Po mistrzostwach w Birmingham. Potęgą nie jesteśmy, a gdyby nie Polki, byłoby bardzo źle
Przyjemnie oglądało się lekkoatletyczne mistrzostwa Europy w Birmingham, mimo że zabrakło oszałamiających osiągnięć naszej reprezentacji. Nie da się ukryć, że nie możemy się nazywać europejską potęgą, choć osiem–dziesięć lat temu używaliśmy tego górnolotnego określenia. Sześć srebrnych i dwa brązowe medale – tyle udało się uzbierać. Niby lepiej o dwa krążki niż dwa lata temu w Rzymie, ale wtedy Natalia Kaczmarek (dziś Bukowiecka) i Wojciech Nowicki wskakiwali na najwyższe podium. Teraz Bukowiecka została wicemistrzynią w biegu na 400 m, a Nowicki dość zawstydzająco nie zakwalifikował się nawet do finału w rzucie młotem.
Siedem medali dla Polek
Aż strach pomyśleć, co by było, gdyby nie Polki i ich siedem medali. Tylko Jakub Szymański pobiegł skutecznie na 110 m przez płotki. Skończył na trzecim miejscu i pokazał, że nie można już go nazywać wyłącznie halowym płotkarzem. Podniecony tym sukcesem w pierwszym telewizyjnym wywiadzie po biegu próbował rozliczać komentatora, który wcześniej nie był wystarczająco entuzjastyczny co do jego perspektyw.
Bardzo dobrze spisały się nasze sprinterki. Pia Skrzyszowska wbiegła na metę biegu na 100 m przez płotki niemal równo z Holenderką Nadine Vissen. „Niemal”, bo Polka była wolniejsza (choć dziwnie to brzmi) o jedną tysięczną sekundy. Ewa Swoboda też mogła się cieszyć ze srebra w biegu na 100 m. O Natalii Bukowieckiej w przedłużonym sprincie już wspominaliśmy. Sztafeta 4x100 m też wraca z medalem. Trzeba jednak pamiętać, że na mistrzostwach świata i igrzyskach konkurencja jest o niebo silniejsza. Tylko Skrzyszowska i Bukowiecka mają mocną pozycję w tym towarzystwie.
Dużo radości sprawiły nam Maria Żodzik i Klaudia Kazimierska. Ta pierwsza jest obecną wicemistrzynią świata w skoku wzwyż, ale niewiele brakowało, żeby do Birmingham w ogóle nie przyjechała. Kto oglądał jej skok podczas Diamentowej Ligi w Londynie, ten na pewno to rozumie. Maria upadła wówczas na skraj zeskoku i nadwerężyła sobie kręgi szyjne. Jej 25-letni (!) trener Paweł Wyszyński potrafił jednak przełamać obawy zawodniczki. Żodzik od kilku lat jest oficjalnie Polką. Urodziła się w Baranowiczach w rodzinie o polskich korzeniach.
Kazimierska to przedstawicielka nowej fali w naszej lekkiej atletyce. Pewna siebie, śmiało stawiająca sobie najwyższe cele. Przeniosła się z Włocławka do USA, żeby tam szykować się do zawojowania świata. Po kompletnie zwariowanym przebiegu rywalizacji na półtora kilometra była na mecie druga.
Po kilku latach przerwy z przytupem przypomniała o sobie podwójna wicemistrzyni świata w chodzie sprzed kilku lat Katarzyna Zdziebło. W nowej konkurencji, chodzie na dystansie 42,195 m, została wicemistrzynią. Szkoda, że to jeszcze nie jest olimpijska konkurencja.
Z Birmingham na Śląsk
Z powyższej wyliczanki wynika, że znacznie gorzej wyglądamy teraz w konkurencjach technicznych. Przez długie lata można było być prawie pewnym, że Polki i Polacy będą sięgać po tytuły. W Birmingham otarł się o podium oszczepnik Dawid Wegner (zabrakło centymetra). Anita Włodarczyk i Paweł Fajdek w rzucie młotem ciągle są w czołówce, ale będziemy już chyba mówić o nich jako byłych mistrzach. To samo dotyczy Wojciecha Nowickiego. Są wielkimi postaciami, mają ogromne zasługi, ale pytanie o koniec kariery nasuwa się dość natarczywie. Sami sportowcy chyba chcą odsunąć ten dzień jak najdalej. Ich prawo.
Z kulomiotami też nie jest najlepiej. Konrad Bukowiecki niby jest w tym roku w znacznie lepszej formie, ale w Anglii tego nie potwierdził. Żal niezwykle uzdolnionej, ale trapionej różnymi dolegliwościami Marii Andrejczyk. Wicemistrzyni olimpijska nie znalazła się nawet w finale i dosadnie to później skomentowała. Przestaliśmy się też liczyć w skoku o tyczce. Wśród kobiet już dawno, a wśród mężczyzn Piotr Lisek też już najlepsze lata ma za sobą (w Birmingham nie było go z powodu urazu).
Zaczęliśmy od przyjemności śledzenia zmagań podczas tych zawodów, bo oprócz kibicowania Polakom mogliśmy podziwiać wielkie gwiazdy. Tyczkarz Armand Duplantis po lekkim spadku formy znów zachwycał na skoczni tyczkarzy. Gianmarco Tamberi kolejny raz niesamowicie się zmobilizował na skoczni wzwyż. Podziwialiśmy uznanych mistrzów: Karstena Warholma (400 m ppł) i Jakoba Ingrebitsena (5 km). Jedną z najjaśniejszych postaci mistrzostw na pewno jest Brytyjka Amy Hunt, poczwórna złota medalistka w sprintach.
Dobra wiadomość jest taka, że w najbliższą niedzielę na Stadionie Śląskim zobaczymy wiele z najważniejszych postaci z Birmingham podczas kolejnych zawodów Diamentowej Ligi.