Świat

Rozmawiajmy o tym

Szwecja: kolejna rewolucja seksualna?

Efektem zaostrzenia w Szwecji przepisów dotyczących gwałtu i ich popularyzacji był znaczny wzrost liczby zgłoszeń o popełnieniu przestępstw seksualnych. Efektem zaostrzenia w Szwecji przepisów dotyczących gwałtu i ich popularyzacji był znaczny wzrost liczby zgłoszeń o popełnieniu przestępstw seksualnych. Stefan Redel / PantherMedia
Julian Assange i jego portal Wikileaks wpłynie nie tylko na amerykańską dyplomację, ale również na zmianę obyczajów w Szwecji, w której autora oskarżono o przestępstwa seksualne wobec dwóch kobiet.
Julian Assange twierdzi, że został wciągnięty w pułapkę i stał się ofiarą rewolucyjnego feminizmu.BEW Julian Assange twierdzi, że został wciągnięty w pułapkę i stał się ofiarą rewolucyjnego feminizmu.

Artykuł w wersji audio

Assange zasłużył na miano Casanovy naszych czasów. Podobnie jak jego historyczny poprzednik, też uwikłany w politykę światową, kocha kobiety. Awantury miłosne Casanovy sprawiały, że był prześladowany i musiał w XVIII w. uciekać z kraju do kraju. Dzisiaj nie ma już możnych protektorów i granic, za którymi można się schronić. Assange zostanie zapewne wydany szwedzkiemu wymiarowi sprawiedliwości, który postawi mu zarzuty zgwałcenia jednej kobiety oraz przymuszania drugiej do czynności seksualnych. Jeśli trafi do więzienia, będzie miał czas, tak jak Casanova, na pisanie pamiętników, już zresztą zamówionych przez wydawców. Ma za nie dostać ponad milion euro.

Julian Assange odwiedził Szwecję w sierpniu minionego roku, zaproszony do prezentacji portalu Wikileaks, znanego wówczas głównie z ujawnienia dokumentów filmowych, pokazujących, jak amerykańscy żołnierze strzelają do cywilów w Iraku i Afganistanie. Wtedy to właśnie miało dojść do wymuszonych – jak dzisiaj twierdzą ofiary – stosunków seksualnych z kobietami, które wcześniej przygotowywały jego wizytę. Prokuratura szwedzka nie mogła się jednak zdecydować, jaką kwalifikację prawną przyjąć, i Assange, nieuwolniony od podejrzeń, pozostał na wolności, dzięki czemu mógł swobodnie wyjechać do Londynu. Dopiero w połowie listopada Szwedzi wydali europejski nakaz aresztowania, na podstawie którego Brytyjczycy zatrzymali Assange’a i zakuli w elektroniczną bransoletkę.

Druga rewolucja?

Niezależnie od prawnych aspektów tej sprawy, zapoczątkowała ona debatę obyczajową w Szwecji, którą niemiecki magazyn „Die Welt” nazywa, z pewną przesadą, drugą rewolucją seksualną w tym kraju. Rozważano, czy Assange był gwałcicielem, skoro do zbliżenia cielesnego doszło początkowo za zgodą kobiet, kiedy i jakie granice zostały przekroczone, czy nie jesteśmy świadkami zderzenia kulturowego i ciągle jeszcze pokutujących stereotypów zachowań męskich i kobiecych, czy ofiara i sprawca zawsze wiedzą, co się stało, i wreszcie czy język seksu jest już na tyle swobodny, że pozwala nam na unikanie zakłóceń w porozumiewaniu, jakie zdarzają się w sytuacjach intymnych.

Początkiem debaty był wpis na Facebooku. Szwedzka publicystka Johanna Koljonen opisała dokładnie i z bardzo intymnymi szczegółami swoje bolesne doświadczenia niechcianego seksu, podjętego w przeszłości ze znacznie starszym od siebie mężczyzną, któremu – jak pisała – nie mogła się oprzeć. W odpowiedzi otrzymała tysiące podobnych opowieści zarówno kobiet, jak i mężczyzn. Stworzona przez nią strona www.prataomdet.se (rozmawiajmyotym.se) powiększa się codziennie o dziesiątki dramatycznych doświadczeń, wzbogacających wiedzę o życiu seksualnym obecnych pokoleń. Debata jest tłumaczona na angielski i przez to dostępna także dla internautów z innych krajów.

Mury runęły. Otworzyły się wszystkie tamy na Twitterze i Facebooku – mówi Sofia Mirjamsdotter, ekspertka serwisów społecznościowych. I dodaje, że mamy ogromną potrzebę rozmawiania na temat seksu. A łatwiej to robić w sieci, kiedy nie trzeba patrzeć nikomu w oczy i kiedy wszyscy o tym rozmawiają. – Ludzi, którzy świadomie robią innym krzywdę lub są z natury źli, jest przecież niewielu – podsumowuje Mirjamsdotter.

Podejrzewany o gwałt Julian Assange też nie jest złym człowiekiem, twierdzą internauci w miniblogach. Aspirujący do roli sumienia świata nie zadał sobie jednak trudu poznania specyfiki Szwecji, w której pozycja kobiety jest bez porównania inna niż w znanych mu wcześniej krajach. Być może utkwił mu w głowie stereotyp grzesznej Szwecji, w której można uprawiać dowolny seks. I pewnie można, ale nie na siłę. Musi być zgoda obydwu stron − i to wyraźnie wypowiedziana.

Zero usprawiedliwień

Zaostrzone w 2005 r. prawo znacznie rozszerzyło pojęcie gwałtu i za taki czyn uznaje się np. stosunek seksualny z osobą śpiącą, nawet jeśli wcześniej obcowała ze sprawcą świadomie. Inny przypadek wymuszonego zachowania seksualnego to niestosowanie w trakcie stosunku środków zabezpieczających (prezerwatyw), czego miały się bezskutecznie domagać szwedzkie partnerki Assange’a.

Przy okazji sprawy Assange’a rząd szwedzki przypomniał, że w ciągu ostatnich trzech lat wydał aż miliard koron (ponad 400 mln zł!) na zapobieganie przemocy wobec kobiet. Przeszkolono 10 tys. policjantów i prawie 2,5 tys. pracowników wymiaru sprawiedliwości. Nauczono ich, że nie można bagatelizować żadnej skargi o gwałt, nawet jeśli występuje z nią żona czy stała partnerka sprawcy (co piąty przypadek odnotowany w statystyce). Wbrew temu, co sądzą niektórzy polscy politycy, można też zgwałcić prostytutkę (także jeśli się jej zapłaciło za usługę) i ponieść za to odpowiedzialność.

Nawet jeśli kobieta zgadza się na ekstremalne warunki seksualnego obcowania (sadyzm), w każdej chwili może zażądać przerwania stosunku i jeśli partner zlekceważy jej prośbę, będzie odpowiadał za gwałt. Takie przypadki były ostatnio opisywane w szwedzkich kronikach sądowych. Żadne zachowanie ofiary (nawet prowokujące) nie może usprawiedliwiać gwałciciela.

 

 

Efektem zaostrzenia przepisów i ich popularyzacji był znaczny wzrost liczby zgłoszeń o popełnieniu przestępstw seksualnych. Szwecję zaczęto opisywać jako krainę przemocy seksualnej wobec kobiet, bo wysunęła się ona w tej dziedzinie na czoło europejskiej statystyki.

Ale pozory jak zwykle mylą. Ofiary przestały się po prostu winić za to, co się stało. Zniknęło poczucie wstydu, jakie miały kobiety zgłaszające przypadki gwałtu czy seksualnego molestowania lub występujące ze skargą sądową. Prześladowane otwarcie opowiadają o swoich drastycznych przeżyciach. Przemoc seksualna nie wzrosła, a nawet w niektórych formach maleje, podała ostatnio w dorocznym raporcie szwedzka Rada Zapobiegania Przestępczości. Wiemy tylko o niej więcej, dzięki czemu można jej skuteczniej przeciwdziałać i pomagać skrzywdzonym kobietom, stwierdza autorka raportu Stina Holmberg. Traktuje ona wzrost liczby zameldowań policyjnych jako zjawisko pozytywne. Gwałt i inne karalne zachowania seksualne są marginesem szwedzkiej przestępczości. W statystykach kryminalnych nie sięgają nawet 1 proc.!

Julian Assange najwyraźniej nie rozumie tego, co go spotkało w Szwecji. W wywiadzie dla dziennika „The Australian” (Assange jest Australijczykiem) twierdzi, że został wciągnięty w pułapkę i stał się ofiarą rewolucyjnego feminizmu. „Szwecja jest Arabią Saudyjską feminizmu”, mówi. Tymczasem feminizm znalazł się ostatnio w Szwecji w odwrocie. Feministyczna Inicjatywa, partia wspierana finansowo i moralnie przez wiele znanych na świecie osobistości, nie zdołała w ostatnich wyborach zdobyć 0,5 proc. głosów i przegrała nawet ze zgłaszaną zawsze dla zgrywy Partią Kaczora Donalda.

Feministki pod pręgierzem

Paradoksalnie: do feminizmu nikt się nie chce w Szwecji dzisiaj głośno przyznawać. Jestem za pełnym równouprawnieniem mężczyzn i kobiet, ale nie jestem feministką/feministą – mówi większość przepytywanych w tej sprawie. Doszło do tego, że feminizm stał się w Szwecji podejrzanym terminem, jak niektóre inne izmy. Petra Östergren, czołowa krytyczka tego ruchu, w eseju „Brzydkie słowo na f...” zarzuca koleżankom, zwłaszcza tzw. neofeministkom, pozbawiony wiarygodności radykalizm i wrogość wobec szwedzkich mężczyzn, których stosunek do kobiet porównuje się z islamskimi talibami. Feministki oskarża się ostatnio o wszystko, nawet o zaangażowanie szwedzkich żołnierzy (i żołnierek) w Afganistanie, wysłanych tam rzekomo w celu uwolnienia tamtejszych kobiet z okrywających je od stóp do głów burek.

Paradoksalnie jednak to właśnie feministki najgoręcej stanęły w obronie Assange’a. Krytykują oskarżające go kobiety o naiwność i podejrzewają, że kierowała nimi urażona duma, kiedy się okazało, że były jedynie chwilową i jedną z wielu miłostek twórcy portalu Wikileaks. „Czy od dwóch dorosłych kobiet nie można oczekiwać, by potrafiły precyzyjnie wyrażać swoje emocje w kontaktach z mężczyznami?” – pytała feministyczna działaczka kulturalna Pia Isaksson, która jako pierwsza, jeszcze w sierpniu 2010 r., ujawniła w sieci, co spotkało Assange’a w Sztokholmie. Kobiety zachowują się najpierw jak napalone 16-latki, a potem obnażają się publicznie. „Jak długo jeszcze wyzwolenie kobiet ma się sprowadzać do pieprzenia się ze wszystkimi wokoło i udawania niewinnych”, pyta retorycznie Isaksson.

W obronie Assange’a stanęło wielu celebrytów, z ikoną światowego feminizmu Amerykanką Naomi Wolf na czele. Prasa szwedzka porównuje jego przypadek z niedawnymi przeżyciami Romana Polańskiego. „Mężczyźni geniusze, którzy zrobili coś ważnego w życiu, wydają się wierzyć w to, że nie mogą być ograniczani przez takie błahostki jak prawo”, pisze sztokholmski dziennik „Svenska Dagbladet”.

Wszystko jawne

Assange zdaje się nie rozumieć także politycznego tła wydarzeń szwedzkich. Demaskator ujawniający tony tajnych dokumentów ma pretensje do prasy norweskiej i brytyjskiej (szwedzka taktownie przemilczała te treści), że robią to samo, upubliczniając dokumenty policyjnego śledztwa w Sztokholmie. Twierdzi, że nie boi się szwedzkiego wymiaru sprawiedliwości i czekającej go rozprawy, w której będzie mógł wykazać niewinność. Obawia się natomiast, że zostanie wydany przez Szwedów Stanom Zjednoczonym, które przygotować miały już dla niego akt oskarżenia. Chcą go pociągnąć do odpowiedzialności za związki z byłym analitykiem amerykańskiego wywiadu, podejrzewanym o ujawnienie poufnych dokumentów.

Teoria o międzynarodowym spisku i pułapce jest mało prawdopodobna. Cokolwiek by się powiedziało o tych dwóch paniach, na froncie politycznym są to jednak poważne osoby, zaangażowane w działalność chrześcijańskiej frakcji szwedzkich socjaldemokratów. Mogą być nieodpowiedzialne moralnie, ale w żadną konspirację tego typu z pewnością nie dałyby się wciągnąć.

Assange nie wie (lub woli nie pamiętać), że Szwecja pozwoliła tysiącom Amerykanów uniknąć służby wojskowej w latach wojny w Indochinach. Otrzymali oni azyl, choć unikanie poboru nie uzasadniało uzyskania statusu uchodźcy. Wszystko może się, oczywiście, w dzisiejszych czasach zdarzyć, ale wysłanie go do USA, gdzie kieruje się pod jego adresem groźby zabójstwa, nie wydaje się prawdopodobne. Na to nie pozwoliłby sobie żaden szwedzki rząd. A i Amerykanom raczej nie zależy na wydaniu Assange’a, który wykreował się już na trybuna wolności słowa.

 

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kraj

Jak Jarosław Kaczyński zbudował sobie sektę?

Dlaczego tak wiele osób tak bardzo wierzy w talenty, umiejętności, wiedzę, siłę moralną i osobiste przymioty, słowem – w nadzwyczajność Jarosława Kaczyńskiego?

Ewa Wilk
05.04.2016
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną