Świat

Chrześcijanie z Syjonu

O Żydach wierzących w Jezusa

Chrześcijański syjonizm, znany jeszcze w XIX w. jako restauracjonizm, stał się energicznym ruchem w amerykańskim społeczeństwie. Chrześcijański syjonizm, znany jeszcze w XIX w. jako restauracjonizm, stał się energicznym ruchem w amerykańskim społeczeństwie. Uriel Sinai/Getty Images / FPM
Nikt inny nie ma tak wielkiego wpływu na politykę USA wobec Izraela, jak amerykańscy chrześcijanie-syjoniści. Dla nich wspieranie Izraela to święty obowiązek, inspirowany lekturą Biblii.
Nowojorska siedziba organizacji Jews for JesusDavid Shankbone/Wikipedia Nowojorska siedziba organizacji Jews for Jesus

Polska Biblia Tysiąclecia zawiera cztery mapy starożytnej Ziemi Świętej. Tymczasem w wydanych w Ameryce protestanckich Bibliach często pojawia się również mapa współczesnego Izraela „The Holy Land Today” (Ziemia Święta dzisiaj). Pokazuje ona to państwo w granicach przed wojną sześciodniową z 1967 r. Z kolei w wydanym w 1997 r. egzemplarzu Biblii zwanej NAS (New American Standard) można znaleźć mapę współczesnego Izraela wraz ze Wzgórzami Golan, Zachodnim Brzegiem Jordanu oraz Strefą Gazy.

Nie ma tu przypadku. Dla amerykańskich protestantów – zwłaszcza ewangelikalnych – Państwo Izrael to ciąg dalszy świętej narracji, którą znają z Biblii. Dla nich współczesny i biblijny Izrael to niemal jedno i to samo.

1.

Ta szczególna postawa wobec ludu, z którego pochodził Jezus, oraz wobec ziemi, na której przeszło 2 tys. lat temu się narodził, to znak rozpoznawczy chrześcijańskich syjonistów. Dla nich starożytne przymierze Boga z ludem Izraela nie wygasło wraz z nowym przymierzem w Jezusie, a Bóg dał Żydom ziemię Izraela na wieczność i dlatego wszyscy chrześcijanie mają święty obowiązek wspierania ludu Izraela – zwłaszcza w Ziemi Świętej.

Syjonizm chrześcijański jest dziś kluczowym elementem wiary chrześcijan ewangelikalnych, którzy od pół wieku stanowią dominujący nurt w amerykańskim protestantyzmie. Przynależą do zborów, które powstały po reformacji – a więc nie są to luteranie, anglikanie i prezbiterianie, lecz przede wszystkim baptyści i zielonoświątkowcy. Wyróżnia ich gorliwa wiara i przeświadczenie o potrzebie powtórnego duchowego narodzenia się dorosłej osoby. Wierzą też w kosmologię, która ma jasny początek i określony koniec. Opierając się na Księdze Rodzaju, wyznają kreacjonizm i odrzucają darwinizm.

Skłaniają się ku dosłownemu czytaniu Biblii, oczekują faktycznego powrotu Jezusa. Są przekonani, że w ostatnich dniach spełnią się proroctwa – że pojawi się anty-Chrystus, dojdzie do Armagedonu i nadejdzie królestwo Jezusa. Jak pokazują niedawne sondaże, aż 79 proc. chrześcijan w Ameryce wierzy w powtórne przyjście Chrystusa, 20 proc. z nich jest przekonanych, że nastąpi to za ich życia.

W tych wierzeniach pierwszoplanową rolę odgrywa oczywiście Izrael. Dlatego na długo, zanim Żydzi w Europie zaczęli myśleć o utworzeniu własnego państwa w Palestynie, to właśnie ewangelikalni podjęli już w tym celu konkretne kroki. Byli przekonani, że im szybciej Żydzi wrócą do Ziemi Świętej, tym szybciej nastąpi powrót Jezusa.

2.

W konflikcie izraelsko-palestyńskim pięć razy więcej Amerykanów popiera Izrael niż Palestyńczyków i ta proporcja nie zmienia się od dekad. Najbardziej gorliwymi orędownikami tej polityki są oczywiście chrześcijanie ewangelikalni, czyli co trzeci Amerykanin. Licząc tylko wyborców, to aż 70 mln ludzi. Dla porównania, 4 mln żydowskich wyborców w USA stanowi zaledwie 2 proc. elektoratu. Zdecydowanie największe proizraelskie lobby w Ameryce to organizacja chrześcijańskich syjonistów Christians United For Israel (CUFI, Chrześcijanie Zjednoczeni na rzecz Izraela), szczycąca się ponad milionem członków.

Żadne jednak lobby nie mogłoby odnieść sukcesów w niesprzyjającej atmosferze społecznej. Tego faktu nie zrozumieli John Mearsheimer i Stephen Walt, którzy w słynnej książce „Lobby izraelskie w USA” skupili się na wpływie Żydów na amerykańską politykę zagraniczną i ledwo wspomnieli o chrześcijańskim syjonizmie. Kilka miesięcy po ukazaniu się tej pracy znany politolog Walter Russell Mead skrytykował jej autorów w prestiżowym piśmie „Foreign Affairs”: „Zwolennicy teorii spiskowych wskazują na spisek Żydów albo – bardziej eufemistycznie – na »lobby żydowskie«, by wytłumaczyć, dlaczego poparcie dla Izraela w USA wzrasta, podczas gdy sympatia dla Izraela w kręgach dawnego establishmentu religijnego i intelektualnego słabnie. Tymczasem właściwej odpowiedzi należy szukać w dynamice amerykańskiej religii. Ewangelikalni cieszą się coraz większą siłą w społeczeństwie i polityce. Nie należy obwiniać za to Żydów”.

Nawet jednak w takim prosyjonistycznym społeczeństwie jak amerykańskie lobby proizraelskie ponosi porażki, czego przykładem jest głośna ostatnio sprawa nuklearnego programu Iranu. Otóż mimo że CUFI i organizacje żydowskie zwarły szeregi w walce przeciw układowi z Iranem, mimo zmasowanego izraelskiego PR, zmęczone wojnami społeczeństwo amerykańskie wolało dać szansę pokojowi.

3.

Przychylność protestantów wobec Żydów sięga czasów reformacji, która – zwłaszcza w wydaniu kalwinistycznym – odkryła w nich biblijnych Izraelitów. Cała wczesna kultura amerykańska była tak przesiąknięta hebraizmem, że na każdym z 10 uniwersytetów, założonych przed rewolucją amerykańską, język hebrajski był obowiązkowy.

Chrześcijański syjonizm, znany jeszcze w XIX w. jako restauracjonizm, stał się energicznym ruchem w amerykańskim społeczeństwie. Od początku lat 30. XIX w. mormoński prorok Joseph Smith wołał o przywrócenie Żydom ich starożytnej ojczyzny. Artykuł 10 zasad wiary Kościoła mormońskiego brzmi: „Wierzymy, że nastąpi dosłowne zgromadzenie Izraela”. Kilka lat później profesor hebraistyki na New York University wydał książkę „Wizje w dolinie, czyli ożywienie wysuszonych kości Izraela”. Autor dowodził w niej, że proroctwa zawarte w Starym Testamencie „oferują solidne fundamenty, by wierzyć, że jesteśmy teraz na progu powrotu Żydów do Syrii oraz ich wcielenia do Kościoła”. Autor tych słów nazywał się… George Bush i był stryjecznym bratem praprapradziadka prezydenta George’a W. Busha.

To jednak ewangelikalny działacz William Blackstone stoi za najciekawszym wydarzeniem związanym z syjonizmem chrześcijańskim w XIX-wiecznej Ameryce. Mowa o Memoriale Blackstone’a, petycji złożonej w marcu 1891 r. – sześć lat przed syjonistycznym kongresem w Bazylei! – skierowanej do prezydenta Benjamina Harrisona. Potępia się w nim prześladowanie Żydów w Rosji i apeluje do prezydenta Harrisona, by rząd USA wpłynął m.in. na cara i osmańskiego sułtana w sprawie umożliwienia Żydom powrotu do Palestyny. Petycję podpisało ponad 400 znanych osobistości. Byli wśród nich: marszałek Izby Reprezentantów, przewodniczący komisji spraw zagranicznych Izby Reprezentantów, przewodniczący Sądu Najwyższego i przyszły prezydent William McKinley, J.P. Morgan i John D. Rockefeller oraz redaktorzy naczelni „New York Timesa” i „Chicago Tribune”.

W odpowiedzi na Memoriał administracja Harrisona podjęła przynajmniej kilka kroków, choć – jak się później okazało – z niewielkim skutkiem. M.in. poproszono o opinię amerykańskiego konsula w Jerozolimie, który odpowiedział, że „Turkowie zazwyczaj nie przekazują całych prowincji w prezencie”. Sam Blackstone przypomniał o sobie jeszcze w 1917 r., gdy to m.in. za jego namową prezydent Woodrow Wilson poparł brytyjską Deklarację Balfoura, mówiącą o ustanowieniu w Palestynie narodowego domu dla narodu żydowskiego.

4.

Sprawa żydowska powróciła do centrum amerykańskiej polityki po II wojnie światowej, gdy kraj rozpoczął wyścig o globalne wpływy z Sowietami. Biały Dom początkowo wahał się – ze względu na stosunki z Arabami – czy poprzeć powstanie Państwa Izrael? Ostatecznie jednak prezydent Harry Truman postanowił uznać Izrael – i z jego prywatnych słów wiemy, że zrobił tak w dużej mierze na podstawie biblijnych przesłań. Mówił o sobie: „Jestem Cyrusem, jestem Cyrusem”, nawiązując do króla Persów, który – według Starego Testamentu – pozwolił Żydom wrócić do Izraela. Jednak w pierwszym dwudziestoleciu istnienia nowego państwa stosunki między USA i Izraelem nie były bliskie. Wystarczy wspomnieć wojnę o Suez w 1956 r., gdy Ameryka stanęła po jednej stronie z ZSRR i Egiptem przeciw Izraelowi, Wielkiej Brytanii i Francji.

Sytuację fundamentalnie zmieniła wojna sześciodniowa w czerwcu 1967 r., niespodziewanie zwycięska dla Izraela. Rzesze Amerykanów po prostu osłupiały. Bo nagle Izrael nie był już tylko skrawkiem ziemi, ale stał się dla nich łudząco podobny do Izraela z Biblii – z Jerozolimą, rzeką Jordan, Morzem Martwym i Betlejem, Judeą i Samarią. Dziwaczne terytorialnie państwo izraelskie sprzed wojny stało się teraz biblijną ziemią Izraela. Pobożni Amerykanie od razu zrozumieli, że znane im proroctwa właśnie się spełniły i dostrzegli, jak nigdy w historii syjonizmu, palec Boży.

5.

Dopiero jednak terrorystyczne ataki na sportowców izraelskich na igrzyskach w Monachium w 1972 r. – i zwłaszcza wojna Jom Kippur rok później, gdy o mały włos Izrael nie został zniszczony – przekonały liczne środowiska amerykańskich protestantów, że to oni (a nie sam Bóg Izraela) muszą wystąpić w roli obrońców. Porażka Izraela oznaczałaby porażkę ich własnej teologii.

Dlatego już niemal od 35 lat mówi się w Ameryce, że jedynym pasem bezpieczeństwa dla Izraela jest amerykański pas biblijny, czyli Ameryka ewangelikalna.

Premier Begin przypieczętował ten sojusz, gdy w 1980 r. wręczył nagrodę im. Władimira Żabotyńskiego swemu przyjacielowi Jerry’emu Falwellowi, przywódcy ruchu ewangelikalnego Moral Majority. Do dziś cała plejada liderów ewangelikalnych krąży między Izraelem a Stanami. To samo dotyczy liderów Likudu. Są częstymi gośćmi organizacji ewangelikalnych w Stanach.

6.

W lobbingu na rzecz Izraela szczególną rolę odgrywa CUFI powołane w 2006 r. Założycielem tej organizacji jest pastor John Hagee z Teksasu. Twierdzi on, że w działalności CUFI absolutnie nie chodzi o sprawy ostateczne, ale o miłość do ludu Izraela i o otrzymanie przez Amerykę błogosławieństw obiecanych Abramowi w 12 rozdziale Księgi Rodzaju, co mnóstwo chrześcijan traktuje jak magiczne zaklęcie: „Będę błogosławił tym, którzy ciebie błogosławić będą, a tym, którzy tobie będą złorzeczyli, i ja będę złorzeczył. Przez ciebie będą otrzymywały błogosławieństwo ludy całej ziemi”.

CUFI jest w Ameryce wszechobecne, m.in. przez mobilizację pastorów i prowadzenie ogólnokrajowych akcji i imprez masowych na rzecz Izraela. Często na tych spotkaniach chrześcijanie tańczą, wymachując flagami USA i Izraela. Poza mobilizowaniem rzesz chrześcijan ewangelikalnych do wsparcia Izraela CUFI rocznie przekazuje Izraelowi dziesiątki milionów dolarów. Żydowska organizacja AIPAC, która ma ok. 100 tys. członków, w ogóle nie może się z nim równać. Likud świetnie o tym wie, o czym świadczy hołubienie CUFI przez premiera Netanjahu. Zresztą, tak jak w przypadku oporu wobec umowy nuklearnej z Iranem, te dwie proizraelskie organizacje lobbingowe współpracują ze sobą. Na konferencji, zorganizowanej przez AIPAC w 2007 r., Hagee, który był prelegentem, stwierdził o współpracy ewangelikalnych z Żydami na rzecz Izraela, że jest to „małżeństwo z nadania Bożego”.

Chyba najbardziej uderzającym jego owocem jest zjawisko stopniowego zanikania granic między judaizmem a ewangelikalizmem w Izraelu i USA (patrz ramka). Chodzi z jednej strony o coraz szerszą adaptację żydowskich praktyk, symboli i nawet świąt przez chrześcijan ewangelikalnych – a z drugiej o przyjmowanie Jezusa i chrześcijańskiej teologii ewangelikalnej przez Żydów.

Autor jest amerykańskim historykiem, prezbiterianinem. Napisał m.in. pracę „Chrześcijański syjonizm jako filar stosunków USA-Izrael” oraz książkę „Nawrócenie i chrzest Mieszka I”.

 

Żydzi, wyznawcy Jezusa

Historia mesjanistycznych, czyli wierzących w Jezusa, Żydów zaczyna się razem z jego misją. W końcu ludzie, którzy jako pierwsi przyjęli jego naukę, byli Żydami i Żydem był każdy z 12 uczniów Jezusa-Jeszuy. W Ameryce jest dziś ponad 300 gmin mesjanistycznych Żydów, które liczą ponoć aż ćwierć miliona członków. W Izraelu natomiast ok. 100 takich gmin skupia ponad 15 tys. osób. Korzenie amerykańskiej odnogi tego ruchu tkwią w latach 30. XX w., gdy działająca pod egidą Kościoła prezbiteriańskiego misja adresowana do Żydów postanowiła, że nawróceni na protestantyzm wcale nie muszą wyrzekać się swojej tożsamości. Ruch mesjanistycznych Żydów zaczął rozwijać się dynamicznie dopiero od początku lat 70. Wtedy w USA nawróceni Żydzi z organizacji Jews for Jesus (Żydzi za Jezusem) zaczęli odwiedzać zbory i z pasją mówić o miłości do Jezusa.

Wspólny mianownik ruchu mesjanistycznych Żydów to połączenie teologii ewangelikalnej z tradycjami judaistycznymi. Ale nie jest to oczywiście ruch jednolity. Różnice dotyczą głównie praktyk charyzmatycznych oraz stopnia zachowania tradycji żydowskich – a więc noszenia jarmułki i chusty modlitewnej, odprawiania nabożeństwa w piątek czy w niedzielę, obecności arki z Torą przy ołtarzu. Protestantyzm zawsze był podatny na judaizację, nic zatem dziwnego, że nastąpił też ruch w drugą stronę. W latach 90. mesjanistyczni Żydzi następnego pokolenia odwiedzali ewangelikalnych w ich kościołach, ale tym razem ucząc ich żydowskich zwyczajów. Na przykład, jak obchodzić święto sederu i czytać Hagadę, oczywiście odpowiednio zredagowaną dla wierzących w Jeszuę.

Polityka 51-52.2013 (2938) z dnia 17.12.2013; Świat; s. 72
Oryginalny tytuł tekstu: "Chrześcijanie z Syjonu"
Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Kultura

„Motel Polska”, czyli perwersyjna propaganda PiS

O nie, „Motel Polska” to nie jest produkcja żenująca. Nie jest obciachem, popisem złego gustu i amatorszczyzny. To produkt jak najbardziej przemyślany, diablo przewrotny i wyrachowany.

Jan Hartman
01.12.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną