Szariat po szwedzku
Jeśli przykład Szwecji ma być przestrogą, do czego może doprowadzić masowe przyjmowanie migrantów, to chyba nie ma się czego bać.
Szwedzka policja wzmocniła ochronę wokół meczetów. Na fotografii: meczet w Uppsali, który w tym roku zaatakowano koktajlem Mołotowa.
Anders Wiklund/TT News Agency/Reuters/Forum

Szwedzka policja wzmocniła ochronę wokół meczetów. Na fotografii: meczet w Uppsali, który w tym roku zaatakowano koktajlem Mołotowa.

Imam Awad Olwan i biskup Kościoła Szwecji Bengt Wadensjo, trzymają model projektu w którym znajduje się kościół i meczet zbudowany na przedmieściach Sztokholmu.
Bob Strong/Reuters/Forum

Imam Awad Olwan i biskup Kościoła Szwecji Bengt Wadensjo, trzymają model projektu w którym znajduje się kościół i meczet zbudowany na przedmieściach Sztokholmu.

audio

AudioPolityka Tomasz Walat - Szariat po szwedzku

Prezes Jarosław Kaczyński miał swoje pięć minut w szwedzkich mediach. Po tym jak w Sejmie powiedział, że w 54 strefach w Szwecji obowiązuje szariat, zareagował m.in. największy dziennik „Dagens Nyheter”. W komentarzu pojawiła się konkluzja, że Kaczyński się zagalopował i mówił głupstwa. Gazeta nie wdaje się, podobnie jak i inne media, w polemikę z prezesem, przypominając jedynie (podobnie jak to zrobiła wcześniej szwedzka ambasada w Warszawie), że „w Szwecji obowiązuje prawo szwedzkie”.

W retoryce prezesa PiS przykład Szwecji miał być tym czarnym scenariuszem, który czeka Polskę, jeśli wpuścimy obcych. Tymczasem Szwecja to kraj, który prawdopodobnie najlepiej na świecie daje sobie radę z migrantami, w tym także z uchodźcami, zyskując z tego tytułu zdrowe korzyści.

Nie oznacza to, że nie ma problemów, o tym dalej. Ale w opublikowanym na wiosnę raporcie Migrant Integration Policy Index (MIPEX) Szwecja znalazła się na pierwszym miejscu wśród 38 państw, w tym wszystkich członków UE, objętych badaniami polityki integracyjnej. Po porównaniu 167 wskaźników okazało się, że Szwecja stwarza imigrantom najlepsze możliwości pracy, edukacji, rozwoju osobistego czy opieki zdrowotnej – na równi niemal z ludnością rodzimą (Polska jest na 32. miejscu).

Według raportu, finansowanego m.in. przez Komisję Europejską, Szwedzi należą do narodów najbardziej pozytywnie nastawionych do migrantów, niezależnie od przyczyn, jakie skłoniły lub zmusiły ich do przyjazdu. Ponad 80 proc. ankietowanych uważa, że powinni oni mieć te same prawa jak obywatele szwedzcy oraz że przyjezdni wzbogacają kraj, zarówno ekonomicznie, jak i kulturowo. Te pozostałe 20 proc. pokrywa się z poziomem poparcia dla populistycznej partii Demokraci Szwecji. Buduje ona popularność na obawach przed migrantami i oferuje im co najwyżej pomoc w krajach, z których uciekają.

Strachy prezesa

Szukając argumentów do tez o zagrożeniu, jakie może stwarzać przyjmowanie uchodźców w Polsce, Kaczyński – podejrzewa tutejsza prasa – oparł się na raporcie szwedzkiej policji sprzed roku, w którym wymienione zostały 54 regiony o zwiększonej przestępczości. Interweniująca policja musi w nich zachowywać szczególną ostrożność. Taką jednak „geografią przestępczości” zajmuje się policja we wszystkich krajach.

Rzeczywiście, wiele z tych 54 niebezpiecznych regionów zamieszkują migranci, ale już niekoniecznie muzułmanie, którzy marzą o szariacie. Królujące w kronikach przestępczości podsztokholmskie miasto Södertälje zajęte jest w dużej części przez Asyryjczyków. Są to chrześcijanie z Bliskiego Wschodu żyjący obecnie głównie w diasporze, największej w Szwecji. To im właśnie, a nie muzułmanom, zarzuca się, że próbują zbudować tu równoległy świat z własnymi prawami.

Oczywiście migranci z krajów muzułmańskich, z Syrii, Iraku i Libii, przywożą w bagażu własny system wartości. Zasady szariatu – choć też bardzo różnie rozumiane – najsilniej kultywowane są w konserwatywnych rodzinach. W przeszłości głośne były w Szwecji zabójstwa młodych kobiet przez ojców lub braci za to, że chciały się wyemancypować, żyć jak Szwedki i – co najgorsze – mieć szwedzkich partnerów.

Pewnym problemem w całej zresztą Skandynawii jest działalność wąskiej grupy radykalnych imamów, przewodniczących gmin muzułmańskich, którzy w szkołach koranicznych szerzą doktryny radykalizujące młodzież i zachęcające ją do uczestnictwa w dżihadzie. Szwedzka służba bezpieczeństwa SÖPO szacuje, że do tzw. Państwa Islamskiego (choć także do oddziałów kurdyjskich) trafiło już kilkuset obywateli szwedzkich, w tym także kilku rodowitych Szwedów.

Jedną z przyczyn radykalizacji jest z pewnością brak perspektyw wśród młodych z ośrodków o najwyższej przestępczości. Próbują się wyróżniać, co czasem ma kryminalne konsekwencje. Dwa lata temu doszło do rozruchów na sztokholmskim przedmieściu Husby, zamieszkanym głównie przez migrantów. Bezpośrednią przyczyną było zastrzelenie przez policjantów 69-letniego mężczyzny chorego psychicznie – jak się potem okazało – imigranta, który rzucił się na nich z siekierą.

W akcie zemsty rzucająca kamieniami w policję młodzież spaliła koło setki samochodów i zdemolowała lokale publiczne. Rewolta zaczęła się rozszerzać na inne rejony i wydawało się, że zamieszkane przez imigrantów przedmieścia zapłoną w podobny sposób jak w Paryżu czy Londynie. Światowej sławy szwedzki kryminolog Jerzy Sarnecki nazwał te rozruchy „niesłuszną i bezprawną reakcją na bezrobocie, trudności w zdobyciu wykształcenia i brutalność policji”.

Miliardy z przyjezdnych

Szwecja „zarabia” na migrantach, w tym także uchodźcach, w przeliczeniu około 30 mld zł rocznie – twierdzi w opublikowanym właśnie raporcie think tank Arena Ide. Bez napływających ciągle migrantów Szwecja miałaby o 25 proc. mniej ludności (urodzeni za granicą stanowią 16 proc. ludności kraju), gospodarkę mniejszą o 20 proc., gorszą komunikację, słabszą armię i gorszy system badań oraz edukacji. Szef Arena Ide Sandro Scocco przekonuje wręcz, że korzyści, jakie Szwecja ma z imigracji, pokrywają wydatki na obronę narodową, infrastrukturę i badania podstawowe.

Takich badań, potwierdzających ekonomiczne korzyści z imigracji, jest w Szwecji wiele. Ale w pierwszej kolejności to moralne argumenty powinny wystarczyć i zachęcić do otwarcia granic – uważa Robert Egnell, docent Wyższej Szkoły Obrony w Sztokholmie. I zaraz pyta retorycznie: – Czy życie Syryjczyka lub Erytrejczyka jest rzeczywiście mniej warte?

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną