Bezpieczeństwo na lotniskach: dotknięci dotykaniem

Przeszukiwana, przeszukiwany
Skanery i obmacywanie na lotniskach amerykańskich budzą sprzeciw. Mniejszości.
Przed rodzinnym spotkaniem w Dniu Dziekczynienia podróznych czekały intymne spotkania z ochrona na lotniskach.
Rick Wilking/Reuters/Forum

Przed rodzinnym spotkaniem w Dniu Dziekczynienia podróznych czekały intymne spotkania z ochrona na lotniskach.

Kto nie chce się prześwietlić musi pozwolić kontrolerom na przejechanie po korpusie rękami w gumowych rękawiczkach.
Rick Wilking/Reuters/Forum

Kto nie chce się prześwietlić musi pozwolić kontrolerom na przejechanie po korpusie rękami w gumowych rękawiczkach.

Skanery zainstalowano na 70 największych z około 450 lotnisk w USA.
Jason Reed/Reuters/Forum

Skanery zainstalowano na 70 największych z około 450 lotnisk w USA.

Od dziewięciu lat przed przejściem przez bramki kontrolne trzeba zdjąć buty. Od czterech lat pasażerom zabiera się z bagażu podręcznego pozostawione tam nieopatrznie butelki z wodą, pasty do zębów i kremy do golenia. A od kilku miesięcy trzeba się prześwietlać w specjalnych rentgenowskich skanerach i liczyć z możliwością rewizji osobistej, polegającej na dotykaniu całego ciała z intymnymi miejscami włącznie. Środki te wprowadzano kolejno w odpowiedzi na coraz to nowe pomysły terrorystów, jak przemycić bombę do samolotu – ostatnio po próbie wniesienia ładunków wybuchowych w majtkach przez młodego Nigeryjczyka w Boże Narodzenie 2009 r. Usiłowania te się nie powiodły, ale terroryści osiągnęli inny cel – sprawili, że lotniska amerykańskie zaczynają przypominać teatr absurdu.

Bunt inżyniera

Ameryka ma od miesiąca nowego bohatera. 31-letni inżynier komputerowy John Tyner miał lecieć z San Diego na polowanie z teściem. Na lotnisku odmówił poddania się prześwietleniu w skanerze, który kontrolerom ukazuje zamazany zarys nagiego ciała. Zgodnie z nowymi przepisami skierowano go na pat-down, czyli obmacywanie poprzez ubranie dokonywane przez agenta TSA, federalnej agencji bezpieczeństwa transportu. Kiedy kontroler przystąpił do rzeczy, Tyner warknął: „Jeśli dotkniesz moich jaj, będziesz aresztowany!”. W dalszej wymianie zdań oświadczył, że dotykanie uważa za „napaść seksualną”. Kontrolerzy nie wpuścili go do samolotu, jednocześnie długo nie pozwalając opuścić lotniska. Zagrozili karą ponad 10 tys. dol. za zakłócenie procedury bezpieczeństwa.

Tyner utrwalił incydent na swoim iPhonie i następnego dnia umieścił nagranie na YouTube. Materiał stał się sensacją w całym kraju – tysiące Amerykanów zaczęły opowiadać w sieci o podobnych przygodach na lotniskach. Młodego inżyniera uznano za dzielnego inicjatora buntu przeciw rosnącej ingerencji rządu w prywatność obywateli. Protestujący alarmowali, że nakaz prześwietlenia się w skanerach i rewizja połączona z dotykaniem narusza czwartą poprawkę do konstytucji, która zabrania „nieuzasadnionych przeszukań”.

W USA konstytucja jest świętością, a bezpośredni – nawet przez ubranie – kontakt fizyczny z ciałem obcego człowieka w tym wciąż anglosaskim kraju narusza przyjęte normy dotkliwiej niż w krajach kultury śródziemnomorskiej. „Big Sis (Wielka Siostra)” gwałci nasze swobody – rozległy się głosy na libertariańskich portalach internetowych, skierowane przeciw minister bezpieczeństwa kraju Janet Napolitano, której TSA podlega. Czołowy konserwatywny publicysta George Will napisał, że Tyner zasługuje na Prezydencki Medal Wolności.

W Internecie powstał ruch oporu przeciw nowym środkom bezpieczeństwa. Do sądów wpłynęły pozwy oskarżające rząd o naruszenie konstytucji. Przed Świętem Dziękczynienia pod koniec listopada, kiedy miliony Amerykanów wsiadają do samolotów, by polecieć do krewnych oddalonych o setki lub tysiące mil, wezwano do bojkotu skanerów. Spowodowałoby to – jak kalkulowali pomysłodawcy akcji – masowe rezygnacje z lotów, co mogłoby zrujnować linie lotnicze. Albo gigantyczne zatory na lotniskach, gdyż kierowanie pasażerów na przeszukania trwające po kilka minut musiałoby spowolnić ich odprawę. Sprawą zajął się Kongres – John Pistole (nomen omen), szef TSA, został wezwany na dywanik. Ale władze się nie ugięły. Skanery i obmacywanie – argumentowała Big Sis – to niezbędne sposoby zapewnienia podróżnym bezpieczeństwa, z których rząd nie zrezygnuje. Chcecie latać bezpiecznie, musicie odstąpić część swoich praw.

Nieudany bojkot skanerów

W chórze rządowych oświadczeń zaskakująco zabrzmiała wypowiedź Hillary Clinton. Zapytana w telewizyjnym wywiadzie, czy poddałaby się obmacywaniu na lotnisku, sekretarz stanu w przypływie szczerości wyznała z uśmiechem: „No, raczej nie... Kto by tego chciał?”. Najwyżsi notable nie podlegają wprawdzie normalnej procedurze kontroli, ale pani Clinton wie, jak traktuje się zwykłych pasażerów, i nie dziwi się, że mają tego dosyć.

Skanery zainstalowano na 70 największych z około 450 lotnisk w USA. Władze zapewniają, że stosowane w nich promienie X nie są szkodliwe. Niektórzy temu nie wierzą (według sondaży 35 proc.), a największe zastrzeżenia budzi oglądanie przez kontrolerów zarysów nagich ciał. Kto nie chce się prześwietlić, jak inżynier John Tyner, musi pozwolić kontrolerom na przejechanie po korpusie rękami w gumowych rękawiczkach. Ale czeka to także tych, u których obraz rentgenowski wykryje obecność podejrzanych przedmiotów. Tu już zaczyna się groteskowy horror.

 

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną