staje się odpowiedzią na każdą niepewność. Gdy zdrowy maluch zaczyna być traktowany jak pacjent wymagający codziennej profilaktycznej interwencji.
Troszcząc się o swoje dzieci, coraz bardziej boimy się jedzenia, a coraz mniej boimy się kapsułek.Daniel Dmitriew/Forum Troszcząc się o swoje dzieci, coraz bardziej boimy się jedzenia, a coraz mniej boimy się kapsułek.

Pani Teresa bardzo się ucieszyła, gdy na początku wakacji córka oddała jej pod opiekę pięcioletnią wnuczkę. Od dawna marzyła o tym, by spędzić z nią więcej czasu. Plan był prosty i staroświecki: lody po spacerze, wycieczka do parku, wieczorne czytanie książek i obowiązkowo naleśniki z jagodami. Dziecko miało jednak własny pomysł na pierwszą wspólną wyprawę: „Babciu, pojedźmy do galerii i kupmy sobie duuuużo niezdrowych słodyczy”.

Konspiracyjny szept pięciolatki zabrzmiał jak propozycja napadu na bank. Bo we współczesnym domu kostka czekolady potrafi budzić większy niepokój niż garść tabletek.

Pani Teresa szybko to zrozumiała, kiedy otworzyła kuchenną szafkę i zobaczyła coś, co przypominało bardziej zaplecze niewielkiej apteki niż spiżarnię. Witamina D. Tran z kwasami omega-3. Kilka rodzajów witaminowych żelków mieniących się neonowymi barwami. Lizaki z minerałami. Preparaty na odporność. Syrop „na odporność plus”. Probiotyki. Magnez. Coś na koncentrację i na lepszy sen.

A jednocześnie w domu Marysi słodycze były zakazane, bo to czyste zło. Ryby również – podobno pełne rtęci. Sok? Za dużo cukru. Jogurt? Trzeba sprawdzić skład. Masło? Lepiej nie. Paradoks, który można zamknąć w jednym zdaniu: troszcząc się o swoje dzieci, coraz bardziej boimy się jedzenia, a coraz mniej boimy się kapsułek. Pani Teresa, przejmując opiekę nad wnuczką, miała wrażenie, że w centrum domowej kuchni stoi już nie garnek z zupą, lecz farmaceutyczny ołtarzyk.

Kult odporności

I to nie jest historia o jednej nadgorliwej matce, która śledzi parentingowe grupy na Facebooku. To opowieść o cywilizacyjnej zmianie, która dokonała się niemal niezauważenie. Jeszcze 20 lat temu rodzice zastanawiali się, czy dziecko zjadło w szkole obiad.

Polityka 42.2026 (3586) z dnia 13.10.2026; Społeczeństwo; s. 26
Oryginalny tytuł tekstu: "Dzieciństwo na receptę"
Reklama