Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty w okazyjnej cenie!

Subskrybuj
Sport

Iga Świątek mistrzynią US Open! To był wielki finał Polki

Iga Świątek mistrzynią wielkoszlemowego US Open. 10 września 2022 r. Iga Świątek mistrzynią wielkoszlemowego US Open. 10 września 2022 r. Robert Deutsch / Forum
Iga Świątek pokazała w finale US Open wielką klasę. Pokonała Ons Jabeur w dwóch setach 6:2, 7:6 (7:5). Po dwóch w Paryżu w Nowym Jorku przyszedł czas na trzeci wielkoszlemowy tytuł. To jeden z największych triumfów polskiego sportu – nie tylko w tym roku.

Gdyby dwa tygodnie temu ktoś ogłosił, że w ostatecznej rozgrywce spotkają się Iga Świątek i Ons Jabeur, to raczej mało kto by się zdziwił. Polka po półfinale w Australian Open kolejny raz zdobyła Paryż. Na kortach Wimbledonu „nie doszła do porozumienia” z trawiastą nawierzchnią, która z kolei nie przeszkadzała Tunezyjce (przegrała dopiero w finale).

Iga Świątek, numer 1

Jeszcze przed pierwszym serwisem w sobotę na Flushing Meadows wiadomo było, że 21-letnia Świątek utrzyma prowadzenie w światowym rankingu, a na drugie miejsce wskoczy 28-letnia Jabeur. Przez dużą część sezonu Polka szybowała na poziomie niedostępnym dla rywalek. Jabeur też miała świetne momenty. Tuż przed przyjazdem do Nowego Jorku obie chwilowo obniżyły loty, ale to najlepsza para kończącego się powoli wielkiego sezonu.

Statystycy, analitycy, komentatorzy i kibice prześcigali się przed tym meczem w zestawieniach i przewidywaniach. A i tak wypadało się zgodzić z opinią niedawnej mistrzyni Kim Clijsters, że trudno przewidzieć, w którą stronę potoczy się finałowe spotkanie. Tymczasem od pierwszych piłek ten kierunek został szybko określony i była to droga prowadząca do zwycięstwa Polki.

Pierwszy set był wręcz popisem Igi. Zaczęło się od trzech wygranych gemów, a później ani przez chwilę jej sukces nie był zagrożony. Wreszcie mogła być pewna swojego serwisu, inne zagrania też nie zawodziły. Konkurentka wyglądała na zagubioną. Gdzieś się podziały zabójcze skróty, kąśliwe slajsy, a przede wszystkim seryjnie zawodził serwis. Wszystkie te umiejętności ulotniły się w zderzeniu ze świetną dyspozycją Polki.

Początek drugiego seta też nie mógł się lepiej ułożyć, bo znów pierwsze trzy gemy były zwycięskie. Ale Tunezyjka nie przypadkiem kolejny raz aspirowała do tytułu wielkoszlemowego. Kilka razy wydawało się, że kolejne gemy zostaną zapisane po stronie mistrzyni z Paryża, ale nie zawsze się udawało, a pojedynek się wyrównał. Niektóre wymiany wzbudzały entuzjazm 24-tysięcznej widowni na Arthur Ashe Stadium. Przy stanie 6:5 nasza reprezentantka miała pierwszą piłkę meczową, ale to nie był jeszcze ten moment. Trzeba było przeżywać nerwy w tie-breaku, na szczęście zakończone wielkim „ufff”, które wydobyło się z tysięcy gardeł polskich kibiców na stadionie i chyba milionów przed telewizorami.

Iga Świątek dziękuje zespołowi i tacie

Jeszcze raz potwierdziło się, że polska tenisistka nie przegrywa finałów, najskuteczniej poczyna sobie z zawodniczkami najwyżej notowanymi. Jest teraz trzykrotną zwyciężczynią największych turniejów na świecie. Spełniają się jej kolejne marzenia. To, co rzucało się w oczy podczas ostatnich dwóch tygodni, to dojrzałość i opanowanie, umiejętność podnoszenia poziomu z meczu na mecz.

Puchar wręczała Martina Navratilova, która sama czterokrotnie kończyła te zawody z trofeum. Wcześniej trochę wątpiła w końcowy sukces Igi z powodu dość częstych strat własnego serwisu. Ale rację miała Polka, która odpowiedziała jej, że nie jest to wielkim problemem, jeżeli potrafi się jeszcze częściej przełamywać przeciwniczki.

Podczas końcowej ceremonii mistrzyni w piękny sposób podziękowała swojemu teamowi. Trenerowi Tomaszowi Wiktorowskiemu, Maciejowi Ryszczukowi, który dba o formę fizyczną, i psycholożce Darii Abramowicz. W wywiadzie dla polskiej telewizji zaczęła natomiast od podziękowań dla taty.

To był piękny dzień dla polskiego sportu. Najpierw siatkarze pokonali Brazylijczyków i staną do meczu o mistrzostwo świata, a później mogliśmy oglądać jeden z największych triumfów polskiego sportu – nie tylko w tym roku.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kultura

„Niewyczerpany żart”. Kultowa powieść w słabym przekładzie

„Niewyczerpany żart”, legendarna powieść Davida Fostera Wallace’a, wreszcie i u nas. Wyobraźnia i przenikliwość pisarza robią wrażenie, ale polski przekład nie brzmi przekonująco.

Justyna Sobolewska
26.09.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną