Sojusz prawosławnego duchowieństwa i Kremla

Cerkiew imienia Putina
Prawosławni duchowni są w forpoczcie kremlowskiej krucjaty w obronie tradycyjnych wartości, które większość Rosjan wyznaje, ale nie przestrzega.
Patriarcha moskiewski i całej Rusi Cyryl I z prezydentem Władimirem Putinem na Kremlu
Michael Klimentyev/AFP/EAST NEWS

Patriarcha moskiewski i całej Rusi Cyryl I z prezydentem Władimirem Putinem na Kremlu

Sobór Chrystusa Zbawiciela w Moskwie, wysadzony przez komunistów w 1931 i odbudowany w latach 1994-1999, jako symbol pojednania państwa i Cerkwi
Alvesgaspar/Wikipedia

Sobór Chrystusa Zbawiciela w Moskwie, wysadzony przez komunistów w 1931 i odbudowany w latach 1994-1999, jako symbol pojednania państwa i Cerkwi

Wielebny Dmitrij Smirnow nie mógł już dłużej znieść tego „straszliwego wycia”. Przerwał więc liturgię i wraz z grupą wiernych udał się na oddalone o kilometr podwórze redakcji muzycznego radia Srebrny Deszcz. Ponieważ hałas zagłuszał ich „prośby”, musieli wejść na scenę i wyłączyć aparaturę, dopiero wtedy ich apel został usłyszany. Oto, co się wydarzyło, ni mniej, ni więcej. I po co to całe zamieszanie?

Według organizatorów i uczestników koncertu, a także nagrania z przemysłowej kamery sprawy miały się zupełnie inaczej. Widać grupę kilkudziesięciu osób, które wywracają bramki ochrony i biegną w stronę sceny, potrącając ludzi. Prowadzący koncert opowiadał, że w ślad za duchownym za kulisy wtargnęła grupa krzepkich mężczyzn. Poturbowali kilka osób i zakończyli „liberalną” imprezę.

To jednak drobiazg w porównaniu z operacją prawosławnych aktywistów z Nowosybirska sprzed kilku miesięcy. Swoim protestem doprowadzili nie tylko do zdjęcia z afisza opery „Tannhauser” Ryszarda Wagnera, w której reżyser Timofiej Kulabin dopuścił się frywolnych spekulacji na temat życia młodego Jezusa, ale także – dzięki nadgorliwości ministra kultury – do zwolnienia dyrektora teatru. Chociaż wszczęte na wniosek miejscowego metropolity dochodzenie zostało umorzone, to spektakl na pewno w pierwotnej postaci na scenę nie wróci, podobnie jak dyrektor nie wróci na swoje stanowisko.

Od czasów głośnej sprawy dziewczyn z Pussy Riot, które odsiadywały wyrok jeszcze za chuligaństwo, sporo się w Rosji zmieniło. Obrazę uczuć religijnych wprowadzono do kodeksu karnego i różne niesione świętym oburzeniem środowiska co rusz wzywają do zastosowania tego właśnie przepisu. A to wobec autora obrazu „ukrzyżowanego Gagarina”, a to wobec skandalistki Kseni Sobczak, która przebrała się w patriarsze szaty. Część komentatorów zwraca uwagę, że „obraza uczuć religijnych” łatwo może się stać instrumentem represji politycznych.

Cerkwi jest coraz więcej w różnych dziedzinach życia. W Petersburgu prawosławni aktywiści doprowadzili do zwolnienia szefa katedry psychologii klinicznej, bo był gejem i pomagał młodzieży LGBT. Na Krymie de facto gubernator Sewastopola zwolnił kustosza Chersonezu Taurydzkiego, antycznego miasta, w którym ochrzcił się Włodzimierz Wielki, by powołać na to stanowisko duchownego. To nic, że bez stosownej wiedzy i doświadczenia, ale za to dobrze przygotowanego do opieki nad tym „sakralnym miejscem”.

Aneksja Krymu i wojna na Ukrainie doprowadziły do polaryzacji nastrojów w Rosji i na tle wielkich emocji wokół haseł „Krym jest nasz” i walki z „wrogami ludu” również rosyjska Cerkiew musiała zająć stanowisko. O ile jej zwierzchnik jednoznacznie nie poparł aneksji Krymu czy wojny w Donbasie, głównie z obawy przed pogorszeniem relacji z podległą mu Cerkwią ukraińską, to na niższych szczeblach wszystko było jasne: na Ukrainie „toczyła się wojna przeciwko prawosławiu” i „o Bożą prawdę”.

Moskiewski patriarcha Cyryl dobiera słowa z niezwykłą dbałością, ale jego podwładni są już mniej ostrożni. Wyróżnia się na tym polu zwłaszcza Wsiewołod Czaplin, w patriarchacie szef wydziału ds. kontaktów ze społeczeństwem. I pełniona funkcja, i zacięcie medialne sprawiają, że Czaplin jest najdonioślejszym głosem Cerkwi w rosyjskich domach. Ma on jeszcze jedną cechę – jest pozbawiony politycznej poprawności. Opozycyjny dziennikarz Anton Krasowski tak podsumowuje Czaplina: „Wielu myśli, że to diabelskie nasienie, a tymczasem on przynajmniej nie jest obłudny tak jak większość. Nie kłamie, mówiąc o miłości, cierpieniu, nadziei. Nie pokój niesie, ale miecz”.

Cóż więc możemy usłyszeć od ojca Czaplina? Jego zdaniem Rosjanie zbytnio przyzwyczaili się do sytego i spokojnego życia. „Takie społeczeństwo jest porzucone przez Boga, ono długo nie przeżyje” – mówił w audycji w opozycyjnym radiu Echo Moskwy. Bóg jednak wkrótce sam zlikwiduje nierównowagę między świeckością i religijnością, zsyłając na ludzi cierpienia. „Cierpienia te wyjdą na korzyść. Dlatego że pozwolą się opamiętać tym, którzy przywykli do komfortu”.

To jednak tylko mała próbka, bo duchowny ma zdanie na każdy temat. „W Stalinie było i dobro, i zło, przyczynił się istotnie do wzmocnienia Cerkwi prawosławnej”. „Socjalizm był systemem idealnym, a ZSRR rozpadł się tylko dlatego, że zniszczyła go Ameryka”, a najlepszym systemem politycznym dla Rosji byłoby „coś w rodzaju monarchii”, oczywiście z Władimirem Putinem w roli głównej.

Częściej jednak Czaplin komentuje sprawy mniejszego kalibru niż możliwy wybuch wojny. Choć z punktu widzenia emocji, które wywołują, i miejsca, jakie zajmują w rosyjskiej debacie – bardzo istotne. Wieszczy oczywiście moralny upadek Zachodu, który odwrócił się od chrześcijańskich wartości, co przejawia się przede wszystkim w próbie zalania Rosji „gej-propagandą” i narzucenia jej fałszywych standardów, ukrywanych pod hasłami praw człowieka.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną