Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Sport

5 milionów plików

Radosław Piesiewicz Radosław Piesiewicz Wojciech Olkuśnik / East News

Minął rok (4 marca) od wszczęcia przez Prokuraturę Regionalną w Gdańsku śledztwa w sprawie malwersacji finansowych, których miał dopuścić się prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego Radosław Piesiewicz w latach 2022–24, gdy pełnił funkcje kierownicze w Polskim Związku Koszykówki i Polskiej Lidze Koszykówki. Postępowanie ruszyło po ustaleniu, że Piesiewicz za prowizje od umów sponsorskich skasował w tym czasie 7,3 mln zł. O astronomicznych prowizjach Piesiewicza od umów ze spółkami Skarbu Państwa POLITYKA pisała jako pierwsza (pod koniec 2023 r.). PiS przegrał wybory, żegnał się z władzą i układ, w którym Piesiewicz kasował miliony jako pośrednik tylko dzięki temu, że zielone światło dla państwowego sponsoringu w koszykówce dał mu nadzorujący spółki minister aktywów państwowych Jacek Sasin (prywatnie bliski znajomy Piesiewicza), zaczął się walić. W powietrzu wisiały frapujące pytania: o skalę zachłanności słynącego z zamiłowania do krzykliwego luksusu prezesa, jak również o bezinteresowność jego mocodawcy.

Piesiewicz wielokrotnie zaprzeczał, że inkasował prowizje, ale gdy przycisnęli go kontrolerzy skarbowi, odświeżył sobie pamięć. PLK wystawił faktury na kolejne 2 mln zł, ale do płatności nie doszło. Prokuratura podejrzewała, że pośrednictwo Piesiewicza było fikcyjne – czyli nie musiał nic robić, aby sponsora pozyskać, korzystał tylko z płynącego z MAP rozkazu, by państwowe firmy wspierały koszykówkę. I ustawił się do końca życia.

Ale śledztwo ugrzęzło w martwym punkcie. Jak informuje Mariusz Marciniak, rzecznik prasowy gdańskiej prokuratury, w sprawie nie przesłuchano do tej pory żadnego świadka – byłoby to niecelowe, gdyż najpierw trzeba uporać się z dokumentacją, również tą elektroniczną.

Polityka 10.2026 (3554) z dnia 03.03.2026; Ludzie i wydarzenia. Kraj; s. 6
Reklama