Maduro nowym prezydentem Wenezueli

Chavez wygrywa z zaświatów
To nie Nicolas Maduro, który został prezydentem Wenezueli na kolejne na sześć lat wygrał wyścig o prezydenturę. Zwycięzca przebywa w zaświatach - jest nim Hugo Chavez, wokół którego w Wenezueli rozwija się kult o charakterze religijnym.

Kult zmarłego caudillo, mimo irracjonalnych form wyrazu, daje się racjonalnie wytłumaczyć. Chavez nadał biedocie polityczną tożsamość, przywrócił jej godność, wyciągnął ze skrajnej biedy blisko połowę nią dotkniętych.

Maduro, dawny związkowiec i kierowca autobusu, w ostatnich latach szef dyplomacji, to osobowościowe przeciwieństwo Chaveza: człowiek bez wizji i bez charyzmy. W polityce wszystko zawdzęcza Chavezowi i na pewno jest szczerze przejęty ideami „socjalizmu XXI wieku“ głoszonymi przez wodza, ale chavizm to nie spójna idea, ani program; raczej tendencja, którą trzeba dopiero wypełnić konkretnymi politykami w różnych sprawach; także codziennym show – na wiecach, w radio i w telewizji. Jak Maduro poradzi sobie w garniturze uszytym nie na niego, to jedna z zagadek dnia wyborów i z pewnością powyborczych miesięcy.

Społeczeństwo Wenezueli jest podzielone na dwa wrogie „plemiona“ – chavistów i antychavistów - a gospodarka, mimo że napędzana „czarnym złotem“, ledwo dyszy. Przegrany o zaledwie 1,5 proc. kandydat opozycji Henrique Capriles ogłosił, że nie uznaje swojej przegranej z powodu naruszeń prawa wyborczego (z Caracas docierały wieści, że prawo to naruszali zwolennicy obu kandydatów).

Niektórzy obawiają się rozruchów zwołanych przez opozycję lub ślepego, niekontrolowanego wybuchu, podobnego do caracazo z 1989 r., kiedy biedota w odruchu desperacji ruszyła na miasto i plądrowała je przez kilka dni (były co najmniej setki zabitych). Jeśliby doszło do wstrząsów, do gry w wenezuelskiej polityce może wkroczyć wojsko, już teraz widoczne na scenie. Czy zechce potem wrócić do koszar?

Szara eminencja antychavistów, Teodoro Petkoff - dawny partyzant, a obecnie redaktor gazety „Tal Cual“ – mówił z optymizmem przed wyborami, że chaviści w razie wygranej będą musieli otworzyć się na postulaty opozycji, zasypać choć trochę dzielącą wrogie obozy przepaść. Znaczenie opozycji będzie rosło, a kult zmarłego wodza może z czasem słabnąć. Kolejnych wyborów Chavez z zaświatów może już nie wygrać. Niezależnie od tego, w którą stronę potoczą się zdarzenia najbliższych dni i tygodni, Wenezuela wkracza definitywnie w nową epokę swojej historii.

 

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną