Nowe media, nowe kontakty

Ciągle w zasięgu
Rozmowa z dr Małgorzatą Bogunią-Borowską, socjolożką, znawczynią mediów o nowych formach kontaktów międzyludzkich.
Musimy być ciągle w zasięgu?
soylentgreen23/Flickr CC by SA

Musimy być ciągle w zasięgu?

Jarosław Makowski: – Jak nowoczesne technologie – telefon komórkowy, Skype, Internet – zmieniły życie społeczne?

Małgorzata Bogunia-Borowska: – Mają ogromny wpływ na różne instytucje, politykę, a nawet funkcjonowanie rodziny. Telefon komórkowy, Skype, Internet, tanie linie lotnicze umożliwiły pojawienie się nowych form relacji międzyludzkich. Możliwość taniej, dostępnej potencjalnie w każdej chwili komunikacji z drugą osobą sprawiły, że utrzymują się przyjaźnie międzykontynentalne, a małżeństwa funkcjonują całkiem nieźle, żyjąc i pracując w dwóch różnych miastach, a czasem nawet w dwóch państwach.

Również dzisiejsze emigracje zarobkowe nie przypominają już tych z lat 80. Wtedy komunikowano się za pomocą listów, które dochodziły z dużym poślizgiem. Informacje przychodzące w listach często były nieaktualne, a z upływem czasu – zmieniały znaczenie. Nie można było natychmiast – inaczej niż teraz – dzielić się emocjami i przeżyciami. Było to wielokrotnie przyczyną pojawiającej się między ludźmi obcości i rozpadu związku. A zatem nowoczesna komunikacja sprzyjałaby podtrzymywaniu ciepła i bliskości w relacji z drugą stroną.

To dlaczego wciąż słyszymy, że rozwój nowych technologii i komunikacji obraca w pył relacje międzyludzkie?

Bo obserwujemy jednocześnie pewną powierzchowność kontaktów, ograniczających się tylko do wymiany informacji, a nie chęci budowania trwałych więzi. Ludzie mają dzisiaj uczucie konieczności, wręcz przymusu bycia podpiętym do wrzącego, pełnego wydarzeń świata. Obawiamy się, że coś mogłoby nas ominąć. A my jesteśmy spragnieni emocji, chcemy mieć barwne i ekscytujące życie. To sposób na nadanie mu sensu. Funkcjonujemy wedle zasady „zmiana to sukces, stagnacja to porażka”. Doskonałą ilustracją tej sytuacji są studenci i uczniowie, którzy na lekcjach mają jedynie wyciszone telefony i co jakiś czas sprawdzają, czy ktoś akurat nie chciał im czegoś ważnego przekazać.

Przymus bycia w zasięgu?

To bycie w zasięgu innych obciąża ludzi młodych. Męczy ich, że nie mogą, a raczej już nie potrafią, poświęcić się jednej czynności – na przykład oglądaniu ulubionego serialu – bo odczuwają to jako stratę czasu. W tej samej chwili siedzą w Internecie, słuchają muzyki, oglądają jednym okiem film, a drugim zerkają na ekran komórki i jeszcze są podłączeni do Gadu-Gadu. Z tego powodu chodzenie do kina okazuje się dzisiaj luksusem. Powodem satysfakcji jest już nie tylko sam film, ale warunki jego oglądania. To jest po prostu bardzo przyjemne doświadczenie zwalniające nas na półtorej godziny z „podłączenia”. W kinie czy teatrze bezkarnie możemy skupiać się tylko na jednej rzeczy. No, ewentualnie od czasu do czasu sprawdzić telefon komórkowy.

Mamy też zdecydowanie więcej kontaktów.

Ilość nie zawsze jednak przechodzi w jakość. Zdarza się, że mamy tak dużo różnych numerów telefonicznych zapisanych w komórce, że z czasem nie pamiętamy, kim są ich właściciele. I tutaj z pomocą przychodzą rozwiązania, które pozwalają do numeru telefonu dołączyć zdjęcie jego właściciela. Musimy sobie jakoś z tą podażą informacji radzić. Jest to zresztą pewien paradoks, bo z jednej strony technologia stwarza nowe możliwości, ale z drugiej – musi dostarczać remediów i sposobów radzenia sobie z nieprzewidzianymi efektami nowych możliwości.

Internet dla coraz większej liczby osób staje się głównym źródłem wiedzy o świecie. To trochę smutne.

Nie możemy się obrażać na rzeczywistość. Jeśli chodzi o wiedzę zdobytą w sieci, to w swojej pracy dydaktycznej zwracam studentom uwagę na dobór źródeł, z których czerpią informacje. Wymagam poprawnego opisu, szczegółowej netografii wraz z datami wejścia na stronę, uczę korzystania z wiarygodnych portali. Przykładowo: Wikipedia – mimo że jest naprawdę pomysłowym i często przydatnym narzędziem w zdobywaniu informacji – nie może stanowić podstawowego źródła wiedzy. Wikipedia zawiera zresztą raczej informacje niż wiedzę. Natomiast uczeń, a w szczególności student musi uczyć się abstrakcyjnego myślenia, przewidywania, interpretowania. Do tego potrzebna jest uniwersalna wiedza, rozmaitego rodzaju koncepcje i teorie, a nie tylko informacje.

A co pani powie o aparatach fotograficznych i kamerach – dziś powszechnie dostępnych? Chyba przerodziły się one we wścibskich detektywów, którzy potrafią komplikować nam życie. Jesteśmy podglądani, nawet gdy tego nie chcemy.

To prawda. Dziś to przedmioty powszechnego użytku. Ludzie rejestrują specyficzne zjawiska, momenty wstydliwe czy intymne, katastrofy. Jeszcze nie tak dawno mieliśmy zakaz fotografowania w supermarketach. Ale już nie dziś. W jednym z nich zobaczyłam niedawno ogłoszenie: „Tu możesz fotografować to, co wpadło ci w oko”.

Dzieci nie piszą już listów do św. Mikołaja, wyłuszczając, jaki prezent chciałyby otrzymać, ale posyłają mu zdjęcie z wymarzonym prezentem.

Podobnie namiętnie korzystamy ze sprzętu nagrywającego. Studenci rejestrują wykłady profesorów, co sprawia, że mogą ich kontrolować. Wykład, który był dotąd sferą radykalnej autonomii prowadzącego, stał się obszarem kontrolowanym. A ostatnio pojawił się pomysł, aby także egzaminy były nagrywane.

Powszechne posiadanie w ręku narzędzia, jakim jest telefon z wmontowanym aparatem, staje się też popularnym sposobem na kontrolowanie osób publicznych. Rozmaite plotkarskie portale internetowe nawołują do donoszenia i karania znanych ludzi. To także charakterystyczny znak naszych czasów. Kiedyś uwielbialiśmy gwiazdy, które stanowiły niedościgniony wzorzec doskonałości, a dzisiaj staramy się celebrytom na wszelkie możliwe sposoby udowodnić, że niczym się od nas nie różnią, ba, mają takie same przywary i problemy jak zwykli ludzie w codziennym życiu. To są efekty demokratyzacji naszego życia społecznego. Nie pragniemy albo nie tylko pragniemy znane osoby podziwiać za zdolności, umiejętności, urodę, my chcemy udowodnić im, a pewnie także i sobie, że są zwykli i mają niedoskonałości. Dlatego pełno tam informacji o tym, że ktoś parkował auto w niedozwolonym miejscu, czy też pali papierosy przy dziecku, ma cellulit lub problem z mężem.

Czyż obsesja kontrolowania życia swojego i cudzego nie pokazuje, że ono się nam wymyka, że nad nim nie panujemy?

Im bardziej życie nam się wymyka, tym bardziej staramy się nad nim zapanować. Ba, cechuje nas nawet skłonność do kontrolowania przypadków.

W czym się to przejawia?

Jak zachowują się dziś maturzyści? Bombardują dziekanaty rozmaitych uczelni. Oni nie wiedzą do końca, gdzie i co chcą studiować. Wiedzą jednak, że muszą sobie zapewnić jak największą ilość potencjalnych wyborów uczelni i kierunków.

Jak zachowuje się dziś przeciętny student medycyny? Po pierwsze, przyjmuje zupełnie inną strategię planowania kariery zawodowej niż jego kolega sprzed 20 lat. Zabiega o staż czy pracę nie w jednym czy dwóch ośrodkach, które znajdą się w polu jego zainteresowania, ale swój akces złoży do kilkunastu. Będzie czekał. Bo nie wie, czy odpowiedzieć na pierwszą propozycję, którą otrzyma, czy też po otrzymaniu kolejnych, aby móc je ze sobą porównać. Co innego jest tu jednak ważne. Taki student chce rozwinąć siatkę relacji na maksymalnej liczbie frontów, by mieć maksymalnie dużo możliwości potencjalnych wyborów.

Podobnie jest z pisarzem czy naukowcem, który wysyła swój manuskrypt do kilku wydawnictw w tym samym czasie. Wydawnictwa mają różne tempo i organizację pracy. Jedne odpowiadają po miesiącu, inne po paru, a niektóre nawet po roku. A zatem ostateczna decyzja o wydaniu książki w tym wydawnictwie albo innym będzie zależała w dużym stopniu od przypadku. Jeszcze kilka lat temu autor składał ofertę jednej z firm i czekał z niecierpliwością na odpowiedź. Dzisiaj rozwija sieć relacji, oczekując na rozwój sytuacji. Jest to zatem zupełnie inna strategia organizacji pracy czy studiów. Człowiek dąży dzisiaj do eliminacji ryzyka i maksymalnej kontroli swojego życia.

Musimy reagować z całą pewnością szybciej niż nasi przodkowie.

Dziś nie dziwi nas już sytuacja, że niemal każdego dnia burzymy zaplanowaną misternie strukturę relacji i zobowiązań, aby w jej miejsce stworzyć nową. Mamy coraz więcej kontaktów. Nieustannie spotykamy nowych ludzi. Jeździmy w niezliczoną ilość miejsc, co sprawia, że pojawiają się nowe perspektywy i pomysły na życie. Kiedyś, gdy kobieta nawiązywała przyjaźń z kobietą w podobnym wieku i o podobnym statusie społecznym, to było to zobowiązanie na śmierć i życie. Dziś takie sytuacje są rzadkie. Nie jesteśmy w stanie przewidzieć, gdzie, co i z kim będziemy robić jutro, a co dopiero za rok. Zmiana coraz częściej jest po prostu wpisana w naszą egzystencję. Krajobraz ponowoczesny charakteryzuje się migotaniem i pulsowaniem.

Zgoda, że tworzymy mnóstwo potencjalnych strategii życiowych. Ale wszystkich i tak nie zrealizujemy, co może stać się powodem naszych frustracji.

Mimo wszystko ludzie w tym całym chaosie doskonale się odnajdują i adaptują do zmiennych warunków. Z socjologicznego punktu widzenia możemy mówić o ministrukturach, które działają na podobieństwo wirusa. Jak wiemy, wirus rozwija się wtedy, kiedy trafia na odpowiedni grunt i warunki sprzyjające rozwojowi. W przeciwnym wypadku ginie. Dzisiaj mamy ogromną ilość takich potencjalnych ministruktur, które przy sprzyjających okolicznościach zaistnieją. Jednak cała masa z nich takiej szansy nie dostanie. Ale, podobnie jak wirusy, ministruktury mogą się odtwarzać, powracać w nowej, bardziej atrakcyjnej formie.

Jak to działa w praktyce?

W związku z tym, że w naszym życiu spotykamy teraz (także w sieci) nieporównywalnie większą liczbę osób niż nasi przodkowie, mamy zdecydowanie większy potencjał tworzenia owych ministruktur. Jednak nawet mimo zdecydowanie dłuższego życia dajemy zaistnieć ograniczonej liczbie przyjaźni, relacji miłosnych czy wykonywanych w życiu zawodów. Wiele możliwości po prostu się marnuje, w związku z czym człowiek odczuwa dysonans.

No to jakimi sprawami socjologia będzie się teraz zajmować?

Socjologowie rzeczywiście mają dziś problemy z opisywaniem megastruktur. Szukamy nowych sposobów opisania rzeczywistości, używamy nowych metod. Poszukujemy raczej miękkich zmiennych, jak zaufanie czy intymność, ryzyko czy przyjaźń, które mają nam pokazać kondycję człowieka doby ponowoczesnej.

Pani opowiada o naszym życiu codziennym, jakby to była fantastyczna przygoda.

To prawda, że kiedy człowiek słyszy termin życie codzienne, natychmiast nawiedzają go takie skojarzenia jak nuda, szarość, rutyna, przyziemność. Gorzej, czasem można mieć wrażenie, że nasze życie to ponury spektakl, bo w tle: politycy się kłócą, korupcja opanowała polską piłkę, rozbił się autokar z turystami, szpital nie przyjął chorego dziecka. Taki powszechny obraz codzienności kształtują media.

Tymczasem codzienność życia społecznego to barwny i zróżnicowany krajobraz. Mamy możliwość i szanse, o których nie mogli nawet marzyć nasi rodzice czy dziadkowie. Pozorny chaos, który dziś obserwujemy i którego doświadczamy, działa na większość ludzi mobilizująco i wyzwala nowe sposoby działania. Ludzie żyją dzisiaj ciekawiej i są, jak pokazują zresztą ogólnopolskie badania, coraz bardziej zadowoleni ze swojego życia. Najważniejsze, żeby się w tej chaotycznej rzeczywistości nie zagubić.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj