Sport

Iga Świątek i Paryż: para idealna. Polka znów mistrzynią French Open

Iga Świątek wygrywa wielkoszlemowy French Open trzeci raz z rzędu, a czwarty raz w ogóle. 8 czerwca 2024 r. Iga Świątek wygrywa wielkoszlemowy French Open trzeci raz z rzędu, a czwarty raz w ogóle. 8 czerwca 2024 r. Lisi Niesner / Forum
Trzeci raz z rzędu, czwarty w ogóle Iga Świątek została międzynarodową mistrzynią Francji. W finale była zdecydowanie lepsza od Włoszki Jasmine Paolini. I odebrała puchar Suzanne Lenglen z rąk legend: Martiny Navratilovej i Chris Evert. Na paryskie korty Polka jeszcze w tym roku wróci – w czasie igrzysk.

Co za niebywała seria. Po triumfach w Madrycie i Rzymie Iga Świątek nie pozwoliła sobie na chwilę słabości. Udźwignęła presję zdecydowanej faworytki w Paryżu.

Świątek królową Paryża

Utrzymywanie przez dłuższy czas gotowości do wielkich wyczynów nie jest wcale proste. Przekonały się o tym inne mistrzynie – Aryna Sabalenka i Jelena Rybakina. Pretendentki do tytułu nie przebrnęły ćwierćfinałów. Rybakina uległa rewelacyjnej w ostatnich miesiącach Paolini.

A przecież tak niewiele brakowało, żebyśmy nie cieszyli się dziś z piątego tytułu wielkoszlemowego 23-letniej reprezentantki naszego kraju (jest też mistrzynią US Open). Długo będziemy wracać pamięcią do thrillera w drugiej rundzie z udziałem Japonki Naomi Osaki. Iga Świątek wykazała się wtedy nadzwyczajną odpornością. Kolejne etapy nie były już tak dramatyczne, chociaż wśród przeciwniczek były kolejne mistrzynie wielkiego szlema: Marketa Vondousova i Coco Gauff.

Finał to był pojedynek więcej niż w połowie polski. W Jasmine płynie sporo polskiej krwi. Włoszka bardzo chętnie wspomina wakacje spędzane w dzieciństwie u babci w Łodzi. Dzisiaj mieszkanka Toskanii ma 28 lat i po raz pierwszy znajdzie się w najlepszej dziesiątce rankingu WTA (od poniedziałku). Sama podkreśla, że do niedawna nie wierzyła w tak znaczące osiągnięcia, ale nigdy się nie poddawała i całkiem niedawno nastąpiła w niej przemiana, która w sobotę doprowadziła ją na kort Philippe’a Chartiera.

Teraz Berlin, Wimbledon i olimpiada

Od pierwszych piłek meczu dało się zauważyć, że Paolini nie wyszła na kort tylko po to, żeby cieszyć się z występu w ostatnim dniu turnieju singla kobiet. Włoszka wytrzymywała długie wymiany, świetnie poruszała się po mączce. Troszkę zdezorientowana Polka pozwoliła przełamać swój serwis i zrobiło się 2:1 dla Włoszki. Ale był to jedyny moment, w którym prowadziła. Gem po gemie, przełamanie po przełamaniu Polka zwiększała potem przewagę. Pierwszy set skończył się wynikiem 6:2.

W drugim secie dominacja Igi zrobiła się przygniatająca. Była prawie bezbłędna. Jasmine starała się, jak mogła, ale nie mogła zbyt wiele. Polka zamęczała rywalkę siłą i precyzją. Szczególne wrażenie robiły jej forhendy. Dopiero przy stanie 5:0 przeciwniczce udało się zdobyć honorowego gema. Po chwili było jednak 6:1 i 2:0 w setach. Koniec. W polskim obozie wybuchła wielka radość z piątego wielkoszlemowego triumfu. Tomasz Wiktorowski, nazwany przez słynnego szkoleniowca Patricka Muratoglou najlepszym trenerem świata, Daria Abramowicz, Maciej Ryszczuk, Tomasz Moczek mają kolejny powód do wielkiej satysfakcji po kolejnym zwycięstwie na paryskich kortach.

Oprócz Świątek w turniejowych drabinkach znalazło się jeszcze kilku tenisistów i tenisistek z Polski. Rozstawiony z numerem 8 Hubert Hurkacz dotarł do czwartej rundy, w której znów nie uporał się z Bułgarem Grigorem Dimitrowem, ale i tak tę część sezonu może uznać za udaną. Magdy Fręch i Linette nie przebrnęły pierwszej rundy. Koniecznie trzeba wspomnieć o dużym osiągnięciu juniora Tomasza Berkiety, który dotarł aż do finału turnieju.

Świętując wielkie zwycięstwo Polki, pamiętajmy, że karuzela tenisowa nie zatrzymuje się. Teraz jedzie do Berlina, a potem czeka ją trawiasty Wimbledon i igrzyska olimpijskie na tak szczęśliwych dla niej paryskich kortach.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

null
Społeczeństwo

Seks bez zobowiązań: tylko dla dorosłych. Czy skłonność do „znajomości na raz” będzie rosnąć?

Do Polek i Polaków dociera, że można chodzić ze sobą do łóżka bez zobowiązań, bez stresu, dla chwili przyjemności. Zdaniem specjalistów takie podejście bywa niezwykle korzystne. Pod warunkiem że jest autentyczne (i pod kilkoma innymi).

Joanna Cieśla
19.07.2024
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną