Czy polscy politycy powinni jechać na pogrzeb Niemcowa?
Marszałek Senatu Bogdan Borusewicz nie otrzymał zgody na udział w uroczystościach pogrzebowych rosyjskiego opozycjonisty. Na pogrzeb nie wybierze się oficjalna polska delegacja.
„On zginął za przyszłość Rosji” – napis na jednym z transparentów podczas marszu w hołdzie zamordowanemu Borysowi Niemcowowi. Moskwa, 1 marca 2015 r.
Forum

„On zginął za przyszłość Rosji” – napis na jednym z transparentów podczas marszu w hołdzie zamordowanemu Borysowi Niemcowowi. Moskwa, 1 marca 2015 r.

Na pogrzeb Borysa Niemcowa, który odbędzie się w Moskwie 3 marca, polska delegacja miała polecieć pod przewodnictwem marszałka Senatu Bogdana Borusewicza. Poinformował on jednak, że nie otrzymał zgody na udział w uroczystościach. Oczekuje wyjaśnień od ambasadora Rosji.

Jak informował rzecznik prasowy MSZ Marcin Wojciechowski, to reakcja na sankcje wobec przewodniczącej Rady Federacji Walentyny Matwijenko. Z informacji „Gazety Wyborczej” wynika, że cała polska delegacja – ze względu na opór rosyjskich władz – odwołała wyjazd do Moskwy.

Na pogrzeb zamiast Bogdana Borusewicza miał się udać wicemarszałek Senatu Jan Wyrowiński (PO). Stronę rządową miał reprezentować Konrad Pawlik, wiceminister spraw zagranicznych, w uroczystościach mieli wziąć udział ponadto przedstawiciele klubów parlamentarnych. Na pogrzeb wybierze się tylko Jan Lityński, doradca prezydenta.

*

Czy polscy politycy powinni jechać na pogrzeb Borysa Niemcowa?

Jacek Żakowski rozmawiał na ten temat z dr. Marcinem Zaborowskim, dyrektorem Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych, w Poranku Radia TOK FM. – Jeżeli nie stoją na przeszkodzie względy protokolarne i nie spowodowałoby to jakiegoś olbrzymiego skandalu w relacjach dyplomatycznych, to sądzę, że powinni – ocenił dr Zaborowsk.

Według niego politycy powinni przynajmniej wyrazić wolę takiego wyjazdu. Przypomniał, że po atakach na Charlie Hebdo w marszu solidarności w Paryżu uczestniczył szereg europejskich i światowych przywódców.

Tego rodzaju demonstracja solidarności ze strony Europy byłaby cenna – stwierdził Zaborowski. Jak zauważył, już wkrótce po zamordowaniu Niemcowa na miejscu zbrodni złożyli kwiaty ambasadorowie kilku państw europejskich: Wielkiej Brytanii, Francji czy Niemiec.

W opinii gospodarza Poranka Moskwie trudno byłoby powstrzymywać zachodnich przywódców przed przyjazdem po ubolewaniach, jakie na wieść o zabiciu Niemcowa wyrażał prezydent Władimir Putin. Pozostaje pytanie, czy pojawi się wola wyrażenia solidarności z tą częścią Rosji, która doznaje przemocy politycznej.

W tej chwili tego nie widzę, ale wystarczy mocna deklaracja ze strony prezydenta Francji czy kanclerz Niemiec, że wybierają się na pogrzeb Niemcowa, i to zupełnie zmieni sytuację – ocenił Zaborowski. Według niego rozmowy na ten temat są zapewne prowadzone, ale nie będzie się o tym mówić otwarcie, dopóki ewentualny przyjazd europejskich polityków nie będzie potwierdzony.

A kto zabił Borysa Niemcowa? – pytał Jacek Żakowski. 

Kreml stworzył pewien kontekst, w którym brutalne działania są uznane za normę. Borysa Niemcowa próbowano przecież już wcześniej zastraszyć – przypomniał Zaborowski. I wyliczał: publikacja rozmów telefonicznych Niemcowa, atakowanie jego samochodu, napaści fizyczne podczas kampanii wyborczej na mera Soczi. – Wobec sprawców tych czynów nie wyciągnięto konsekwencji. Więc nawet jeśli to nie sam Kreml stoi za zamordowaniem Niemcowa, mimo wszystko tworzy atmosferę, w której brutalność, atak, zabójstwo jednego z liderów opozycji są możliwe.

Czy zabójstwo Niemcowa i niedzielna manifestacja w Moskwie, która przyciągnęła aż 50 tys. osób, wpłyną jakoś na relacje europejsko-rosyjskie? – pytał Jacek Żakowski.

Na pewno powinny – uważa Zaborowski. Jego zdaniem liderzy europejscy uświadomili sobie, z jaką dyktaturą mają do czynienia. Czym innym jest dyktatura pragmatyczna, z jaką mamy do czynienia w Malezji czy Tajlandii, gdzie liderów opozycji się izoluje, utrudnia im życie. I tak było dotąd w Rosji. A czym innym dyktatura, w której przeciwników zwyczajnie się zabija. Tak jak to miało miejsce w Chile czy Argentynie w latach 80. – Z liderami takich państw nie powinno się utrzymywać normalnych stosunków – dodał dyrektor PISM.

Tyle że Rosja ma bombę atomową – zauważył publicysta POLITYKI – i to różni ją od Chile czy Argentyny, że jest globalnym mocarstwem. Dlatego nie można zwyczajnie zerwać z nią stosunków.

Czy jest szansa, by mord na Niemcowie zmienił coś w Rosji? – pytał Żakowski.

Nie w najbliższej przyszłości – ocenił Zaborowski. – Raczej podniesie poziom strachu w Rosji i da więcej władzy Putinowi. To sygnał wysłany do społeczeństwa: „Nam naprawdę wszystko wolno. Możemy nie tylko wyeliminować lidera opozycji, ale zrobić to w sposób bardzo demonstracyjny”.

A więc to raczej przestraszy tych przedstawicieli oligarchii, którzy mogliby mieć ochotę na jakąś niesubordynację wobec Putina – pytał Żakowski. – Widzę to pesymistycznie – przyznał szef PISM. – Czym innym było zabicie dziennikarki Anny Politkowskiej czy niewyjaśniona śmierć Borysa Bierezowskiego, a czym innym zamordowanie byłego wicepremiera i jednego z czołowych liderów opozycji. On był przecież bardzo blisko ośrodka władzy.

Żakowski zwrócił uwagę, że szef MSZ Niemiec Frank-Walter Steinmeier wciąż uważa, iż Władimir Putin hamuje zapędy radykałów. Że jeśli nie on, to będzie jeszcze gorzej. I to ci gorsi stanowią prawdziwe zagrożenie, na przykład mordują Niemcowa.

Kiedyś Kreml straszył nas Władimirem Żyrinowskim. Potem się okazało, że Żyrinowski został wymyślony przez służby specjalne. Od początku służył za argument, świadomie postawiony w takim, a nie innym miejscu – odparł Zaborowski.

Zauważył, że reprezentowana przez Steinmeiera niemiecka socjaldemokracja emocjonalnie bardzo związana jest z porozumieniem z władzami Kremla. I to sięgając jeszcze do lat 60. Według tej opcji do zjednoczenia Niemiec doszło dlatego, że dzięki polityce otwarcia udało się przeciągnąć Rosję na „właściwą stronę mocy”. – I Steinmeier takie właśnie myślenie reprezentuje: z władzami Kremla należy rozmawiać, jakiekolwiek one są, a jeśli przy okazji marginalizuje się opozycję – trudno.

Tymczasem z podpisania porozumień mińskich zdaniem Zaborowskiego nic nie wynika. Może poza tym, że Putin ma więcej czasu. Na Ukrainie nadal toczy się wojna. Wciąż operują tam jednostki rosyjskie. Kanclerz Angela Merkel nie ma wątpliwości, że nawet jeśli dojdzie do faktycznego wstrzymania ognia, to ono będzie tymczasowe.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną